Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jerzy Połomski: Nigdy nie lubiłem się zwierzać!

Już przed pierwszym koncertem Jerzy Połomski (84 l.) zdecydował się zmienić nazwisko. Z prawdziwym nie zrobiłby kariery?

Aż trudno uwierzyć, że piosenkarz debiutował... 61 lat temu! W 1957 r., kiedy był jeszcze na czwartym roku warszawskiej PWST, Polskie Radio zaprosiło go do nagrania „Piosenki dla nieznajomej”, autorstwa Jerzego Haralda. 

Reklama

I przy śpiewaniu już pozostał, choć miał zadatki na niezłego aktora. 

Sempoliński miał rację 

Jerzy Pająk (bo tak naprawdę się nazywa) urodził się 18 września 1933 r. w Radomiu. Od dziecka lubił podśpiewywać, ale był tak nieśmiały, że nigdy nie dał się namówić na występy przy gościach. 

"Śpiewałem za to w bramie przechodniej kamienicy na Pierackiego, bo miała dobrą akustykę. Aż mnie w niej rozpierało, tokowałem jak indor. Sąsiadki zaczepiały matkę: »Jak syn ładnie śpiewa«, ale ponieważ nie chciałem śpiewać przy nich, słuchały, stojąc za węgłem" – wspominał po latach.

Rodzice nie podzielali jego pasji.

"Juruś, musisz mieć zawód, który da ci pieniądze" – tłumaczyli. 

Tak, jak rodzeństwo (siostra piosenkarza skończyła ekonomię, a brat – chemię). 

Wylądował więc w technikum budowlanym, a na pociechę został mu szkolny chór. Po maturze postanowił zdawać na architekturę w Warszawie. 

"Zabrakło mi pięciu punktów, tych, które dostawało się za członkostwo w ZMP. Ja nie wstąpiłem, bo wiedziałem, że rodzice by mi nie pozwolili" – wyjaśniał. 

Chciał spróbować raz jeszcze za rok, ale ponieważ groziło mu wojsko „wymyślił” sobie szkołę teatralną, gdzie egzaminy odbywały się wcześniej niż na innych uczelniach. O dziwo, na PWST dostał się za pierwszym podejściem.

Po kilku semestrach wydawało mu się, że nawet załapał aktorskiego bakcyla. Na ziemię sprowadził go jednak ulubiony wykładowca,prof. Ludwik Sempoliński, który pewnego razu stwierdził: „Słuchaj, aktorów takich jak ty może być więcej, bardziej zaznaczysz się w piosence”. 

Sempolińskiemu zawdzięcza także swój estradowy pseudonim. 

"Jurek, ty masz na nazwisko Pająk, to nie jest nazwisko na afisz... zmień je" – powiedział profesor, spoglądając na plakat promujący jego pierwszy występ. I tak został Połomskim. 

"Od dawna już, gdyby ktoś krzyknął za mną »Pająk«, tobym nie zareagował" – przyznaje piosenkarz. 

Po studiach pozostał mu w szufladzie dyplom aktora dramatu i estrady. 

Fogg z nim przegrywał

Występował już w trakcie studiów, choć studentom PWST nie wolno było tego robić publicznie.

"Mimo to zaśpiewałem kiedyś w restauracji Kongresowa w Pałacu Kultury i Nauki. Zadzwonili do mnie, bo zachorowała pewna angielska piosenkarka. Przez dwa tygodnie występowałem pod swoim nazwiskiem, ale wiedziałem, że nikt ze szkoły tam nie zajrzy" – mówił Jerzy Połomski "Gazecie Wyborczej".

"To były moje pierwsze pieniądze. Żyłem wtedy ze skromnego stypendium. Jadłem tylko zupy i piłem kompoty. Można było wyżyć” .

Dość szybko, bo w 1959 r., w ogólnopolskim plebiscycie radiosłuchaczy na najpopularniejszego piosenkarza, zajął drugie miejsce, tuż za Mieczysławem Foggiem, choć ponoć wygrał. 

"Ja wtedy byłem kimś nowym, a słuchacze już tyle razy głosowali na pana Fogga, że postanowili oddać głos na mnie. Pan Fogg akurat wrócił z tournée po Australii, nie wypadało, by zajął drugie miejsce. (...) A prawdę powiedziała mi na ucho osoba, która miała styczność z obliczaniem głosów. Teraz mogę o tym mówić, bo i ta osoba, i pan Fogg nie żyją" – ujawnia Jerzy Połomski.

