Kubicka ruszyła z nowym biznesem i się zaczęło. To musiało się tak skończyć
Kilka miesięcy temu Sandra Kubicka spełniła swoje największe zawodowe marzenie i otworzyła w Warszawie własną maczarnię. Celebrytka przygotowywała się do tego miesiącami, z czego regularnie zdawała relację w social mediach.
Niedługo po otwarciu zaczęły jednak pojawiać się głosy, że oferowany przez nią produkt nie jest zbyt smaczny. Po sieci krążyły filmiki tiktokerów, którym zdarzało się nawet wypluć napój sygnowany imieniem gwiazdy. 31-latka musiała też walczyć z niskimi notami wystawianymi biznesowi w wyszukiwarce.
Z jednej strony modelka próbowała się nie przejmować krytykami i dalej robić swoje, ale z drugiej nie mogła się powstrzymać przed kpieniem z nich w social mediach. W końcu po czasie przyznała, że sytuacja ta, jakkolwiek by się nie starała, odbiła się na jej zdrowiu.
Mimo to takiego obrotu spraw chyba mało kto się spodziewał.
Kubicka oficjalnie ogłosiła koniec. Najpierw rozstanie z Baronem, a teraz to
W poniedziałek, 26 stycznia Sandra ogłosiła, że wkrótce zamknie swój stacjonarny punkt z matchą. Uznała, że w Warszawie po prostu nie ma on szansy zaistnieć (z uwagi na problemy z konkurencją) i zyskać wiernych klientów (w końcu to miasto "influencerów, tiktokerów i celebrytów").
Ale inne części Polski to już co innego. Od teraz produkt Kubickiej będzie można kupić nie tylko online, ale i w food truckach czy na festiwalach w różnych zakątkach kraju. Zanim to się jednak stanie, trzeba raz na zawsze zamknąć lokal.
Wciąż aktualna żona Aleksandra Milwiw-Barona (choć wiadomo, że i ten etap w jej życiu zmierza ku końcowi; pierwsza rozprawa rozwodowa została wyznaczona na koniec lutego) zapowiedziała, że pojawi się w kawiarni w sobotę przed południem, aby po raz ostatni spotkać się na żywo ze swoimi klientami.
Nic dziwnego, że emocje wzięły górę...
Miesiąc przed rozwodem Kubicka publicznie wyznała prawdę. "Myślałam, że mam to przepracowane"
Około południa Sandra opublikowała na Instagramie zdjęcie sprzed lokalu, na którym ze smutną miną i z pudłem w ręce żegna coś, co przez ostatnie miesiące zajmowało jej sporo przestrzeni w życiu.
"(...) Widziałam dziś po Was, że czuliście masę miłości, którą wsadziłam w ten lokal. Połączył nas kubek matchy. Dziękuję Wam. Idę płakać w domu" - napisała, a pod postem posypały się pełne otuchy komentarze.
Zdecydowanie bardziej wylewna Kubicka była na Stories. Nadawała do obserwatorów wprost z zaparkowanego pod knajpką auta. To nie były dla niej łatwe chwile.
"Myślałam, że mam to przepracowane, ale ewidentnie nie. Dzisiaj jest taki dzień, kiedy zamykam drzwi i koniec. (...) Szukałam miejsca parkingowego i okazało się, że małżeństwo wyjeżdżało i oni też byli u mnie na matchy. Pani do mnie podeszła i zaczęłyśmy obydwie płakać. Niesamowite, zobaczcie, (...) nie znamy się, jesteśmy obcymi dla siebie ludźmi, a emocje się nam udzielają przy kubku matchy" - mówiła wzruszona.
Nie chciała mówić więcej o zakulisowych trudnościach i przepychankach, które skłoniły ją do podjęcia tak trudnej decyzji. Raz jeszcze podziękowała za wsparcie i wyraziła nadzieję na lepszą przyszłość.
"(...) Dzisiaj mi będzie przykro, ale jutro obudzę się megaszczęśliwa, że mam takie wsparcie od obcych dla mnie ludzi. Kochane to jest" - skwitowała.
Zobacz też:
Najpierw doniesienia o biznesie Kubickiej, a teraz takie wyznanie. Sandra zaniepokoiła ludzi
Baron niespodziewanie zwrócił się do matki Sandry Kubickiej. Tak zaczepił ją w sieci








