Artur Barciś - od "Dekalogu" po "Miodowe lata"
Artur Barciś rozpoczynał swoją aktorską karierę w latach siedemdziesiątych. Przyszły gwiazdor seriali pierwsze kroki stawiał w rolach drugoplanowych i epizodycznych.
W historii polskiego kina na dobre zapisała się jego kreacja w "Dekalogu" Krzysztofa Kieślowskiego, oprócz tego pojawiał się w takich znanych produkcjach jak "Znachor", "Dom", czy "Człowiek z żelaza".
Szczyt sławy Artura Barcisia nastąpił jednak dopiero jakiś czas później. Gdy aktor wraz z Cezarym Żakiem stworzył niezwykły duet w komediowym serialu "Miodowe lata", zyskał popularność, o jakiej wcześniej mógł tylko pomarzyć.
Zabawne perypetie Tadeusza Norka i Karola Krawczyka pod koniec lat dziewięćdziesiątych śledziła cała Polska.
Na fali sukcesu serii aktorzy pojawili się wspólnie także w kultowym "Ranczu".
Artur Barciś wspomina trudny okres. Pracował po 16 godzin dziennie
Okazuje się jednak, że początki kariery Artura Barcisia nie należały do najłatwiejszych.
W związku ze swoją sytuacją finansową ekranowy Norek wybrał się za ocean, by zarobić trochę pieniędzy. Ostatnio wrócił wspomnieniami do tego okresu i wyznał, że pracował fizycznie przy ściąganiu azbestu. Jak można sobie wyobrazić, było to wyjątkowe trudne wyzwanie.
"Zatrudnili mnie tylko dlatego, że byłem malutki i potrafiłem wejść między rury w kotłowniach i zdzierać azbest - najpierw go sikawką zmoczyć, a później zdzierać szpachelką do worków. To była strasznie ciężka praca, po 16 godzin na dobę" - mówił w rozmowie z Kubą Wojewódzkim.
Chociaż mogłoby wydawać się, że w ten sposób aktor narażał swoje zdrowie na niebezpieczeństwo, pracodawcy przestrzegali wszystkich niezbędnych środków ostrożności.
"To było bardzo rygorystycznie przestrzegane, żebyśmy byli w kombinezonach, mieli maski na twarzy. Natomiast to była bardzo ciężka, fizyczna praca, że tego nigdy nie zapomnę. I pamiętam, jak płakałem sam w kotłowni jakiegoś drapacza chmur" - wspominał.
Artur Barciś zostawił świeżo upieczoną żonę i wyjechał do pracy. Opłaciło się
Sytuację dodatkowo komplikowało to, że w Polsce czekała na niego świeżo upieczona żona.
"Byłem miesiąc po ślubie i tak strasznie tęskniłem za domem. Byłem w Nowym Jorku wśród zupełnie obcych ludzi, ale była jedyna nadzieja: wiedziałem, że jestem tam tylko na wakacje i że wrócę" - dodał.
Spędził tam kilka tygodni i chociaż musiał dać z siebie wszystko, otrzymał za swoją pracę solidne wynagrodzenie.
"Każda godzina tej pracy przeliczała mi się na złotówki, a każda godzina to było mniej więcej tydzień pracy w Polsce. To była bardzo ciężka praca, w związku z czym dużo mi płacili za to. I jak przyjechałem po sześciu tygodniach, (...) to wykupiliśmy mieszkanie komunalne z żoną, które odziedziczyła po babci. I jeszcze kupiłem sobie malucha" - podsumował Barciś w tym samym wywiadzie.
Zobacz też:
Piąta żona Seweryna wysłała mu list. Oddzwonił 15 sekund później
Nagle Seweryn zabrał głos ws. najmłodszego syna. Wyznał wprost: "Żałuję"
Barciś i Żak znów spotkali się na planie. "Ja nie miałem na to wpływu"








