Reklama

Reklama

Reklama

Życiowe tragedie Martyny Wojciechowskiej. Oto przez co przeszła podróżniczka

Martyna Wojciechowska (48 l.) od trzynastu lat w programie „Kobieta na krańcu świata” przedstawia dramatyczne losy kobiet, mając dla nich dużo współczucia. Jej samej życie także nie oszczędzało, zsyłając na nią ogrom tragedii, z których każda mogłaby człowieka załamać. Przez co przeszła znana podróżniczka?

Martyna Wojciechowska - poronienie

To jedno z najwcześniejszych i najtragiczniejszych zdarzeń w życiu Martyny Wojciechowskiej. Trzeba było wielu lat, aby dziennikarka zdecydowała się publicznie powiedzieć o swoim dramacie. Martyna Wojciechowska podzieliła się bolesnym wspomnieniem na łamach "Wysokich Obcasów" w kontekście kontrowersyjnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego w 2020 roku w sprawie dopuszczalności aborcji.

"Czy poroniłam kiedyś ciążę? Tak. Czy miałam badania prenatalne? Tak, nawet te zaawansowane, bo podstawowe, przesiewowe okazały się niewystarczające. Czy przepłakałam wiele nocy, zastanawiając się, co zrobię, jeśli okaże się, że płód jest uszkodzony? Tak. Ale wtedy miałam wybór. [...] Dlatego jestem za tym podstawowym wyborem" - mówiła w Wysokich Obcasach.

Reklama

Martyna Wojciechowska - wypadek samochodowy

Martyna Wojciechowska jest świetnym kierowcą, bierze nawet aktywny udział w rajdach samochodowych. Jednak sama była ofiarą tragicznego wypadku. Dramat rozegrał się w drodze na zdjęcia do programu "Misja Martyna". Tego feralnego dnia Wojciechowska jechała z kierowcą i dwoma operatorami: Witoldem Szczepanem i Rafałem Łukaszewiczem, przyjacielem dziennikarki. Auto wpadło w poślizg i uderzyło w betonowy słup. Przyjaciel Martyny zginął, a ona została ciężko ranna - złamała kręgosłup. Lekarze stawiali bardzo pesymistyczne diagnozy - kobieta miała już nigdy nie wrócić do pełnej sprawności... Czekała ją długa i żmudna rehabilitacja.

Ta tragedia odcisnęła piętno na życiu Wojciechowskiej, która po wyzdrowieniu podjęła decyzję, że zdobędzie Mount Everest. Jak mówiła w wywiadzie z Angeliką Swobodą dla Gazety.pl, cel, który sobie wyznaczyła, miał być dla niej symbolicznym odkupieniem życia Rafała Łukasiewicza. Ekstremalna wyprawa na najwyższy szczyt świata, pokonanie słabości i przekraczanie własnych granic stały się tematem napisanej przez Wojciechowską książki "Przesunąć horyzont".

"Dla mnie Everest byłby podwójnym zwycięstwem. Kiedy dziesięć lat temu przechodziłam chemioterapię i dwie operacje, lekarze powiedzieli mi: »Pani Martyno, teraz będzie się pani musiała oszczędzać, żyć ostrożniej«. Kiedy półtora roku temu uległam wypadkowi, lekarze powiedzieli: »Pani Martyno, teraz będzie pani musiała zrezygnować z większości rzeczy, które pani robiła. Góry, motory, narty... teraz musi pani żyć inaczej«. Gdybym zdobyła Everest, to byłoby to dla mnie coś naprawdę wielkiego... I oto tu jestem" - pisała w książce Martyna Wojciechowska.

Martyna Wojciechowska - choroba tropikalna

Kiedy po wielu latach Martynie Wojciechowskiej udało się pozbierać po wypadku, dopadła ją choroba tropikalna, którą zaraziła się podczas pobytu w Kolumbii. Choroba dała się podróżniczce we znaki zaledwie kilka dni po jej 41. urodzinach i niemal w rocznicę tragicznego wypadku, bo też w październiku. Pierwsze objawy były bardzo poważne - Martyna Wojciechowska nagle straciła przytomność.

Kolejne dni spędziła w szpitalu, w którym lekarze długo nie mogli odkryć, co stoi za złym stanem zdrowia kobiety. A ona z dnia na dzień nikła w oczach. Choroba wykończyła Martynę do tego stopnia, że schudła aż 20 kg. Dopiero po badaniach w szpitalu zakaźnym w Warszawie i na Oddziale Chorób Tropikalnych w Poznaniu okazało się, że dziennikarkę zaatakowała bardzo rzadka i praktycznie niespotykana w naszym kraju choroba. Musiała być leczona w Polsce i w Niemczech. To był kolejny zakręt w życiu podróżniczki i moment, w którym miało skończyć się jej dotychczasowe życie.

"Byłam ciężko chora, znowu trafiłam do szpitala zakaźnego, znowu miałam wrażenie, że sięgam dna. Lekarze powiedzieli, że nie wolno mi jeździć, że nie mogę już podróżować , bo nie mogę już tego swojego organizmu forsować. Nikt nie wiedział , że jestem w szpitalu. Leżałam w izolatce i pomyślałam sobie, że oto skończyło się rumakowanie. Czułam się fatalnie" - wspomina Martyna Wojciechowska w wywiadzie dla Gazety.pl.

To był punkt zwrotny w życiu Wojciechowskiej. Dziennikarka zaczęła zdrowo się odżywiać, inaczej podchodzić do pracy i otaczających ją ludzi. Z aktywności zawodowej jednak nie zrezygnowała.

Śmierć byłego partnera Martyny Wojciechowskiej

Ledwo Martyna Wojciechowska wydobrzała po chorobie, spadł na nią kolejny cios. Była nim śmierć Jerzego Błaszczaka - byłego partnera życiowego dziennikarki i ojca jej ukochanej córki, Marysi. Mężczyzna zmarł po długiej chorobie nowotworowej.

"Tuż przed wyjazdem, w lutym, zmarł na nowotwór Jurek, czyli ukochany tata naszej córki, Marysi. Dla nas obu to była potworna tragedia. Plany wyjazdowe nie miały już żadnego znaczenia. W tak ekstremalnych sytuacjach robi się tylko jedno - jest się przy dziecku. Rzuciłam wszystko" - mówiła Martyna w wywiadzie dla "Vivy!".

Trzeba przyznać, że życie nie rozpieszczało odważnej podróżniczki. Znacie inne równie silne kobiety polskiego show-biznesu?

Zobacz też:

Martyna Wojciechowska przyparta do muru ws. sensacyjnych doniesień na jej temat

Martyna Wojciechowska opowiedziała o Edwardzie Miszczaku

Martyna Wojciechowska ma poważne plany wobec Kabuli

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Martyna Wojciechowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy