Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Julitta Krajewska przerywa milczenie: Miałam już dość ukrywania prawdy!

Jest nieślubnym dzieckiem Seweryna Krajewskiego, owocem przygody, którą chciał wymazać z pamięci. Nigdy nie zaznała jego miłości, bo artysta, mimo decyzji sądu, nie czuje się jej ojcem.

Był rok 1968. 21-letni Seweryn Krajewski wraz z Czerwonymi Gitarami triumfował na festiwalu piosenki w Opolu. To wtedy poznał śliczną blondynkę o imieniu Jadwiga. Dziewięć miesięcy później na świat przyszła Julitta. Mimo sądowych dowodów, on nigdy nie uznał jej za swoją córkę.

Reklama

46-letnia dziś kobieta opowiedziała „Na Żywo” o trudnym dzieciństwie, pierwszym spotkaniu z ojcem, rozżaleniu i braku nadziei.

Kiedy dowiedziała się pani, że jest córką znanego piosenkarza?

- Miałam 4-5 lat, kiedy najbliżsi mówili mi, że ten pan, który śpiewa w telewizji, jest moim tatą.

Wie pani, jak on zareagował na wieść o tym, że ma córkę?

- On nie wierzył, że byłam jego dzieckiem, wypierał się tego. Był ogromnie popularny, rozchwytywany przez wielbicielki. Zetknięcie z rzeczywistością musiało być dla niego trudne.

To dlatego konieczne było postępowanie sądowe?

- W 1975 r. mama wygrała sprawę o ustalenie ojcostwa, nadanie nazwiska i o alimenty. Sąd zadecydował też o pozbawieniu go praw rodzicielskich.

Taka była konieczność, bo on nie chciał mnie uznać za swoje dziecko, był nieuchwytny, zajęty karierą.

Jak pani sobie radziła, gdy rówieśnicy pytali w szkole o tatę?

- Sama o nim nigdy nie mówiłam, ale nosiłam jego nazwisko i wyglądałam jak mini-Seweryn. Ludzie wpatrywali się we mnie, zadawali pytania o ojca, na które nie miałam odpowiedzi, bo go nie znałam. Zawstydzało mnie to, powodując utratę pewności siebie. Gdy dziewczyny w szkole głośno słuchały Czerwonych Gitar, było mi z tym źle.

Co pani czuła przez te lata, będąc odrzuconą przez ojca?

- Mimo dowodów sądowych, on zachowywał się, jakbym nie istniała. Odrzucenie przez ojca było bolesne. Gdybym go nie widziała na co dzień w mediach, gdybym nie słyszała, jak śpiewa, pewnie bym o nim zapomniała. To było jak rana, która nie może się zagoić.

Słysząc utwory ojca, odczuwała pani złość, żal?

- Jego muzyka zawiera tyle emocji. Docierał nią do serc wielu ludzi, ale nie chciał dotrzeć do mnie. Gdy słyszałam jego przeboje, przypominała mi się moja sytuacja i znów bolało. Dlatego te wzruszające dźwięki odbierałam inaczej niż jego fani. Przyznaję jednak, że są wspaniałe i za to należy się ojcu wielkie uznanie.

W wieku 18 lat postanowiła pani poznać ojca. Odnalazła pani adres i pojechała do jego domu w Michalinie. Jak przebiegło to spotkanie?

- Gdy stanęłam w drzwiach, był niewątpliwie zaskoczony. Zaprosił mnie do środka, usiedliśmy w kuchni. Zapytał o mamę, a po chwili powiedział, że zostałam inaczej wychowana niż on by chciał. Najpierw pokazał mi swoje studio muzyczne, a potem pojechaliśmy na obiad. Na koniec uściskał mnie i wręczył swój numer telefonu. To była krótka, ale obiecująca wizyta. Była próba kolejnego spotkania z ojcem, ale już do niego nie doszło.

Sądzi pani, że to przez jego żonę Elżbietę?

- Przy następnej mojej wizycie przyjęła mnie jego żona. Nie zaprosiła do środka, przyjęła w ogrodzie i powiedziała, że ojciec nie chce się ze mną widzieć. Była uprzejma, podała mi wodę, ale powiedziała po chwili, że nie jestem podobna do Seweryna. Zrozumiałam, że nie jestem mile widziana i postanowiłam nie ingerować więcej w ich życie.

Dlaczego zdecydowała się pani ujawnić swoją tajemnicę?

- Doszłam do wniosku, że już czas, by moje istnienie przestało być czyimś sekretem. Kiedyś nie miałam na to odwagi, bo czułam z tego powodu kompleksy. Poza tym wolałam zostać anonimowa, żeby nie odbiło się to negatywnie na jego rodzinie i karierze. Teraz jest inaczej, on nie jest na topie i podobno rozstał się z żoną. A ja wyzbyłam się wszelkich niepewności i jestem szczęśliwa.

Jest jeszcze inny powód?

- Niedawno po raz pierwszy otrzymałam od ojca odpowiedź na mojego e-maila. W uprzejmy, przepraszający sposób oświadczył mi, że publicznie nie przyzna się do mnie. Wspomniał, że w tamtych czasach nie było testów DNA. Po tylu latach to podważanie ojcostwa bardzo mnie zaskoczyło...

Jakie słowa chciałaby pani przekazać dziś ojcu?

- Powiedziałabym mu, że powinien być ze mnie dumny, a nie zawstydzony moim istnieniem. Chciałabym poznać rodzinną historię mojego ojca, losy jego rodziców. Przecież każde dziecko ma do tego prawo.

Katarzyna Rędaszka

Dowiedz się więcej na temat: Seweryn Krajewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje