Mija 19 lat, odkąd scenarzystka i producentka serialu "M jak miłość", Ilona Łepkowska uznała, że Agnieszka Fitkau-Perepeczko za bardzo gwiazdorzy i skasowała jej wątek.
Agnieszka Fitkau-Perepeczko nigdy nie straciła nadziei
Wdowa po Janosiku do tej pory jest święcie przekonana, że padła ofiarą własnego sukcesu. Jak tłumaczyła z goryczą w rozmowie z Plejadą:
"Tylko w naszym kraju charakter, który robi furorę w telewizyjnym serialu, zostaje wyrzucony. Stwierdzili, że Simona burzy całość, a ona po prostu wyszła przed szereg ze swoim charakterem, który jest tak mocny, że przysłania innych. Wyrzucili mnie za to, że tak bardzo się spodobałam publiczności".
Z kolei Ilona Łepkowska w wywiadzie dla "Faktu" jasno dała do zrozumienia, że Fitkau-Perepeczko nie dźwignęła roli warsztawowo, a poza tym uwierzyła, że jest wielką gwiazdą, do tego stopnia, że próbowała dyktować twórcom warunki.
"Jej wątek był za bardzo rozbudowany. Okazało się, że ponad możliwości aktorskie pani Agnieszki. Pani Agnieszka miała przekonanie, że może wpływać na swój wątek, że może wpływać na to, że będzie on rozbudowywany, sugerować rozwiązania. Dlatego z niej zrezygnowano".
Agnieszka Fitkau-Perepeczko jednak się doczekała
Od tamtej pory, przez niemal dwie dekady, Fitkau-Perepeczko żyła nadzieją, że ekipa "M jak miłość" jeszcze sobie o niej przypomni.
Rzeczywiście, tak się stało. Gdy nadeszło zaproszenie na plan specjalnego odcinka jubileuszowego, serialowa Simona nie posiadała się z radości. Nie ukrywała, że liczy na dalszą owocną współpracę, jednak po emisji odcinka w lutym tego roku, sprawa przycichła.
Jak się okazało, warto było uzbroić się w cierpliwość. Producenci przemyśleli sprawę i podjęli decyzję o wznowieniu wątku Simony. Fitkau-Perepeczko nie kryje ekscytacji, zwłaszcza, że znów stała się obiektem zainteresowania mediów.
Agnieszka Fitkau-Perepeczko czekała na to od lat
Jak sama z dumą doniosła w obszernym wpisie na Instagramie, przed jej domem pojawił się fotoreporter. Jak można się domyślać z jej wpisu, godzinami obserwowała go zza firanki:
"Przed oknem mam paparucha... krótkie spodenki, krótkie nóżki., czarny tiszert...Udaje że rozmawia przez telefon ale to słaby aktorzyna... Siedzi na schodkach domu. (...) Ja mam pozycję lepszą...bo widzę jego usiłowania udającego zdrożonego spacerowicza, który ma kamerę pod brodą, a komórkę przy uchu...Biedak! Może trzeba go zaprosić do mieszkania na kawę i przeprowadzić krótki wywiad... Zapytać czy materiał zadawalający..."
Trudno się dziwić emocjom celebrytki, w końcu czekała na to tyle lat. Teraz, jak zapewnia, jest gotowa do współpracy:
"Na co tak naprawdę czeka jego redakcja,? Ile płacą za takie kiblowanie pod oknem? No i na jaki materiał liczy...,co właściwie chciałby zobaczyć ? A może czas na skandal...ale na moich warunkach..."
Zobacz też:
Zaskakujący zwrot akcji w "M jak miłość". Do serialu wracają dobrze znani aktorzy
Agnieszka Fitkau-Perepeczko narzeka na swoje finanse. Dwie emerytury to dla niej za mało
Wyszło na jaw, w jakich warunkach mieszka Fitkau-Perepeczko. Wyjawiła smutną prawdę o przeszłości








