Najpierw Doda, a teraz Górniak. Takiej Edyty nikt jeszcze nie widział
W ostatnim czasie zapanowała moda na dokumenty o rodzimych gwiazdach świata rozrywki czy sportu. Dopiero co premierę miała tego typu produkcja poświęcona Dodzie, a teraz ukazała się dwuczęściowa miniseria o Edycie Górniak.
"Dokument pozwala zanurzyć się w świecie wybitnej wokalistki, na który składała się zarówno spektakularna kariera, jak i codzienność kobiety i matki. (...) Zawiera unikatowe materiały archiwalne, które rzucają nowe światło na życie artystki i pozwalają spojrzeć na nie z nieznanej dotąd perspektywy" - opisywał produkcję kilka miesięcy temu Telemagazyn.
Zanim jednak w ogóle włączono kamery, musiało minąć sporo czasu. Wszystko to z uwagi na obawy głównej bohaterki projektu.
Górniak długo zwlekała z filmem o sobie samej. Miała konkretne powody
Dla doświadczonej przez życie i pracę w branży rozrywkowej piosenkarki najważniejsze było bowiem nawiązanie głębokiej więzi z twórcami.
"Dwa lata budowaliśmy zaufanie, dlatego że doświadczenie w mojej pracy zawodowej i współpracy z kamerami, z mediami, w takim dużym 'spotlight' [ang. centrum uwagi - przyp. aut.], i życie publiczne dało mi (...) gorzkie czasem [przeżycia], (...) i po prostu bardzo się bałam ludzi" - powiedziała gwiazda w rozmowie z Kozaczkiem.
53-latce zależało na tym, by pozostać jak najbardziej autentyczną - w końcu scenariusz do filmu o niej napisało samo życie.
"(…) Jeśli mam zrobić ten film, to on musi być szczery. Nie chcę go reżyserować. Nie chcę wymyślać, co by było lepsze" - tłumaczyła swoje motywacje stojące za zaangażowaniem się w to przedsięwzięcie.
Edyta Górniak zrobiła to po raz pierwszy w życiu. Poniosła wysoki koszt
Górniak podkreśla, że na potrzeby filmu otworzyła się jak nigdy wcześniej.
"Otworzyłam drzwi domu. Zabrałam do mojej Tajlandii, czyli tam, gdzie nigdy nikogo nie zabierałam. Poza moim synem i moim ukochanym kiedyś" - dodała.
Jeszcze dzień przed premierą tytułu w streamingu wokalistka przyznała w social mediach, że takie odsłonięcie się było dla niej bardzo wymagające.
"To była bardzo intensywna podróż, spotkanie ze sobą w innym wymiarze niż dotąd. Bezbronność, normalność, to, co nie jest sceniczne, co się nie klika, to, co jest naszym korzeniem. (...) Długi proces, trudny, niezwykły (...), bardzo gęsty dla mojej duszy, dla moich zmysłów" - mówiła na Instagramie.
Zapowiedziała też, że dla tych, którzy nie są zbyt mocno zaznajomieni z jej twórczością, albo po prostu jej nie rozumieją, ów film może być pewnego rodzaju szokiem.
Zobacz też:
Wyszło na jaw prawda o relacji Steczkowskiej i Górniak. Leon Myszkowski przerwał milczenie








