Raczek jest aktywny od niemal 50 lat. Jego krytyka dosięgła wielu gwiazd
Tomasz Raczek od paru dekad uchodzi za czołowego polskiego krytyka filmowego. W przeszłości był redaktorem naczelnym kilku branżowych czasopism oraz regularnie publikował i w innych, niepokrewnych tematycznie tytułach.
Największą popularność przyniósł mu cykl telewizyjny, który w ostatniej dekadzie lat 90. współtworzył z Zygmuntem Kałużyńskim. Później oczywiście jeszcze wiele razy występował na małym ekranie czy wypowiadał się w różnych stacjach radiowych.
W ciągu jego rozciągającej się na kilkadziesiąt lat działalności siłą rzeczy teatrolog naraził się swoimi słowami wielu znanym osobom. Dopiero co mówił wprost o zawodzie rozwojem kariery Małgorzaty Kożuchowskiej.
Ale komentarze pod adresem innej aktorki wyrzuca sobie do dziś...
Raczek do dziś żałuje tego, co zrobił Przybylskiej. Nigdy jeszcze o tym nie mówił
Choć zazwyczaj Raczek nie wycofuje się ze swoich opinii, to wypowiedzenia niektórych na głos żałuje. Na to wyznanie zdobył się publicznie po raz pierwszy.
"Jest rzecz, (...) której trochę może rzeczywiście żałuję, ale nie żałuję tego, co powiedziałem, tylko tego, że się dałem namówić" - zaczął w podcaście serwisu Kozaczek.
Chodzi mianowicie o ranking najgorszych polskich aktorów i aktorek, do którego stworzenia zobowiązali go przełożeni w pewnym tygodniku, z którym w przeszłości współpracował.
O ile zestawienie najlepszych przedstawicieli zawodu przyszło mu z łatwością, to ta druga wersja spotkała się z jego wewnętrznym sprzeciwem. A mimo to Raczek ostatecznie się tego podjął i uwzględnił w nim kogoś, kogo prywatnie darzył sympatią.
"Ja w tym rankingu umieściłem wtedy Annę Przybylską. Bardzo ją lubiłem, ale nie uważałem, żeby była bardzo uzdolniona jako aktorka. Do dzisiaj czuję się nieswojo, kiedy sobie to przypominam" - wyjawił.
Raczek pierwszy raz wyznał, co zaszło między nim z Przybylską. "Nie czuję się z tym dobrze"
Powody niesmaku, który do dzisiaj czuje Raczek, nie wynikają jednak z tego, że zmienił zdanie o umiejętnościach Anny.
"Nie dlatego, że tak ją oceniłem, tylko po (...) [co] to napisałem i dlaczego dałem się (...) [namówić - przyp. aut.]. Warto odmawiać wykonania polecenia przełożonego, jeżeli uważamy, że to jest niezgodne z tym, co czujemy, ponieważ to my ostatecznie będziemy ponosić tego konsekwencje" - powiedział.
Oprócz tego w grę wchodził jeszcze po prostu aspekt osobistych sympatii.
"Ja ją bardzo lubiłem. To był bardzo fajny człowiek i każdy następny rok pokazywał, jaki charakter miała Ania Przybylska. Człowiek czuje się z tym po prostu niedobrze, a do głowy by mi nigdy nie przyszło, żeby coś takiego napisać z własnej woli, tylko ktoś mnie (...) [skłonił]. Ona wtedy była zdrowa, bo gdybym ja wiedział, że coś z nią jest nie tak, to oczywiście w życiu bym nie pozwolił sobie jeszcze, żeby jej 'dokładać'" - skwitował wątek.
Jak wiadomo, Anna Przybylska zmarła 5 października 2014 roku w wyniku poważnej choroby. Miała zaledwie niespełna 36 lat. Zostawiła troje potomstwa: dwóch synów i córkę, owoce małżeństwa z Jarosławem Bieniukiem.
Zobacz też:
Raczek nie gryzł się w język ws. Kożuchowskiej. "Zupełnie nie posiada zdolności"
Brodzik zdradziła tajemnicę sprzed lat. Poruszony Tomasz Raczek nie mógł powstrzymać łez
Syn Przybylskiej i Bieniuka ma już 20 lat. Jest wierną kopią Ani, ale wybrał inną drogę niż mama








