Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Leonard Pietraszak rozgoryczony. Syn nie potrafi mu wybaczyć!

Jest szczęśliwym mężem i spełnionym aktorem. Jeżeli czegoś żałuje w życiu, to tylko jednej rzeczy...

Pułkownik Dowgird z "Czarnych chmur" rozkochał w sobie miliony Polek, z kolei fani "Czterdziestolatka" nie wyobrażają sobie serialu bez postaci Karola Stelmacha, przyjaciela inżyniera Karwowskiego.

Reklama

To najsłynniejsze role Leonarda Pietraszaka (78 l.), który już zapewnił sobie miejsce w historii polskiego filmu.

W wydanej właśnie książce "Ucho od śledzia" aktor opowiedział o najważniejszych chwilach w swoim pasjonującym życiu. W tym o trudnej relacji z synem.

Mikołaj, owoc związku z pierwszą żoną Hanną, to już dojrzały mężczyzna. "Skończył historię sztuki i germanistykę, bardzo dobrze radzi sobie zawodowo. Jest zarządcą wielkiego majątku" - zdradza aktor.

Wyznaje, że jest dumny z potomka, stara się orientować w tym, co robi syn i jak mu się wiedzie. Ubolewa jednak nad tym, że Mikołaj nigdy nie zaakceptował tego, że ojciec rozstał się z jego matką i dla innej kobiety na stałe przeniósł się z Poznania do Warszawy.

"W jego świadomości Wanda funkcjonuje jako ta, która zabrała mu tatę, choć wcale tak nie było" - mówi artysta. Aktor tłumaczy, że jego pierwsze małżeństwo zawarte po szalonej, trwającej miesiąc znajomości, było z góry skazane na niepowodzenie.

"Popełniliśmy z Hanką błąd, zakładając rodzinę tak niedojrzale, na wariata, a pojawienie się dziecka tylko skomplikowało sytuację" - mówi. Po wyjeździe do Warszawy odwiedzał syna w weekendy, spędzał z nim część wakacji. Chłopiec bezustannie jednak dopytywał, kiedy znowu zamieszka z nim i mamą...

"Niestety w życiu Mikołaja zabrakło ojca i tego nie da się odwrócić. Byłem przekonany, że kiedy dorośnie, zrozumie pewne rzeczy i nasze relacje będą wyglądały inaczej. Myślałem, że będzie odwiedzał nas, a może i my będziemy czasem gośćmi w jego domu" - wyznaje aktor. Tak się jednak nie stało.

Kiedy Mikołaj brał ślub, zastrzegł, że ojciec może przyjechać na ceremonię sam. Potem chciał zmienić nazwisko na panieńskie mamy. "Denerwowały go częste pytania: Czy jest synem tego aktora? Nie ukrywam, zrobiło mi się przykro, zabolało..." - wspomina Leonard Pietraszak.

Ostatecznie Mikołaj do swojego nazwiska dołączył drugi człon - Dmowski.

"To jest sprawa, która nigdy nie da mi spokoju. A czas ucieka... Chciałbym, żeby mój dorosły syn umiał być szczęśliwy i był" - dodaje.

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Leonard Pietraszak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »