Kuba Badach znienacka potwierdził doniesienia. Ludzie nie wiedzieli
Od kilku dni jednym z najczęściej poruszanych w sieci tematów jest kwestia dotycząca świadczeń dla artystów. Szerokim echem odbiła się w mediach wypowiedź Skolima, który zdecydowanie nie jest entuzjastą tej propozycji. Z czasem głos w sprawie zaczęli zabierać kolejni artyści. Niedawno dołączył do nich mąż Aleksandry Kwaśniewskiej.
Okazuje się, że ta kwestia wywołuje w kompozytorze duże poruszenie. Kuba Badach zwrócił uwagę na fakt, że kultura jest istotnym elementem każdego kraju i ludzie mają z nią styczność praktycznie wszędzie.
"(...) Jak lądujemy na Okęciu, skądkolwiek byśmy nie przylecieli, to słyszymy Fryderyka Chopina. Jeżeli po kilkuset latach okazuje się, że w domenie kultury możemy się najbardziej pochwalić jednym kompozytorem, to być może coś poszło trochę nie tak, bo na przestrzeni lat tych kompozytorów było o wiele więcej. Myślę tutaj i o Góreckim, i o Kilarze, i o ludziach, którzy naprawdę byli bardzo znani na świecie, a nie tak popularni u nas w kraju. Bo właśnie to jest podobnie, jak teraz z tenisem. Oglądamy Maję, jesteśmy przeszczęśliwi, że to co się wydarzyło, to jest rzecz absolutnie historyczna. Historia jak z baśni, wspaniale, ale nie mamy pojęcia, co ta dziewczyna musiała przeżyć (...). Tutaj jest też jakaś taka wspólna cecha z tym, co artyści, jak wygląda ich życie, bo na scenie festiwalu opolskiego my jesteśmy przez kilka minut" - tłumaczył w rozmowie z reporterką serwisu Jastrząb Post.
Kuba Badach rozwiał wszelkie wątpliwości. Tutaj potrzebne są lata
Piosenkarz nie kryje, że możliwość wystąpienia przed publicznością to dla niego prawdziwy zaszczyt. Zauważa jednak, że te chwile, które widzą ludzie, to tak naprawdę tylko niewielki wycinek z działalności artystów.
"To jest ten moment, właściwie, to jest taka nagroda dla nas, że możemy tutaj wystąpić, spotkać się z ludźmi i tak dalej. Ale nikt sobie, kto nie przeżył tego z nami, nie wyobraża sobie tych godzin spędzonych w samochodach na dojazdach do koncertów. Najpierw lata spędzone przy instrumencie, żeby zostać fachowcem w swojej dziedzinie, a później godziny, setki, a potem tysiące godzin spędzonych w pracowni, gdy tworzymy coś i naprawdę, my zanim to opublikujemy i zmierzymy się z krytyką, to sami siebie krytykujemy miliony razy (...)" - wyjaśniał.
Na koniec Kuba Badach rozwiał wszelkie wątpliwości:
"Wydaje mi się, że taka podstawowa forma pomagania artystom, u których się nie przelewa, to jest zasadne, bo to będzie procentowało być może nie za dziesięć lat, ale za dwadzieścia, trzydzieści... To przyniesie naprawdę świetne efekty i ileś razy jeszcze sobie powiemy, że jesteśmy dumni z kogoś, ale będziemy dumni dlatego, że ten człowiek nie poddał się po drodze (...)" - podsumował dobitnie.
ZOBACZ TAKŻE:
Badach kompletnie zszokowany. Dowiedział się w ostatniej chwili
Badach zabrał głos ws. żony. Potwierdził, że musiał ustąpić
Ludzie płakali, gdy Badach wkroczył na opolską scenę. Nie był sam