Miał szczęście do melodyjnego repertuaru, co przełożyło się na kolejne sukcesy. Już w 1961 r. na festiwalu w Sopocie zdobył drugą nagrodę za piosenkę „Woziwoda”.

Pisali dla niego najlepsi, a takie hity, jak: „Nie zapomnisz nigdy”, „Cała sala śpiewa z nami”, „Komu piosenkę?”, „Bo z dziewczynami”, „Moja miła, moja cicha” czy „Daj” nuciła cała Polska. 

Sam nie zawsze miał wyczucie do przebojów, przez co kilka mu umknęło.

Tak było choćby z proponowaną przez Włodzimierza Nahornego piosenką „Jej portret” (którą wylansował później Bogusław Mec) czy utworem Andrzeja Zielińskiego „Szanujmy wspomnienia”. 

Występował w Anglii, Danii, Czechosłowacji, Jugosławii, NRD, Bułgarii, Szwajcarii, Holandii, Szwecji i Francji, ale największą popularnością cieszył się w ZSRR.

Wraz z wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego wyjechał na koncerty do USA. Dostał nawet prawo stałego pobytu, ale gdy sytuacja w kraju zaczęła się normalizować, postanowił wrócić. 

"Proszę pana, od lat tu pracuję, ale po raz pierwszy oddano mi Zieloną Kartę. Naprawdę pan to przemyślał?” – pytał go z niedowierzaniem amerykański konsul. 

Plotkowano później, że w Stanach ożenił się dla pieniędzy z bogatą Amerykanką, a gdy się jej znudził, ta wyrzuciła go na bruk bez grosza przy duszy i dlatego wrócił. W każdym razie za oceanem wiele nie zarobił, „zresztą niebawem inflacja i tak wszystko zjadła”– dodawał.

Nie przywiązywał wagi do dóbr materialnych. W latach 60., mimo olbrzymiej popularności, nie zarabiał kokosów. Jak tłumaczy dziś piosenkarz, w czasach PRL nie miało znaczenia, czy występowało się dla 30 osób czy dla trzech tysięcy, gdyż za wszystkie koncerty były stałe stawki. 

"Płyty też mogły się rozchodzić bardzo dobrze, ale ja z tego nic nie miałem. Wszystkie tantiemy szły dla kompozytora i autora tekstu. Nie było tantiem wykonawczych" – dodaje.

Choć samochody mu nie imponowały, doskonale pamięta swojego fiata 128. W 1970 r. wybrał się nim na festiwal do Opola, miał zabrać ze sobą prezenterkę Edytę Wojtczak, ale ta na szczęście zmieniła plany. 

"Chłop na furmance wjechał mi na szosę i wypadłem z zakrętu. Wylądowałem w szpitalu. Bali się, że odbiłem sobie nerki, całe plecy miałem czarne" – wspominał. 

Auto kupiła później od niego Maryla Rodowicz, która lubiła szybką jazdę. Zanim dopełniła formalności jeszcze przez kilka miesięcy dostawał na swój adres jej mandaty.

Nie potrafię być celebrytą

Choć we wrześniu ubiegłego roku Jerzy Połomski skończył 84 lata, wciąż wygląda na o wiele młodszego.

"Proszę mi wierzyć, że w życiu nie byłem w gabinecie kosmetycznym" – wyjaśniał niedawno.

"Od lat przychodzę do takiego sklepiku nieopodal domu i proszę o jeden krem na noc i jeden na dzień. Zawsze polski, bo preferuję polskie produkty. Najpierw dostawałem taki 40+, potem 50+, a następnie 60+. Wyższego nie ma, więc skoro nadal używam »sześćdziesiątki«, to pewnie już zawsze na tyle będę wyglądał”.

Od dawna mieszka w trzypokojowym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie i starannie chroni swoją prywatność. Niektórzy zarzucają mu wręcz, że się ukrywa. 

"Chyba nie potrafiłbym być celebrytą. Takim, co to idzie do prasy, mówi,gdzie i o której będzie, a potem udaje wielkie zdziwienie, że ktoś mu zrobił zdjęcia. Ja nigdy nie lubiłem się zwierzać" – tłumaczy Jerzy Połomski. 

***

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Połomski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje