Królową Turnusu 8. edycji "Sanatorium miłości" została Lilla z Sosnowca. Uczestniczka nie ukrywa, że ten tytuł był dla niej ogromnym zaskoczeniem.
Lilla o emocjach po wygranej "Sanatorium miłości"
Lilla z Sosnowca już po finale programu udzieliła wywiadu dla reportera Pomponika Damiana Glinki. Na pytanie o emocje związane z wygraną odpowiedziała bardzo szczerze.
"Miłe zaskoczenie, że zostałam wybrana, że jednak koledzy i koleżanki uwierzyli we mnie" - przyznała na łamach Pomponika.
Tytuł królowej balu okazał się dla niej czymś więcej niż tylko symbolicznym wyróżnieniem. Bohaterka nie ukrywa, że ta nagroda mocno na nią wpłynęła i pozwoliła jej jeszcze bardziej uwierzyć w siebie.
"Bardziej pewna się zrobiłam, mimo to, że zawsze jestem pewna. Ale jednak ten tytuł [królowej balu] do czegoś nas zobowiązuje. Jest człowiek taki, powiedzmy, bardziej królewski" - mówiła nam z uśmiechem.
Lilla o nagrodzie po finale "Sanatorium miłości"
W rozmowie pojawił się także temat nagrody. W przeciwieństwie do uczestników innych programów, zwyciężczyni nie otrzymała wielkiego czeku, a jedynie symboliczną szarfę. Jak się okazuje, nie ma o to żadnego żalu.
"Chcąc dostać się do tego programu, wiedzieliśmy, na co się piszemy. Ja tak samo wytłumaczyłam moim kolegom, koleżankom, kiedy żeśmy mieli jakieś obiekcje, powiedzmy. Tu od samego początku wiadomo było, że wielkich profitów nie będzie, ale uznanie jest czasami lepsze niż profity pieniężne" - wyznała.
Dla Królowej Turnusu samo wyróżnienie ma większą wartość niż pieniądze. Przyznała, że obecny czas traktuje jako wyjątkowy moment, który warto wykorzystać.
"Ja się teraz śmieję z tego i wszystkim to tłumaczę, to jest nasz sezon na truskawki. To jest nasze pięć minut. I po prostu, mimo to, że doczekaliśmy tych swoich pięknych lat, to trzeba to dalej jakoś ciągnąć, pokazać, że tacy jak my ludzie wcale nie siadają na fotelach bujanych i nie robią skarpetek dla wnuczków" - powiedziała Pomponikowi uczestniczka "Sanatorium miłości".
Lilla z "Sanatorium miłości" o symbolicznym wynagrodzeniu
W rozmowie pojawił się także temat wynagrodzenia za udział w programie. Królowa Turnusu "Sanatorium miłości" nie ukrywała, że stawki były raczej symboliczne i nie wszystkim przypadły do gustu.
"Było symboliczne. Na pewno wszystkim nam się to nie podobało. Wiemy o tym dobrze, że inne edycje, przynajmniej wcześniejsze, miały ładniejsze wynagrodzenia. No ale no cóż, no, są rzeczy, których niestety my nie mamy na to wpływu. Jak ja to mówię, głową muru nie przebijemy" - przyznała szczerze Lilla.
Zapytana o to, dlaczego jej zdaniem stawka za udział mogła spaść, nie chciała wdawać się w szczegóły. Pozwoliła sobie jednak na wymowny komentarz.
"Nie wnikam. Po prostu nie wnikam, bo są ponad nami ludzie, którzy wiedzą, co robią. Taki czas przyszedł, że każdy woli sobie do kieszeni sobie wkładać niż komuś" - powiedziała z uśmiechem.
Zobacz też:
Przyszła, namieszała i zniknęła. Nawet Manowska miała przez nią problemy
Wywołał burzę, zapraszając na randkę Ewę. Teraz wyjaśnia co zaszło [POMPONIK EXCLUSIVE]
Emilia z "Sanatorium miłości" zdradziła prawdę o swojej emeryturze. Mówi wprost








