Ponad tydzień temu zakończyła się dziewięciodniowa transmisja na żywo, którą zorganizował youtuber Łatwogang. W jej trakcie organizowana była zbiórka na fundację. Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania, bowiem udało się zebrać kwotą ponad 251 mln złotych. Potem oczywiście doszły kolejne miliony.
O fenomenie internetowego gwiazdora rozpisywały się media każdego dnia. Teraz temat nieco przycichł, choć oczywiście nie tak do końca.
"Fakt" doniósł chociażby o sprytnym ruchu youtubera, który wykonał jeszcze przed głośną na całą Polskę zbiórką.
Łatwogang zastrzegł swój pseudonim. Zrobił to jeszcze przed głośną zbiórką
Tabloid dowiedział się, że "Łatwogang" postanowił przezornie zabezpieczyć prawnie swój pseudonim.
Wniosek do Biuletynu Urzędu Patentowego RP złożyła firma influencera z siedzibą w Warszawie, którą ten prowadzi pod prawdziwym nazwiskiem.
"Zgłoszony znak jest słowny, co w praktyce oznacza ochronę samego słowa "Łatwogang" - niezależnie od jego kroju, koloru czy graficznej oprawy. To najszersza możliwa forma ochrony nazwy. Żaden podmiot zewnętrzny nie będzie mógł jej komercyjnie używać bez zgody właściciela" - informuje "Fakt".
Po ogromnym sukcesie akcji to bardzo ważny dokument. Dobrze, że Łatwogang pomyślał o tym wcześniej.
Zobacz też:
Blanka Lipińska zdecydowała się na odważny gest. Konsekwencje przyszły z czasem
Trzy dni po akcji Łatwoganga, a tu takie nieprzyjemności. Takiej afery dawno nie było
Katarzyna Dowbor reaguje na burzę wokół Łatwoganga i Owsiaka. Nie mogła dłużej milczeć








