Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Barbara Bursztynowicz: Broni swoich poglądów i łatwo się nie poddaje

"Dobremu Tygodniowi" Barbara Bursztynowicz (66 l.) opowiedziała o swoim małżeństwie, dzieciństwie oraz prawdziwej, szczerej przyjaźni, jaka ją łączy z córką Małgorzatą. Aktorka ponadto zdecydowanie broni swoich poglądów i łatwo się nie poddaje. Skąd u niej taka waleczność?

Świetnie pani wygląda. To zasługa genów?

- Myślę, że ich oraz troski. Mój zawód wymaga dbania o siebie, więc staram się trzymać wagę, nie przejadać się. Gimnastykuję się, uprawiam nordic walking. Jedyną moją słabością są słodycze (uśmiech). A ponieważ jestem alergiczką, nie poddaję się żadnym upiększającym zabiegom kosmetycznym.

Dojrzałość jest fajna?

- Każdy wiek ma swoje prawa, cieszę się tym, co jest tu i teraz.

Jakim była pani dzieckiem?

- Nadwrażliwym, nieśmiałym. Miałam własny świat, w którym dobrze się czułam, a jednocześnie lubiłam towarzystwo rówieśników. Oni zresztą też mnie lubili, choć czasem traktowali niesprawiedliwie, bo byłam dość okrągłą dziewczynką. A dzieci, jak to dzieci, bywają okrutne. Pamiętam, że bardzo wtedy to przeżywałam...

Reklama

A co najchętniej wspomina pani z tamtego okresu?

Dom rodzinny. Rodziców, których już nie ma. Widok z okna na Beskidy, zabawy w teatr, będące początkiem pasji trwającej do dzisiaj. Uważam, że trzeba hołubić w sobie dziecko, zachować zainteresowanie światem. A dzieciństwo - choć przypadło na trudne czasy, bo urodziłam się dziewięć lat po wojnie i praktycznie nie było żadnych zabawek - to jednak miło wspominam. Pamiętam, jak bawiliśmy się w bitwę, a jakieś patyki i gałęzie były naszą bronią. Albo jak godzinami przyglądałam się żuczkom, biedronkom i innym owadom. Już wtedy miałam bogatą wyobraźnię i mam ją do dziś.

Co zawdzięcza pani swoim rodzicom?

- W naszym domu nie wolno było kłamać ani donosić. Zresztą rodzice i tak nigdy nie pytali, które z dzieciaków nabroiło, bo byśmy się nie przyznali - byliśmy bardzo solidarni wobec siebie. Na pewno nauczyli mnie pracowitości i dyscypliny. Mama wymagała od nas porządku. Na punkcie higieny miała wręcz bzika. Nigdy też nie dawano nam taryfy ulgowej w obowiązkach domowych. Wtedy czasem budziło to mój sprzeciw, ale dziś jestem im za to wdzięczna. Dzięki temu mam w sobie i wokół siebie ład, który pozwala mi się skupić na innych rzeczach. Poza tym pamiętam, że nie można było używać brzydkich wyrazów. Nawet słowo "głupi" było ledwo dopuszczalne. Rodzice uczyli nas również, żeby pomagać słabszym i z szacunkiem odnosić się do innych ludzi.

Buntowała się pani wtedy choć trochę?

- Byłam grzeczną i posłuszną dziewczynką. Stawiałam opór tylko wtedy, gdy podział obowiązków domowych między mnie i moje rodzeństwo wydawał mi się niesprawiedliwy. Jak już powiedziałam, mama była wymagająca i często nas kontrolowała, a to czasem budziło mój sprzeciw. Kiedy jednak stawał się on zbyt gwałtowny, zwracała się do mnie: "Zamknij drzwi za sobą. Po drugiej stronie możesz mówić i myśleć o mnie, co chcesz".

Dzisiaj zdecydowanie broni pani swoich poglądów i łatwo się nie poddaje...

- Walczę o szacunek do przyrody, o równoprawne traktowanie kobiet w każdej sytuacji. Jestem osobą empatyczną, więc zawsze staję po stronie słabszego i krzywdzonego. Cierpię, kiedy nie umiem sobie poradzić z chamstwem i siłą.

Od 4 dekad ma pani u boku kochającego mężczyznę. Jak stworzyć udany związek?

- Przede wszystkim ciągle ze sobą rozmawiamy. Mamy tyle wspólnych tematów - zarówno tych banalnych, jak i bardzo poważnych. Czasem plotkujemy, czasem zastanawiamy się nad sensem życia, a innym razem kłócimy się, bo mamy odmienne charaktery. Nasza wymiana zdań trwa już od ponad czterdziestu lat.

Na czym polega ta różnica charakterów?

- Na przykład Jacek pisze wiersze, jest refleksyjny, filozoficznie podchodzi do świata, potrafi precyzyjnie nazywać swoje myśli. Tymczasem ja - chociaż jestem wrażliwa, emocjonalna i bardzo dużo odczuwam - to nieraz w głowie mam chaos. On zupełnie inaczej odbiera rzeczywistość. Ja patrzę na detale, on ma ogólne spojrzenie. Ja kocham przyrodę, umiem się nią zachwycać, a Jacek po prostu mówi, że coś jest ładne - bez egzaltacji. Poza tym ja jestem pedantyczna, on niekoniecznie. Chociaż nie. Muszę przyznać, że pod moim wpływem wiele już się nauczył (śmiech). Jestem też osobą, która dużo wymaga, ma pomysły i chęć do działania. A on wszystko rozważa, zanim podejmie decyzję. Mówi na przykład: "Dzisiaj nie". Albo: "Po co to czy tamto?". Często muszę więc narzucić swoje zdanie. Ale on też ma bardzo silny charakter, czasem trudno go przekonać. Na pewno jestem też większą buntowniczką. On jest zrównoważony, umiarkowany, nie chce nikogo drażnić, powodować konfliktów. A ja chciałabym niekiedy cały świat naprawiać. Jacek wtedy mnie powstrzymuje, mówiąc: "Nie ma sensu, sama nie wygrasz...".

Połączyła Was miłość od pierwszego wejrzenia?

- Nie, nie...

Ale czymś Panią urzekł.

- Muzykalnością. Lubiłam słuchać, kiedy w piwnicy szkoły teatralnej grał na pianinie. A gdy poznałam go bliżej, zaimponował mi inteligencją, wrażliwością. Był też przystojny, cóż więcej trzeba? Moje uczucie nabierało rumieńców. I tak trwa to do dzisiaj.

Owocem waszej miłości jest córka Gosia. Przyjaźnicie się?

- Oczywiście. Tylko tak wyobrażam sobie relację między rodzicem a dzieckiem. Często to ona mnie wychowuje. Dzięki niej nauczyłam się patrzeć na świat również jej oczami. Robię to od chwili, w której się pojawiła. Przez lata dojrzewałam razem z nią i starałam się rozumieć jej pragnienia, oczekiwania, refleksje, bunt, strach. I tak do dzisiaj tłumaczymy sobie nasze punkty widzenia. Nie zawsze jest to spokojna wymiana zdań...

Chce pani już zostać babcią?

- Czekam na wnuki. Żałuję, że ich jeszcze nie mam. No, ale przecież sama ich sobie nie urodzę (śmiech). Na pewno bym je rozpieszczała, ale jednocześnie - tak podejrzewam - poproszona o zajęcie się nimi, nie pozwoliłabym się wykorzystywać bez reszty. Lubię bowiem spokój. Bardzo cenię własny czas.

Zapytam jeszcze o marzenia. Ma pani jakieś?

- Od dziecka marzyłam, i ciągle marzę, choć teraz pragnienia są mniej rozbuchane. Nie mogę już przecież wymagać od świata spełnienia wszystkich moich oczekiwań...

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dobry Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Barbara Bursztynowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »