Reklama

Reklama

Reklama

Przewoźnik odwołuje loty a Wojtek z Zanzibaru mimo to zaprasza do Pili Pili. Co tam się dzieje?!

Firma Enter Air, która współpracowała ze spółką Pili Pili i obsługiwała loty do jej kurortu na Zanzibarze, wydała oświadczenie. Wynika z niego, że turyści, którzy wykupili wczasy u słynnego Wojtka z Zanzibaru, mogą zapomnieć o wakacjach.

Zanzibar i spółka Pili Pili organizująca wczasy w tym pięknym zakątku zdobyła w czasie pandemii spory rozgłos. Jednak firma zaczęła mieć kłopoty finansowe i prawne, więc zawiesiła działalność. Klienci poczuli się oszukani, bo nie mogli odzyskać pieniędzy za wykupione wczasy. Teraz okazuje się, że właściciel Wojciech Żabiński musiał od dawna zadawać sobie sprawę, że pieniędzy turystom nie odda.
Dowodem na to jest oświadczenie przewoźnika, który współpracował z Pili Pili, a teraz zrywa umowę. Firma Enter Air twierdzi, że loty zapowiadane na czerwiec nigdy nie zostały opłacone!

Celebryci zamieszani w sprawę Pili Pili

Reklama

Sprawa nieuczciwego organizatora wycieczek i wczasów na Zanzibarze nabrała rozgłosu, gdyż Wojtek Żabiński wykorzystał do promowania swojego szemranego interesu nieświadomych niczego celebrytów. 

Gwiazdy, które spędziły w Pili Pili darmowe lub tanie wakacje "odwdzięczały się" oznaczając hotel na swoich zdjęciach w mediach społecznościowych. Dzięki nim o Pili Pili zrobiło się głośno. A profil prowadzony przez sieć Pili Pili na Facebooku za sprawą sławnych turystów zgromadził ponad 250 tys. obserwujących.
Jednak coraz bardziej niezadowoleni zwykli turyści zaczęli zgłaszać pretensje. Nie dość, że to właśnie oni pokrywali koszty wypoczynku gwiazd na Zanzibarze, to jeszcze spotykali się z coraz gorszą obsługą i niewywiązywanie się firmy z umowy. 

Kłopoty z prawem właściciela Pili Pili

Wreszcie wybuchła bomba. Spółki Żabińskiego Pili Pili Club oraz Pili Pili Fly otrzymały zakaz wykonywania działalności organizatora turystyki i przedsiębiorcy ułatwiającego nabywanie powiązanych usług turystycznych.Decyzja ta związana była z tym, że Wojciech Żabiński rozpoczął działalność z ominięciem prawa turystycznego. Żadna z jego spółek nie posiadała wymaganego wpisu do rejestru prowadzonego obecnie przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Aby uzyskać wpis, należy zgłosić firmę i odprowadzać składki do Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego oraz posiadać gwarancję ubezpieczeniową bądź bankową.
Sam Żabiński zapewniał na Facebooku, że to tylko przejściowe kłopoty.

Wojtek z Zanzibaru opisywał, ze znalazł inwestora, który zabezpieczy interesy Pili Pili oraz turystów. Przerwa w świadczeniu usług zostanie wykorzystana na poprawienie infrastruktury kurortu.

Twierdził, że kurort już w czerwcu wznowi działalność, a klienci, którzy mieli wyjechać na urlopy od lutego do czerwca nic nie stracą. Uspokajał klientów, którzy wykupili wycieczki na Zanzibarze, że choć nie mogą domagać się zwrotu pieniędzy, to ich pobyty odbędą się w terminach po 4 czerwca.

Póki co Wojtek z Zanzibaru nie odniósł się do rewelacji firmy przewozowej. Spokojnie podróżuje po Afryce i chwali się w sieci kolejnymi odwiedzonymi zakątkami. Oburzonych klientów blokuje na swoim profilu, a zamiast odpowiedzi na pytania niedoszłych turystó opowiada o pogodzie i porze deszczowej.

Zobacz też:

Wojtek z Zanzibaru wykorzystał celebrytów? Właściciel Pili Pili ma kłopoty

Ciąg dalszy afery z Wojtkiem z Zanzibaru. Klienci wściekli: "Napisać, że jestem wkurzona to mało"

Katarzyna Zdanowicz w szczerych rozmowach. Podcast "Zdanowicz.Pomiędzy wersami"

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc

***

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Pili Pili | Wojciech Żabiński | Zanzibar

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy