Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Kotońska z "Gogglebox" wpadła i zaszła w ciążę! "Na językach w Obornikach byłam"

Agnieszka Kotońska (43 l.) z "Gogglebox" przyznaje, że jej ciąża to typowa wpadka. Gwiazda TTV opowiedziała o tym, jak ludzie z jej otoczenia przyjęli informację o tym, że spodziewa się dziecka. Celebrytka wspomina, ze przyszło się jej zmierzyć z ogromnym hejtem...

Agnieszka Kotońska to gwiazda hitowego programu "Gogglebox". Udział w show sprawił, że poznała ją cała Polska. 

Osobliwa mieszkanka Chodzieży od zawsze wiodła barwne życie, co nie wszystkim się podobało. 

W rozmowie z Plotkiem Kotońska opowiedziała, z jakim hejtem przyszło się jej zmierzyć, gdy okazało się, że zaszła w ciążę i to w tak młodym wieku. Agnieszka była jeszcze wówczas uczennicą...

"Gdyby nie rodzice moi i Artura, byłoby ciężko. Oboje chodziliśmy do szkoły i musieliśmy gdzieś podrzucać naszego małego Dajanka. Najczęściej opiekowała się nim wtedy moja teściowa, bo moja mama pracowała. Wszyscy stanęli na wysokości zadania, pomogli nam bardzo, dzięki nim mogliśmy skończyć szkołę. Jestem im wdzięczna i jestem z nich dumna, bo mogło być zupełnie inaczej, mógł się wydarzyć jakiś czarny scenariusz - moglibyśmy szkoły nie skończyć, albo nawet rozstać się, bo nie dalibyśmy sami rady" - wyznała w rozmowie z portalem Agnieszka.

Reklama

Oczywiście sąsiedzi mieli używanie, bo w tak małej miejscowości był to prawdziwy towarzyski skandal!

"Na językach w Obornikach byłam, to oczywiste, nikt nam nie wierzył, że z Arturem stworzymy tak zgraną parę. Teraz nawet jak spotykamy niektórych, to słyszymy: Nie dawaliśmy Wam szans. Ludzie są zdziwieni, ale to jest miłość, po prostu" - dodała.

Na ślub zdecydowali się jednak po kilku latach. A było to niebywałe widowisko...

"Nasz ślub był wymarzonym ślubem. Jechaliśmy karetą, ja miałam dwie sukienki na przebranie, mój mąż dwa garnitury. Najpierw mieliśmy ślub cywilny, później kościelny. Mieliśmy trochę problemów z dokumentacją, ponieważ Artur nie miał 21 lat. Zabawa była na 120 osób, poprawiny na 140. Orkiestra grała trzy dni, po tygodniu znowu była impreza" - wspomina Kotońska.

"Byłam królową, faktycznie. Jadąc karetą machałam do ludzi jak papież, jak księżna Diana" - dodaje skromnie. 

***

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »