Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Mateusz Rutkowski: Alkohol zniszczył mu karierę. A mógł zostać "drugim Małyszem"

Był 7 lutego 2004 roku, gdy 18-letni Mateusz Rutkowski jako pierwszy w historii Polak zdobył złoty medal mistrzostw świata juniorów w skokach narciarskich. Sam Adam Małysz nazwał wtedy młodziutkiego skoczka swoim następcą i wróżył mu wielką karierę. Niestety, rok później Mateusz został wykluczony z kadry narodowej – oficjalnie za „narastające kłopoty wychowawcze”, a tak naprawdę za... nadużywanie alkoholu. „Zdarzało mi się skakać na kacu” - przyznał po latach.

Mateusz Rutkowski zajmuje jedno z najwyższych miejsc w rankingu polskich sportowców, którzy "przepili" swoje szanse na karierę i zmarnowali swój talent. Miał niespełna dziewiętnaście lat, gdy wyrzucono go z narodowej drużyny skoczków narciarskich.

"Powodem są narastające od dawna kłopoty wychowawcze z zawodnikiem, który nie zareagował pozytywnie na wielokrotne próby wpłynięcia na jego postępowanie, jakie podejmowali działacze i trener" - tak w oficjalnym oświadczeniu uzasadniał swą decyzję w sprawie Rutkowskiego Polski Związek Narciarski.

Postawili na nim krzyżyk

Jeden z ówczesnych trenerów naszej kadry, Heinz Kuttin, powiedział "Przeglądowi Sportowemu", że Mateusz po prostu nie poradził sobie z popularnością, która spadła na niego, gdy zdobył złoty medal w Strynie i ustanowił nowy rekord skoczni Bjørkelibakken.

Reklama

"Młody, zagubiony chłopak zaczął zarabiać. Miał pieniądze, sławę i to przywróciło mu w głowie. Dawaliśmy mu kolejne szanse, a on je marnował. Były problemy z alkoholem... Zawsze obiecywał poprawę i pierwszy miesiąc po każdej rozmowie wychowawczej pracował wzorowo. Potem wszystko wracało do normy" - stwierdził Kuttin.

Mateuszowi Rutkowskimu nigdy nie udało się wrócić do łask trenerów i działaczy PZN. Postawili na nim krzyżyk, gdy zabrano mu prawo jazdy za prowadzenie samochodu na "podwójnym gazie".

"Nikt ze związku nie chciał mi pomóc. Oni mnie od razu skreślili. Toniowi, synowi Tajnera, też zabrali prawo jazdy, chyba ze dwa razy, ale skakał dalej. Tajner był sekretarzem generalnym PZN. Tonia nie odsunęli, a mnie już tak" - żalił się reporterowi TVN24.

Trzy lata po zwycięstwie w mistrzostwach świata juniorów Mateusz Rutkowski dał sobie spokój ze skakaniem... Nie tylko dlatego, że wyrzucono go z kadry, ale przede wszystkim z powodu niepohamowanego pociągu do alkoholu i sporej nadwagi.

Rachunek sumienia

"Najbardziej zmarnowany talent polskich skoków" - grzmiały nagłówki działów sportowych wszystkich gazet, gdy w 2007 roku Mateusz oficjalnie potwierdził, że rezygnuje ze sportu.

On sam dopiero po latach przyznał, że popełnił wiele błędów, przez które zmarnował sobie karierę. 

"Zdarzało się na treningu skakać na kacu" - wyznał przed kamerą w 2014 roku, a pytany, czy chciałby wrócić na skocznię, stwierdził, że... nie stać go na to.

"Zawsze gdy przechodzę obok skoczni, to pojawia się dreszcz emocji i myśl, że chciałoby się skoczyć jeszcze raz. Ale żeby skakać, musiałbym najpierw zrzucić osiemnaście kilo i znaleźć sponsora, bo muszę utrzymać rodzinę, mam żonę, syna... Dokładać do interesu nie zamierzam" - powiedział portalowi eurosport.tvn24.pl.

Mateusz Rutkowski: Co robi dziś?

Dziś 35-letni Mateusz Rutkowski pracuje jako kamieniarz w firmie budowlanej i jest członkiem założonego przez jego brata Łukasza (olimpijczyka z Vancouver z 2010 roku) Klubu Sportowego Rutkow-ski, w którym skoki narciarskie trenuje jego syn - 14-letni Seweryn. Mateusz marzy, by chłopak został kiedyś mistrzem...

Patrząc na swoje medale, Mateusz Rutkowski czuje dumę i ogromny żal, że wtedy, kiedy potrzebował pomocy, nikt nie wyciągnął do niego ręki, że został sam - bez wsparcia, bez środków do życia, bez szans na powrót na skocznię. Pierwszy Polak, który zdobył złoto na mistrzostwach świata juniorów, twierdzi wręcz, że... niszczono go celowo, bo zagrażał innym - spokrewnionym z Apoloniuszem Tajnerem - młodym skoczkom.

"Tajner był trenerem kadry. Mógł wiele. Pamiętam, jak któregoś dnia powiedział, że nie widzi we mnie dobrego skoczka. Tak myślę sobie, że chcieli mnie zniszczyć. Zniechęcali mnie do skoków. Po mistrzostwach świata miałem dostać z ministerstwa stypendium dwa tysiące złotych. Tajner powiedział, że na co mi tyle pieniędzy i dostałem siedemset..." - opowiadał Tomaszowi Wiśniowskiemu z "Eurosportu".

Były skoczek od kilku lat nie zagląda już do kieliszka. Zdarza mu się wypić piwo, ale mocniejszych trunków unika jak ognia. Mówi, że gdyby mógł cofnąć czas, z pewnością nie uległby pokusom i jego kariera potoczyłaby się inaczej... Kto wie, może naprawdę zostałby "drugim Małyszem"?

Zobacz także:

Jarosław Jarosław Jakimowicz stanie przed sądem? Chodzi o sprawę handlu ludźmi
Dariusz Opozda chce odzyskać mieszkania, które podarował córkom
Królowe życia: Edzia. Kim jest przyjaciółka Dagmary Kaźmierskiej?

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »