Kiedy w 1977 roku Jacek Chmielnik dołączył do zespołu kaliskiego Teatru im. W. Bogusławskiego, był dopiero u progu kariery i, jak twierdził, przyjmował każdą ofertę pracy.
"Raz poproszono mnie, żebym poprowadził uroczystość (...). Żaden aktor nie chciał tego wziąć... Ja byłem młody i na propozycję zarobienia paru groszy powiedziałem 'tak'" - opowiadał w rozmowie z "Rewią".
W drodze do hali, w której miała się odbyć impreza, Jacek zobaczył przez szybę autobusu piękną dziewczynę.
"Szła pewnym krokiem w zielonkawo-popielatym trenczyku, jasnych rajstopach i bordowych bucikach zapinanych nad kostką. Pomyślałem: 'Ale nogi idą po tym Kaliszu'. Zakochałem się w tych nogach" - wspominał.
Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia
Tuż przed wyjściem na scenę Jacek ponownie zobaczył "te nogi". Należały do stojącej przy fortepianie studentki Akademii Muzycznej, która miała akompaniować biorącym udział w uroczystości artystom.
"Jej błękitne, przenikliwe oczy wpatrzone były we mnie. Idąc w jej kierunku, myślałem: 'Czegóż ona tak się patrzy, czego właściwie chce?'. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że chciała po prostu za mnie wyjść" - żartował po latach w rozmowie z Małgorzatą Puczyłowską.
Wanda, bo tak miała na imię młoda pianistka, zgodziła się pójść z Jackiem na kawę. Następnego dnia spotkali się znowu. Od tamtej chwili widywali się regularnie, ale zanim w 1979 roku wzięli ślub w kaliskiej katedrze, kilka razy się rozstawali.
"Wanda nieustannie mnie porzucała. Gdzieś po trzecim porzuceniu i we mnie zrodził się bunt. Też ją zostawiłem. Mniej więcej przez dwa lata tak się porzucaliśmy, po czym nastąpił znacznie spokojniejszy okres narzeczeństwa" - opowiadał aktor w cytowanym już wywiadzie.
Tuż przed ślubem ukochana zostawiła go na dwa miesiące
Kilka miesięcy przed ślubem, gdy jego data była już ustalona, Wanda niespodziewanie zerwała zaręczyny.
"A potem rozegrała się scena balkonowa. Co wieczór niby przypadkiem trafiałem pod jej dom i niechcący zaglądałem w jej okna. Jak się potem okazało, ona też dość często spoglądała zza firanki, szukając wzrokiem kogoś znajomego" - wspominał Jacek Chmielnik na łamach "Rewii".
Pewnego wieczoru, po dwóch miesiącach od zerwania, Wanda zobaczyła stojącego pod jej domem Jacka.
"Wybiegła na balkon i przywołała mnie do siebie. Wkrótce potem pobraliśmy się i dotarliśmy na tyle, że już nie w głowie nam były rozstania" - wyznał aktor autorce książki "Być dzieckiem legendy".
Przez kilka lat spędzał w domu tylko weekendy
Niedługo po tym, jak na świat przyszła Julia, państwo Chmielnikowie osiedlili się w Krakowie. Tu w 1986 roku urodził się Igor.
Dzieci aktora były jeszcze małe, gdy ich ojciec przyjął posadę dyrektora Teatru Nowego w Łodzi. Przez cztery lata widywał się z żoną, córką i synem tylko w weekendy.
"W domu czułem się jak gość" - wspominał w rozmowie z "Tele Tygodniem".
Jacek nie krył, że kiedy przyjeżdżał do Krakowa, chciał, żeby wszyscy chodzili koło niego na palcach.
"Przyjeżdżałem po pięciu dniach pracy, żeby odpocząć. W dodatku dyrektorowanie tak weszło mi w krew, że ledwo przekraczałem próg domu, od razu próbowałem rządzić" - opowiadał Małgorzacie Puczyłowskiej.
"Dom jednak był domeną Wandy, więc musiałem ustąpić" - dodał.
Pod koniec lat 90. aktor zrezygnował z kierowania łódzką sceną i przeprowadził się z rodziną do Warszawy.
"Wtedy wszystko się uspokoiło. Nie musiałem już tęsknić za bliskimi, bo miałem ich przy sobie. Byliśmy ze sobą bardzo... intensywnie" - powiedział "Rewii".
Znalazł dla swojej rodziny raj na ziemi
Jacek Chmielnik najlepiej się czuł w swoim domu letniskowym w Suchawie na Lubelszczyźnie. Spędzał tam z żoną i dziećmi każdy urlop.
"Suchawa to był jego raj na ziemi. Ten domek na końcu wsi był najpiękniejszym prezentem, jaki tata zrobił rodzinie" - wyznał Igor Chmielnik, opowiadając o ojcu autorce książki "Być dzieckiem legendy".
W wakacje 2007 roku aktor, czekając na przyjazd dzieci, postanowił naprawić szwankujący hydrofor. Zszedł do piwnicy, stanął na mokrej podłodze i dotknął przewodu pod napięciem. Zmarł na miejscu.
Następnego dnia do Suchawy przyjechała Julia. To ona znalazła ciało ojca.
Jacek Chmielnik odszedł 22 sierpnia 2007 roku. Miał zaledwie 54 lata.
Syn Jacka poszedł w jego ślady i też jest aktorem. Julia skończyła Akademię Muzyczną w Krakowie, jest dyrygentką, trenerką wokalną, kompozytorką i nauczycielką śpiewu w stołecznej Akademii Teatralnej i łódzkiej szkole filmowej.
"Jestem pewien, że tata, który zawsze czuwał nad losami rodziny, ciągle ma na wszystko oko" - mówi Igor.
Źródła:
1. Wywiady z J. Chmielnikiem: "Rewia" (sierpień 2004), "Tele Tydzień" (luty 2007)
2. Książka M. Puczyłowskiej "Być dzieckiem legendy", wyd. 2012
Zobacz też:








