Łukasz Litewka nie pożegnał się z ukochaną. Tak spędzili ze sobą ostatni wspólny wieczór
Śmierć Łukasza Litewki wstrząsnęła opinią publiczną. Działacz społeczny i poseł zginął w 23 kwietnia w wypadku. W chwili śmierci miał 36 lat.
Jego odejście było wielką stratą przede wszystkim dla jego bliskich - zwłaszcza dla jego partnerki Natalii Bacławskiej, która zaledwie dzień wcześniej spędziła z nim miły wieczór, nie wiedząc o tym, co wydarzy się nazajutrz. Teraz o wszystkim zdecydowała się opowiedzieć Żurnaliście.
"Wieczór przed 23 kwietnia. Zjedliśmy normalnie kolację. Porozmawialiśmy ze sobą. Łukasz był dość mocno nerwowy tego wieczoru, bo zrobił zrzutkę, która finalnie nie ujrzała światła dziennego. Po kolacji położyliśmy się do łóżka. Łukasz przed snem zawsze włączał filmy przyrodnicze. Oglądaliśmy sobie ten film, daliśmy sobie buziaczka" - przyznała całkiem szczerze w podcaście Żurnalisty i dodała:
"Następnego dnia jak się obudziłam, jego już nie było, bo miał spotkanie rano. Jak ja wróciłam do domu, zastałam samochód. Weszłam do domu, ogarnęłam się i wyszłam do pracy. A później wiadomo, co już było".
Litewka odszedł, gdy była w pracy. "Wciąż dźwięczy mi to w głowie"
Natalia Bacławska przyznała, że dzień, w którym odszedł jej ukochany zaczął się tak, jak zwykle i nic nie wskazywało na zbliżającą się tragedię.
Dopiero telefon pośpiesznie odebrany w pracy zmienił całe jej życie. Wspólny kolega pary przekazał jej straszne wieści.
"Nie zapomnę tego nigdy, wciąż dźwięczy mi to w głowie. Weszłam do salonu. Zadzwonił do mnie kolega wspólny na Messengerze, Dawid, odbieram telefon i on się pyta: 'Kiedy miałaś ostatnio kontakt z Łukaszem?' I mówię, że dwie, trzy godziny temu rozmawialiśmy. I on na to: 'Masz jego geolokalizację? Wiesz, gdzie on jest?'. Ja wchodzę i mówię, że na Kazimierzowskiej. On mówi: 'Gdzie jesteś?'. A ja mówię, że w pracy. I on na to: 'Chyba Łukasz nie żyje'. A ja, że przestań gadać głupoty, pewnie jestem na głośniku i żarty sobie robicie. I on na to, żebym do niego zadzwoniła. Usłyszałam jego ton..."- wspominała kobieta w wywiadzie.
Ukochana Litewki wspomina pierwsze chwile po wypadku. Usłyszała, że "jest nikim"
Po dotarciu na miejsce wypadku wcale nie było lepiej. Ukochana Litewki miała duże problemy z uzyskaniem jakichkolwiek informacji.
Usłyszała nawet przykre stwierdzenie, że "jest nikim", bo nie ma obrączki na palcu.
"Ja wysiadłam z auta, wbiegłam tam i stała policjantka i policjant. Nigdy nie zapomnę ich twarzy i tego, z jakim brakiem szacunku nas potraktowali. Chciałam przebiec. Zatrzymali, zapytali, kim jesteśmy i ja mówię, kim jestem, a ona mówi: "Pani jest nikim". Poprosiłam, żeby mi powiedziała, czy żyje, czy nie żyje. "Nie możemy nic pani powiedzieć". Powiedziałam: "Ale przecież sama ma pani obrączkę na palcu". I ona na to: "Ja mam, a ty nie masz".
Dopiero później jeden z pracujących przy sprawie mężczyzn zdecydował się przekazać jej krótką informację. Potwierdził, że jej ukochany nie żyje.
"Później podszedł trzeci policjant i powiedział: 'Nie mogę pani tego powiedzieć, ale będzie sekcja'" - zdradziła na koniec rozmowy.

Zobacz także:
Niespełna trzy tygodnie po śmierci Litewki jego ukochana zabrała głos. "Mogę śmiało powiedzieć"
Jabłczyńska nie ma złudzeń ws. śmierci Litewki. "To ogromna niesprawiedliwość"








