Artur Barciś dzięki "Miodowym latom" zyskał wielką popularność
Artur Barciś wraz z Cezarym Żakiem stworzył niezwykły duet, który na dobre zapisał się w historii polskiej telewizji. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych aktorzy wystąpili wspólnie w serialu "Miodowe lata", którego popularność zaskoczyła nawet samych twórców.
Sitcom nagrywany był z udziałem publiczności w jednym z warszawskich teatrów i szybko stał się wielkim przebojem, a z czasem zyskał miano kultowego. Perypetie Karola Krawczyka i Tadeusza Norka przyciągały przed ekrany miliony Polaków.
Produkcja doczekała się ponad stu odcinków, a potem kontynuacji zatytułowanej "Całkiem nowe lata miodowe", która jednak nie przypadła do gustu nawet największym wielbicielom.
Gwiazdami serialu stali się nie tylko odtwórcy głównych ról - Agnieszka Pilaszewska (zastąpiona później przez Katarzynę Żak) grająca Alinę Krawczyk oraz Dorota Chotecka wcielająca się w Danutę Norek, w równej mierze wpłynęły na sukces "Miodowych lat".
Artur Barciś nie chciał grać w "Miodowych latach". "The Honeymooners" nie przypadło aktorowi do gustu
Dla Cezarego Żaka i Artura Barcisia role nerwowego tramwajarza oraz pociesznego kanalarza okazały się prawdziwym przełomem w karierze.
Obaj panowie mieli okazję współpracować ze sobą na planie kolejnej kultowej produkcji, czyli słynnego "Rancza".
Okazuje się, że niewiele brakowało, a Artur Barciś nie przyjąłby propozycji zagrania w hicie, który przyniósł mu ogólnopolską rozpoznawalność.
Wszystko z powodu... pierwowzoru, na którym oparte były "Miodowe lata". Polska produkcja bazuje bowiem na amerykańskim formacie "The Honeymooners", w związku z czym serialowy Norek jeszcze przed podpisaniem umowy zapoznał się z oryginałem. Ten zdecydowanie nie przypadł mu do gustu.
"Dostałem kasety wideo VHS od producenta z oryginalnymi odcinkami serialu 'The Honeymooners' z lat 50. (...). To było tak okropne, że właściwie byłem gotów zrezygnować" - mówił w rozmowie z Plejadą.
Artur Barciś nie czuł się zachęcony przez producentów "Miodowych lat"
Poza tym aktora odstraszała ogólna koncepcja sitcomu.
"Na początku bardzo się przestraszyłem. Ale nie tego, że serial będzie kręcony na żywo, z udziałem publiczności. Tylko że to będzie sitcom - w najgorszym tego słowa znaczeniu" - dodał
"Ja inaczej pojmuję komedię, aktorzy nie mają prawa, nie mogą się wygłupiać. W tamtych czasach był na ekranach taki sitcom '13 posterunek'. Bardzo mi się nie podobał. To było właśnie w tej konwencji, takiego wygłupu, parodii. Dla mnie to było niedobre. Jeżeli 'Miodowe lata' miały być takie, to ja nie chciałem mieć czegoś takiego w życiorysie" - tłumaczył.
Na szczęście producenci, w tym Maciej Wojtyszko, przekonali go do swojego zamysłu, zapewniając, że serial będzie miał swój własny, oryginalny charakter.
"Zapewnił mnie: 'Słuchaj, w ogóle się nie bój. Bo my to zrobimy zupełnie inaczej, jak dramat. I to będzie śmieszne'. Tak tworzyliśmy te postaci, że z ich punktu widzenia tam nic śmiesznego nie było. Tam był permanentny dramat. Oni szybko chcą zarobić jakieś pieniądze, próbują oszukać żony, różnych sposobów się imają, żeby jakoś sobie w tym życiu radzić, ale to wszystko jest bardzo serio i dlatego jest śmieszne" - podsumował aktor w tym samym wywiadzie.

Zobacz też:
Wioletka z "Rancza" po latach znalazła miłość. Jej mężem jest gwiazdor TVP
Całkowicie odmieniona Lodzia w nowym "Ranczu". Fani jej nie poznali
Katarzyna Żak nie mogła dłużej wytrzymać ws. nowego "Rancza". Wyjawiła to prosto z planu








