Małaszyński zagrał w hitowym serialu. Potem wcale nie było kolorowo
Paweł Małaszyński jest aktywny zawodowo od ponad ćwierć wieku. W jego portfolio znajduje się 45 samych tylko ekranowych produkcji, w których to udział łączył jednocześnie z występowaniem na scenie.
Z perspektywy czasu można uznać, że największym przełomem w jego karierze był angaż do popularnego serialu "Magda M." z 2005 roku. Wraz z Joanną Brodzik stworzył on wówczas duet, któremu kibicowała masa widzów.
Jak to zwykle bywa, wysoka oglądalność oraz wiążąca się z nią rozpoznawalność miały jednak pewne minusy. Z czasem postać Piotra Korzeckiego stała się dla niego sporym obciążeniem.
"Paradoksalnie ten ogromny sukces trochę mnie ograniczył" - wyznał aktor w najnowszej rozmowie z Plejadą.
Musiało minąć 20 lat, by Małaszyński to wyznał. "Przyklejono mi łatkę"
Przy okazji zbliżającej się 21. rocznicy premiery pierwszego odcinka pamiętnej serii Małaszyński przyznał, że produkcja ta - jakkolwiek dobrze by jej nie wspominał - zarówno dużo mu dała, jak i odebrała. Stała się dla niego też czymś, czego właśnie zupełnie nie chciał...
"Kiedy zaproszono mnie na casting, (...) pomyślałem: 'Świetnie, teraz mogę zrobić coś kompletnie innego - zagrać romantycznego prawnika w ciepłej, miłosnej historii'. (...) Chciałem, żeby każda kolejna postać była z innego świata. Zmieniać się, szukać, próbować rzeczy, których wcześniej nie robiłem. Wydawało mi się - i nadal mi się wydaje - że właśnie na tym polega ten zawód" - powiedział.
Nie spodziewał się, że to "Magda M." skutecznie mu to na długi czas uniemożliwi.
"Nikt z nas chyba nie przewidział skali sukcesu 'Magdy M.'. Serial stał się fenomenem, powstawały kolejne sezony, a Piotr Korzecki zaczął żyć własnym życiem. I nagle okazało się, że rola, którą wybrałem właśnie po to, żeby pokazać inną twarz, zaczęła mnie definiować. Przyklejono mi łatkę przystojnego, sympatycznego amanta. Do tego doszła moja fizjonomia, wcześniejsze role i media, które mocno utrwalały określony obraz" - kontynuował.

Co za słowa Małaszyńskiego. Dawno nie był tak szczery. "Nie będę udawał, że tego nie zauważyłem"
Mimowolnie do Małaszyńskiego przylgnęło emploi, którego nie chciał i z którym w następnych latach intensywnie się mocował. Choć regularnie spływały do niego propozycje podobne do kultowego serialu, on konsekwentnie odmawiał.
"Pomyślałem: 'Dobra, poczekam. Nawet jeśli będzie trudniej, chcę dostać coś nieoczywistego. Coś, co przełamie ten obraz'" - tłumaczy dziś swoje podejście.
W tamtym czasie odrzucił też sporo ofert reklamowych (co nie znaczy, że później nigdy się na nie nie decydował).
"Bałem się, że bardzo szybko (...) przeeksploatuję swój wizerunek i zamiast być aktorem, stanę się nagle chłopakiem z reklamy" - wyjaśnił.
50-latek nie ukrywa, że po czasie zdarzało mu się żałować swoich decyzji. Było mu trudno, gdy w pewnym momencie, po okresie wzmożonego zainteresowania jego osobą, telefon nagle przestał tak często dzwonić.
"Nie będę udawał, że tego nie zauważyłem i że było mi z tym łatwo. Ale sam dokonywałem tych wyborów" - skomentował z perspektywy czasu.
Gorzkie słowa Małaszyńskiego. Wyznał to dopiero po wielu latach. "Popełniłem po drodze kilka błędów"
Mimo wszystko Małaszyński miał konkretne powody, by postępować tak a nie inaczej. Podejmował wtedy tak dobre decyzje, na jakie było go stać.
"Mówiłem 'nie', bo czułem, że jeśli cały czas będę robił rzeczy, w których już siebie nie widzę, to w pewnym momencie przestanę wiedzieć, po co w ogóle wykonuję ten zawód. Pewnie popełniłem po drodze kilka błędów. Nie przeczę. Może czasami powinienem być mniej uparty, bardziej elastyczny. Dzisiaj łatwo to oceniać. Podejmowałem decyzje zgodnie z tym, co wtedy czułem i kim byłem. I chyba przyszedł też moment, kiedy po prostu musiałem zejść trochę z pierwszego planu. Przestać gonić i za wszelką cenę udowadniać, że wciąż tu jestem. Nie było to łatwe, ale z perspektywy czasu wiem, że było mi potrzebne" - zdradził.
Chociaż nawet dzisiaj, po 20 latach od emisji, wciąż jest przez wielu odbierany jako filmowy amant, gwiazdor przestał już się tym przejmować. Docenia, że mógł zostawić po sobie tak wyraźny ślad w historii telewizji, a jednocześnie pogrywa ze swoim wizerunkiem, wcielając się w zróżnicowane postaci w teatrze. To tam najbardziej zaskakuje widzów.
Zobacz też:
Lata temu wygrała "Taniec z gwiazdami". W wielkim stylu oficjalnie wraca do Polsatu. I to z kim
Gorzkie słowa Pawła Małaszyńskiego. "Nie jestem aktorem, którym chciałem być"
Paweł Małaszyński kończy 50 lat. Tak podsumował okrągły jubileusz








