Richardson nie daje sobie w kaszę dmuchać. Tego nie mogła przemilczeć
Monika Richardson wielokrotnie pojawiała się w polskich sądach.Kilka lat temu wygrała ze swoim bankiem, ale i przegrała z byłą żoną swojego ówczesnego męża, Aleksandrą Justą.
Od dłuższego czasu prezenterka walczyła o swoje z Super Expressem, który opublikował kiedyś w sieci i przedrukował prześmiewczy artykuł na temat Richardson i jej wspomnianego byłego partnera, Zbigniewa Zamachowskiego.
Dopiero teraz, po sześciu latach od zdarzenia, sprawa znalazła swój finał. Dziennikarka ma powody do zadowolenia.
Monika Richardson w końcu się doczekała. Właśnie z dumą ogłosiła: "Wygrałam"
W niedzielny wieczór Richardson podzieliła się w mediach społecznościowych radosną informacją. Teraz wreszcie może spać spokojnie.
"Dzisiaj dobra wiadomość. Wygrałam sprawę przeciw Super Expressowi. Sześć lat temu podpisany pod zdjęciem pan wlazł (...) do uzdrowiskowego hotelu (...) i zrobił z ukrycia relację foto i wideo, którą następnie sprzedał do Super Expressu. Gazeta dopisała do tych zdjęć bzdurny, poniżający dla mojego byłego męża i dla mnie tekst i opublikowała w formie papierowej i na swojej stronie. Dzisiaj, po wyroku sądu apelacyjnego, na moje konto wpłynęło 15 tys. złotych (...)" - napisała 53-latka, jednocześnie dziękując swoim przedstawicielom prawnym za ich pracę.
Dla gwiazdy to jednak nie ta kwota jest najważniejsza, a sam fakt postawienia mediom granicy i udowodnienia, że nie można bezkarnie pisać o znanych osobach wszystkiego, co tylko przyjdzie komuś do głowy.
"Kasy niedużo, powiecie. Być może, ale tu nie tylko o pieniądze chodzi. Raczej o (...) [pokazanie - przyp. aut.] tabloidowej polityki ośmieszania osób publicznych, które o swoje celebryctwo nie zabiegały i dla których ta źle pojęta sława jest wyłącznie wynikiem wykonywanego zawodu" - dodała.
Monika Richardson triumfuje w sądzie. Na jej konto wpłynęła niezła sumka
Richardson zauważyła, że decyzja sądu zapadła już w zupełnie innych czasach, choć od początku procesu minęło - ledwie i aż - sześć lat. Nie da się ukryć, że obecnie media są zdecydowanie bardziej ostrożne.
"Dzisiaj krajobraz medialny jest już zupełnie inny. Rozstałam się z mężem (...), a i tabloidy przestały [pisać - przyp. red.], bo im się to po prostu nie opłaca" - skomentowała.
Co ciekawe, sprawa ta stała się dla niej przyczynkiem do refleksji na temat blasków i cieni sławy jako takiej. Jej własne doświadczenie to dobra lekcja dla pragnących popularności.
"Publikuję tę informację bardziej ku przestrodze dla wszystkich moich młodszych kolegów i koleżanek, którzy marzą o sławie. Nie warto. Na pewno zaś warto odnaleźć w życiu to, co się kocha. Wtedy nawet duża popularność nie przeszkodzi nam w samorealizacji. Powodzenia!" - podsumowała.
Zobacz też:
Najpierw wiele gorzkich słów, a teraz to. Monika Richardson ma radę na Nowy Rok
Monika Richardson bez ogródek o powrocie lubianego show. To rozwiewa wszelkie wątpliwości








