Przejdź na stronę główną Interia.pl
Przejdź na stronę główną Interia.pl

Rodzice "uprowadzili" Zientarskiego?!

Historia mrożąca krew w żyłach. Maciej Zientarski, który po wypadku samochodowym ma poważne problemy z pamięcią, mieszka z rodzicami w leśnej głuszy. Dziennikarz od miesięcy nie ma kontaktu z żoną i synami.

37-letni dziennikarz sportowy Maciej Zientarski ponad rok temu uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Pasażer, dziennikarz "Super Expressu" Jarosław Zabiega zginął na miejscu. Maciek w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala.

Reklama

Gdy po miesiącu obudził się ze śpiączki, okazało się, że ma poważne problemy z pamięcią. Nie pamiętał, że ma dwóch synów - mówił tylko o starszym, dziś 15-letnim - pisze "Rewia". Dziennikarz najprawdopodobniej nie pamięta ostatnich kilkunastu lat życia.

Po wypadku Zientarski wrócił do domu - segmentu znajdującego się przy domu jego rodziców. Jego żona Beata postanowiła, że wyprowadzą się z całą rodziną gdzieś dalej. I wtedy rodzice Maćka zaprotestowali.

W dniu przeprowadzki, gdy wszystko było już gotowe, okazało się, że Maciek... zostaje z rodzicami. Kilka dni później dziennikarz nie stawił się na umówione spotkanie z żoną. Od tej pory pani Beata nie ma z nim kontaktu.

Włodzimierz Zientarski złożył do sądu wniosek o częściowe ubezwłasnowolnienie syna. Sąd przychylił się do prośby, ale doradcą Maćka ustanowił Beatę.

"Włodzimierz Zientarski nie mógł się z tym pogodzić. Wypisywał do sądu pisma, jaka jestem zła, aż szkoda nawet przytaczać, bo to śmieszne" - mówiła żona dziennikarza.

Według pani Zientarskiej, rodzice "przetrzymują" Maćka w domku w lesie. Zabrali mu telefon komórkowy, więc ani ona, ani synowie nie mają z nim kontaktu. Niebawem wszyscy spotkają się w sądzie - będą walczyć o prawo do opieki nad Maciejem.

Pan Włodzimierz do dziś nie wierzy, że to jego syn feralnego dnia prowadził samochód...

Dowiedz się więcej na temat: maciej zientarski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje