Olga Frycz i Albert Kosiński zabrali głos po śmierci Jana Frycza. Tak go pożegnali
Środowisko artystyczne licznie żegna wybitnego Jana Frycza. Aktor zmarł 15 sierpnia w wieku 72 lat. Informację o jego odejściu przekazał Teatr Narodowy. W oświadczeniu zaznaczono, że mężczyzna odszedł w domu w otoczeniu rodziny.
Na publiczne pożegnanie gwiazdora zdecydowali się już m. in. Jan Englert, Jakub Żulczyk, Katarzyna Grochola, Borys Szyc oraz Beata Ścibakówna.
Teraz o stracie otwarcie opowiadają bliscy, którzy mieli okazję poznać go od zupełnie innej, bardziej prywatnej strony. Głos zabrała m.in. córka legendy teatru - Olga Frycz, a także jej ukochany Albert Kosiński.
"Janku, dziękuję" - napisał dosadnie, dodając zdjęcie z aktorem, na który, widać, jak obydwoje uśmiechają się do siebie.
Olga Frycz pozwoliła sobie na nieco większą otwartość. Publicznie opowiedziała o tym, jaka relacja łączyła ją z tatą. Wspomniała także, jak radził sobie jako dziadek.
Przy okazji zwróciła się do ludzi z podziękowaniami.
"Kochaliśmy tatę bardzo i najważniejsze, że o tym wiedział. Dla moich dzieci był najkochańszym dziadkiem. Dziękuję wszystkim za dobre słowa, pamięć i wsparcie. Ostatnie lata były piękne. A tamten spacer z Helenką i tatą bardzo miło wspominam" - napisała aktorka, która wychowuje trójkę pociech: Helenę, Zofię i Jana.
Syn Jana Frycza zamieścił wpis o znanym ojcu. "Graj swoje spektakle w niebie"
Na komentarz po odejściu znanego ojca pozwolił sobie również Michał Frycz. W obszernym wpisie opatrzonym zdjęciem, w którym przytula się do taty, wskazał, jak wielki wpływ na jego życie miał właśnie tata.
"Pozostawiłeś po sobie tak wiele dobra, piękna i życiowej sztuki. Byłeś dla mnie ojcem, który mnie rozumiał. Ojcem, który potrafił zadzwonić co chwilę tylko po to, żeby zapytać: "Jaka sytuacja na horyzoncie?". Tym jednym zdaniem zawsze dawałeś mi poczucie, że jesteś obok" - napisał z kolei brat Olgi Frycz i syn Jana Frycza, Michał.
"Ale będziemy dalej puszczać nasze wspólne marzenia i myśli. Będę je niósł ze sobą przez całe życie. Dziękuję ci, tato, za 36 lat mojego i naszego wspólnego życia. Za twoją obecność, za rozmowy, za śmiech, za lekcje, za wszystko, czego nauczyłeś mnie o życiu. Leć w dal, tato. Graj swoje spektakle w niebie. A kiedy już ucichną wszystkie brawa, odpoczywaj w spokoju i ciszy. Kocham cię" - dodał na koniec.

Zobacz także:
Englert wspomina zmarłego Jana Frycza. "Miał wpływ również na moje życie"
Jan Frycz nie żyje. Jeden z najwybitniejszych polskich aktorów miał 72 lata
Jan Frycz ma wyraźną opinię o wczesnych ślubach. Sam się o tym przekonał








