Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nina Andrycz byłaby szczęśliwa! Jej ostatnia wola w końcu została spełniona!

Głośna sprawa spadku po Ninie Andrycz (†102 l.) ma swój szczęśliwy koniec.

Była uwielbianą gwiazdą. Zostawiła po sobie nie tylko wspaniałe role, ale również najnowocześniejszy sprzęt szpitalny, który będzie służył innym.

Reklama

Aktorka, która zmarła w styczniu 2014 r., była osobą bezdzietną. Zgromadzone przez siebie oszczędności, około 100 tys. zł, zapisała na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

Jerzy Owsiak (64 l.), szef fundacji, obiecał, że gest aktorki przysłuży się tysiącom ludzi. 

"Chciał jak najlepiej uhonorować artystkę" – powiedziała "Na Żywo" osoba związana z WOŚP. 

Jurek spełnił tę obietnicę i kupił najnowocześniejszy densytometr dla jednego z warszawskich szpitali, w którym ostatnie dni życia spędziła Andrycz. Tuż obok urządzenia jest tabliczka z wizerunkiem gwiazdy informująca, kto je ufundował. 

"To będzie najlepszy pomnik, najlepsza forma podziękowania dla aktorki" – mówił Jerzy Owsiak.

"Mamy nadzieję, że dzięki tej historii legenda związana z Niną Andrycz nabierze nowego blasku" – dodał.

Nie obyło się bez problemów

Plan, by z pieniędzy aktorki kupić coś, co będzie służyło innym, zrodził się zaraz po jej śmierci. Niestety, wystąpiły problemy formalne związane z przetrzymywaniem funduszy w banku.

Sprawę udało się jednak wyjaśnić, a bank w ramach rekompensaty dołożył do zakupu drugie tyle pieniędzy. Dzięki artystce oddział geriatrii, chorób wewnętrznych i chorób metabolicznych kości warszawskiego szpitala przy ul. Czerniakowskiej od 3 stycznia jest wyposażony we wspaniałe urządzenie. 

Jak powiedział jeden z lekarzy szpitala im. profesora Orłowskiego, Marek Tałałaj, ten dar jest nie do przecenienia.



Dowiedz się więcej na temat: Nina Andrycz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje