Przejdź na stronę główną Interia.pl

Janusz Laskowski mógł zostać milionerem. Dlaczego tak się nie stało?

Mama Janusza Laskowskiego (72 l.) przepowiadała mu, że na muzyce się nie dorobi. On jednak upierał się przy swoim i nieprzerwanie nagrywał oraz koncertował. Mógł być nawet dzięki temu milionerem! Dlaczego jednak nie udało mu się zbić fortuny?

- Muszę śpiewać romantyczne i rzewne utwory, bo mam wschodnią duszę - mówi Janusz Laskowski. Artysta wciąż ma czas i energię na koncerty! Przecież "Beatę", "Żółty jesienny liść" czy "Kolorowe jarmarki" śpiewają z nim wszyscy - od Nidzicy, Łomży, Pułtuska po Szczecin!

Reklama

Niewiele brakowało, a jako dziecko Jan Adam Laskowski zostałby obywatelem ZSRR. Urodził się w 1946 roku w Pożarkach na terenie obecnej Białorusi. Od napaści ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 roku obszar ten znajdował się poza naszymi granicami, ale mieszkali na nim liczni Polacy. Rodzice robili wszystko, by zachować tożsamość i wychować syna w umiłowaniu do tradycji i historii.

- W domu mówiliśmy tylko po polsku - wspomina piosenkarz. - Rodzice czytali mi polskie bajki, wiersze, śpiewaliśmy patriotyczne pieśni. Gdy po 1956 roku na krótką chwilę otworzyły się granice ZSRR, Laskowscy nie wahali się i ruszyli do kraju. Wysiadając z repatriacyjnego wagonu w Białymstoku, padli na kolana i ucałowali polską ziemię. Ich syn szybko polubił miasto, które do dziś uznaje za rodzinne.

Pierwszą gitarę kupiła Januszowi mama. I chociaż robił ogromne postępy w nauce gry i śpiewu, powtarzała mu do znudzenia: Z tego chleba w życiu nie będziesz miał! - Chwilami nawet była na mnie zła, że hałasowałem w domu - przyznaje muzyk. - Zabierałem więc gitarę i szedłem na strych. Dopiero tam mogłem się drzeć ile wlezie.

Debiutował w zespole Ananasy w Białymstoku. Jego idolem był Elvis Presley, a także Paul Anka. - Braliśmy udział w konkursach, ale nikt nie zwracał na nas uwagi - opowiada. Nie przejmowali się tym. W końcu zaczęto ich zapraszać na wesela. Latem wyruszali nad jeziora, do Augustowa. Stąd Janusz wrócił kiedyś z przebojem. - Miałaś wtedy 17 lat dziewczyno, w Augustowie pierwszy raz ujrzałem cię - śpiewał.

Kim była Beata z przeboju? Jedni mówią, że wczasowiczką z Warszawy lub Białegostoku. Inni zaklinają się, że przyjeżdżała z Suwałk, by potańczyć. Mieszkańcy Augustowa, pamiętający tamte lata, mówią, że pracowała w lokalu Albatros, otwartym w lipcu 1962 roku. Kelnerek było tam siedem. Jedna miała na imię Beata i była 17-letnią szczupłą piękną blondynką, z długimi falującymi włosami. Wszyscy się w niej zakochiwali. Janusz Laskowski też.

Zauroczony najpierw napisał tekst, a potem muzykę. Piosenka dała mu prawdziwą popularność. Przydała się nawet w czasie zasadniczej służby wojskowej! Jego przełożony miał narzeczoną Beatę. Poprosił o nagranie dla niej przeboju na pocztówce dźwiękowej. Wtedy było sporo takich bazarowych studiów nagrań. - Za zaśpiewanie dostałem kilka dni przepustki - wspomina artysta. Narzeczona kaprala była zachwycona, a nagranie zostało w studiu.

Jakiś czas potem Janusz Laskowski usłyszał swoją piosenkę na bazarze. Nie miał wtedy pojęcia o prawach autorskich. Gdy jednak wytłumaczono mu, jak działają, wynajął adwokata i wniósł pozew. Sąd nakazał przekazywanie artyście dwóch złotych od każdej sprzedanej pocztówki grającej. Skończyło się na kilku tysiącach, choć znawcy branży oceniają, że pocztówek z piosenkami Laskowskiego sprzedano nawet 16 milionów! A były to czasy, kiedy główna wygrana w Totolotka wynosiła milion złotych. Łatwo policzyć, że artysta powinien zostać milionerem. Nie został. Sprawdziła się przepowiednia jego matki, że na muzyce się nie dorobi...

W 1977 roku zaśpiewał na festiwalu w Opolu piosenkę "Kolorowe jarmarki". Choć zachwycił publiczność i dziennikarzy, jurorzy ją niemal zdyskwalifikowali. Andrzej Ibis Wróblewski dał jej zero punktów, co spotkało się z gwizdami publiczności. Kilkanaście tygodni później Maryla Rodowicz zaśpiewała w Sopocie ten sam utwór i... zdobyła nim Grand Prix!

Dziś Janusz Laskowski, tak jak za młodzieńczych lat, podczas koncertów daje z siebie wszystko. Słuchają go i oklaskują przedstawiciele kilku pokoleń. I wreszcie może cieszyć się z tego, że spełniło się jego marzenie. Uznano go za artystę, choć długo odmawiano mu tego miana. Ale dla wiernych słuchaczy idolem był i będzie, bo kochają go i z nim śpiewają jego przeboje!

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Janusz Laskowski

Reklama

Reklama

Reklama