Od śmierci Kołaczkowskiej minęło kilkanaście miesięcy. Kamys podtrzymuje pamięć o niej
Aż trudno uwierzyć, że od odejścia Joanny Kołaczkowskiej minęło już kilkanaście miesięcy. Pomimo upływu czasu fani i branżowi koledzy aktorki kabaretowej wciąż nie mogą się otrząsnąć po tej niespodziewanej tragedii.
Jeszcze przed śmiercią artystki dużym wsparciem dla niej i swego rodzaju rzecznikiem w tej trudnej sytuacji stał się jej przyjaciel i szwagier Dariusz Kamys. Komik regularnie przypomina o kobiecie w mediach społecznościowych (w pierwszą rocznicę chociażby opublikował poruszający wpis) i podejmuje jej temat w wywiadach.
A to nie wszystko. Kabaret hrAbi (wyróżniona litera odnosi się właśnie do słynnej "Aśki") planuje organizację corocznego festiwalu jej imienia, powstanie murali czy nawet filmu dokumentalnego.
Dopiero teraz wyszło na jaw, na co członkowie grupy umówili się z koleżanką na długo przed jej odejściem. Wszystko było zaplanowane.
Minął ponad rok, a tu takie wieści ws. Kołaczkowskiej. Kamys wszystko wyjawił: "Mieliśmy to ustalone"
Nie jest tajemnicą, że Kołaczkowska często zastanawiała się, co będzie, jak jej zabraknie. Starała się mieć pod kontrolą to, co się wtedy wydarzy, dlatego z odpowiednim wyprzedzeniem dokonała z bliskimi istotnych ustaleń.
"(...) Często rozmawialiśmy na poważne tematy, ona je wywoływała. 'Co by było, gdyby któreś z nas odeszło?'. I dochodziliśmy do wniosku, że ci, którzy zostają, pracują dalej. Kabaret to nasze życie. Mieliśmy to wyjaśnione. I ustalone, że osobie, która odeszła, przez rok płacimy gażę, jakby dalej była z nami. Wspomagając rodzinę. Tak jest. Przyrzeczenia zawsze traktowaliśmy serio" - wyjawił Kamys "Twojemu Stylowi".
Nawet gdy jej stan był ciężki, myślała przede wszystkim o innych.
"Jestem przekonany, że to, co robimy, cieszy ją. (...) Martwiła się, co z nami będzie. Myślę, że już się nie martwi" - dodał.
Kamys dobrze zdaje sobie sprawę, że Asia jest nie do zastąpienia. Choć obecnie grupa występuje z Wojciechem Kamińskim, znanym z Kabaretu Jurki, nikt nie ma złudzeń, że ktokolwiek mógłby wypełnić powstałą po niej pustkę.
Joanna i Dariusz byli ze sobą szczególnie blisko. Łączyła ich nie tylko praca, ale i wieloletnia przyjaźń, a nawet powiązania rodzinne - w końcu mężczyzna ożenił się z siostrą aktorki.
"Po żonie była drugą kobietą, z którą spędzałem najwięcej czasu. Brakuje mi naszych rozmów w samochodach, garderobie… Jej śmiechu. Życzliwości. Aśka pierwsza kupiła ode mnie obraz. Wiadomo - szwagierka, koleżanka z pracy, ale szanowałem ją także jako artystkę. Fakt, że to, co robię, jej się podoba, był dla mnie nobilitujący i dawał wiatr w żagle" - zdradził.
Obecnie Kamys czuje się szczególnie przez nią zaopiekowany.
"(...) Mam wrażenie, że ułamek jej talentu scenicznego spłynął na mnie. Jakby obdarowała mnie cząstką swojej mocy. Bo wychodzę na scenę i czuję spokój, a na spokojnie robi się rzeczy dobre, nieprzypadkowe" - powiedział w wywiadzie.
Zobacz też:
Marzena Rogalska rok po śmierci Kołaczkowskiej nie ma złudzeń. Osobisty wpis dał do myślenia
Rok po jej odejściu Motyka ujawnił o Kołaczkowskiej. Tego ludzie o nich nie wiedzieli








