Henryk Rzepczyński z Gliwic jest królem turnusu "Sanatorium miłości"
W finałowym odcinku 8. edycji "Sanatorium miłości" odbył się wystawny bal. Jak zwykle kuracjusze wybierali na nim królową i króla turnusu - tym razem zostali nimi Lilla Zając z Sosnowca oraz Henryk Rzepczyński z Gliwic.
"Król Balu? Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Stało się! Ta korona to dla mnie ogromne wyróżnienie, ale tak naprawdę największą nagrodą są ludzie, których poznałem i chwile, które przeżyłem" - napisał po wszystkim Henryk na Facebooku, dodając, że była to dla niego podróż życia.
Kuracjusz z Gliwic w rozmowie z reporterem Pomponika, Damianem Glinką, mówi wprost, że był przekonany, że wybiorą Henryka Janke z Żychlina. Wciąż nie jest pewny, czemu padło na niego, ale oczywiście jest tym bardzo wzruszony.
"Ale byłem pod wrażeniem, że mnie cała nasza grupa doceniła, że jestem pomocny, organizowałem wieczorne spotkania" - wyjaśnia Henryk w rozmowie z nami, dodając jednak, że "nie czuje się królem".
Henryk z Gliwic o tym, kogo zagłosował w "Sanatorium miłości"
Henryk zapewnia, że tytuł króla turnusu zmotywował go teraz jeszcze bardziej do działania charytatywnie. Już wcześniej angażował się w pomoc innym, ale teraz, dzięki popularności, będzie miał więcej możliwości.
Nasz reporter zapytał go, czy plotki o umowie między uczestnikami, by na niego głosować, są prawdziwe. Rzepczyński wyjaśnia, że wiedział, że były pewne rozmowy, ale nie wnikał w nie i był przekonany, że chodzi w nich o Henryka Janke.
"Słyszałem, że były jakieś rozmowy, ale nie wnikałem na kogo. Po prostu to była ich sprawa i nie chciałem się w to mieszać. A mówię: na pewno będą chcieli jakiegoś króla poważniejszego" - mówi nam teraz.
Sam zagłosował oczywiście na swoją partnerkę w programie, czyli Emilię Gajos z Ozorkowa, oraz właśnie na Henryka Janke. Był bardzo zaskoczony, że wybrali jego. Cieszy się też, że królową została Lilla.
"Lilla też była dla niektórych zaskoczeniem. Myślę, że brali tutaj pod uwagę nie wygląd, ale serce, a Lila ma wielkie serce. Kto przyszedł do niej, to zawsze dostał pomoc" - tłumaczy z uśmiechem.
Henryk wywołał kontrowersje relacją z Emilią po programie
Fani "Sanatorium miłości" tuż po finale zastanawiali się, czy związek Henryka i Emilii przetrwał. Ich losy w programie wielokrotnie wywoływały kontrowersje. Odpowiedź na to pytanie jest skomplikowana i brzmi właściwie: i tak, i nie. Oboje przed kamerami Pomponika przyznali, że wciąż mają stały kontakt i dużo do siebie dzwonią.
Choć Rzepczyński w rozmowie z naszym serwisem nazwał ich relację "wolnym związkiem na odległość", to przyznał, że widział się z nią pierwszy raz od pół roku dwa dni przed wywiadem dla Pomponika. Wciąż powtarza, że jest bardzo ostrożny i nie jest gotowy po tym, co spotkało go przy poprzednim rozwodzie.
Emilia jednak nie narzeka - przed naszymi kamerami wyjaśniła, że ich układ jest "bardzo fajny", bo każde z nich robi to, co lubi - a jednocześnie ona wie, że zawsze może na niego liczyć. Dzieli ich 250 kilometrów, częste spotkania nie są więc możliwe, tym bardziej, że król turnusu nie jest jeszcze na emeryturze.
Zobacz też:
Henryk wywołał burzę, zapraszając na randkę Ewę. Teraz wyjaśnia co zaszło
Emilia i Henryk z "Sanatorium" zapytani o relację. "On nadal chodzi na tańce"
Ledwo Henryk i Emilia z "Sanatorium miłości" się pogodzili, a już takie złe wieści








