Przejdź na stronę główną Interia.pl
Przejdź na stronę główną Interia.pl

Robert Lewandowski ujawnia szczegóły porodu! "Ania straciła bardzo dużo krwi"

Robert Lewandowski (28 l.) udzielił niezwykle szczerego wywiadu, który zaskoczył wielu...

Wydawać by się mogło, że życie Lewandowskich to istna bajka, w której nie ma miejsca na smutek czy płacz.

Duża zasługa w tym Anki, która na Instagramie chwali się idealnymi zdjęciami z życia, co ma zapewne wywoływać podziw i zachwyt u jej fanów. 

Jakiś czas temu Lewandowscy obrali jednak nieco inną taktykę. Postanowili stać się bardziej ludzcy. Zaczęło się od wywiadu Anki, w którym opowiadała o tym, jak jak po narodzinach Klary zasypiała ze zmęczenia nawet na podłodze.

Do tego musiała się często zajmować nią sama, gdyż Roberta ciągle nie było, dlatego często roniła łzy nad wanienką małej. 

Wywiad media wyśmiały, bo mimo wszystko trudno porównywać jej życie do życia przeciętnej Polki, która często nie może liczyć na pomoc nawet rodziców, nie mówiąc o wynajęciu niani. 

Teraz szczerego wywiadu postanowił udzielić Robert. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" nie skupia się bowiem głównie na piłce. 

"Bardzo chciałem być z Anią przy porodzie, z patrzeniem na krew nie mam problemu, bo na boisku wiele razy się jej naoglądałem. Ale fizycznie nie dawałem rady. Byłem niesamowicie zmęczony, stojąc z boku, dlatego jestem pełen podziwu, że Ania to wytrzymała. Widziałem ten ból, najgorsza była moja niemoc, bezradność. Facet się stara, ale wie, że nic nie może zrobić. A kolejne godziny mijają, kobieta cierpi. Szczególnie gdy poród trwa tak długo" - opowiada Robert.

Potem napastnik wyznał, że poród wiązał się z poważnymi komplikacjami. Mogło dojść do najgorszego! 

"To wszystko trwało około trzydziestu godzin. Poród był bardzo trudny, Ania straciła bardzo dużo krwi, potem pani doktor powiedziała, że niewiele brakowało, by skończyło się to o wiele gorzej... Gdy walczyła, ja trzymałem Klarę na rękach. Byłem tak zestresowany, zesztywniały z nerwów, że nie potrafiłem podnieść ręcznika z podłogi" – zdradził Robert .

Na szczęście wszystko dobrze się skończyło! 

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje