Materiał zawiera linki partnerów reklamowych
Danilczuk zasłynął dzięki "TzG". Później został jurorem w show TVN-u
Michał Danilczuk dał się poznać szerokiej publiczności dzięki "Tańcu z gwiazdami". Mężczyzna wziął udział w trzech edycjach i w każdej z nich poradził sobie znakomicie.
Z Jackiem Jelonkiem (była to pierwsza w historii polskiej wersji show męska para) zajął drugie miejsce, z Maffashion trzecie, a z Majką Jeżowską czwarte. Jesienią 2024 roku widzowie oglądali go w programie po raz ostatni.
Oglądaj "Taniec z gwiazdami" w Polsat Box Go, otwiera się w nowym oknie
Kilka miesięcy później tancerz zadebiutował w roli jurora w "You Can Dance - Po prostu tańcz!", otwiera się w nowym oknie. We wznowionym formacie za stołem sędziowskim zasiedli jeszcze Mery Spolsky, Ryfa Ri i Bartosz Porczyk.
Stacja ponownie dała wówczas szansę formule, która sprawdzała się w przeszłości (emisja przypadła na lata 2007-2012 i 2015-2016). Ale jak szybko tytuł pojawił się w ramówce, tak równie szybko z niej wypadł.
Od zakończenia 10. sezonu, który wygrał zresztą Krystian Rzymkiewicz (obecnie trenuje on z Mandaryną w "TzG"), minęło kilkanaście miesięcy i nie zanosi się na to, by produkcja znowu wróciła na ekrany. Danilczuk powiedział wprost, dlaczego tak się stało.
"You Can Dance" szybko zniknął z anteny. Danilczuk wyjawił kulisy sprawy
Zapytany o przyczyny zaprzestania produkcji show 34-latek zdobył się na szczere wyznanie. Wygląda na to, że za kulisami sporo się w tej kwestii działo. Finalnie zadecydowało to, co zwykle - oglądalność, a właściwie czas emisji.
"Można by było książkę napisać na ten temat. (...) Kiedy masz środę albo masz środek tygodnia i masz 20:50, czyli (...) [godzinę], w której był [transmitowany] 'You Can Dance', to jest to trudne. To trudne do zrealizowania w momencie, kiedy mamy telewizję na żywo i oczekujemy, żeby widzowie byli tu i teraz z nami" - wyjaśnił w rozmowie z Party.pl.
Nie oznacza to jednak, że absolutnie nikt nie był zainteresowany show. Owszem, był, ale na platformach internetowych, a nie w telewizji tradycyjnej.
"My mieliśmy świetną oglądalność, jeśli chodzi o (...) [serwisy VOD]. Tam ten program bił rekordy. Natomiast nawet moi uczniowie mi mówili: 'Panie Michale, my to obejrzymy, ale w sobotę'. Streaming w dzisiejszych czasach wygrywa" - dodał Danilczuk.

Ledwo wrócił, a już zniknął. Danilczuk wygadał się ws. "You Can Dance", ludzie nie mieli pojęcia
To właśnie w tym aspekcie tancerz upatruje przyczyny zarzucenia projektu po zaledwie jednym sezonie.
"Ludzie są zajęci. (...) [Najmłodsi] są często na tenisie, na tańcach, (...) na piłce do [godziny] 21. Zanim ten rodzic odbierze i wróci do domu, jeszcze pamiętajmy, że (...) to jest środek tygodnia, więc różnego rodzaju domowe obowiązki, lekcje. Nie ma przestrzeni na to, żeby oglądać rozrywkowy program. Gdyby program był emitowany w sobotę bądź w niedzielę, myślę, że może inaczej by te (...) [wyniki] oglądalnościowe wyglądały" - ocenił.
Kłopot w tym, że "You Can Dance" od początku było częścią rozpiski tygodnia roboczego. Przez wszystkie poprzednie edycje emitowano go we środy (tylko w ósmej odsłonie był to poniedziałek) i to jeszcze później niż ostatnio, bo o godz. 21:30.
Nie da się jednak ukryć, że na przestrzeni minionych dwóch dekad przyzwyczajenia odbiorcze uległy dużej zmianie, co rzeczywiście mogło wpłynąć na dane.
Zobacz też:
Materiał zawierał linki partnerów reklamowych








