Afera po "Kuchennych rewolucjach" Magdy Gessler w Poznaniu
Los restauracji, które Magda Gessler odwiedza w programie "Kuchenne rewolucje" bywa bardzo różny. Niektóre lokale po metamorfozie rozkwitają, inne - wręcz przeciwnie, a nie brakuje takich, które zwyczajnie się zamknęły. Taki los spotkał miejsce, które pokazano w odcinku wyemitowanym 14 maja 2026 roku.
W programie zobaczyliśmy restaurację z Poznania - Szagówka i Majeranek, prowadzoną przez Bartosza i Tomasza. Nazwa nawiązuje do poznańskiego określenia na kopytka.
"W tym lokalu o dobrych kopytkach nikt nawet nie słyszał, a dodatkowo zostanie poczęstowana zrazem ze starej wołowiny. Kolejnego dnia jednak jedzenie w restauracji ją bardzo zaskoczy. Pozytywnie. O co chodzi w Szagówce i Majeranku? Magdzie Gessler dojście do prawdy zajmie nieco czasu" - brzmi oficjalny opis odcinka w TVN.
Oświadczenie właściciela restauracji Szagówka i Majeranek
Kulinarny program TVN od lat wywołuje mieszane emocje widzów. Nie chodzi tylko o charakter prowadzącej, ale też o pewne sztuczki montażowe, na które co jakiś czas skarżą się uczestnicy metamorfoz. W oświadczeniu, które nasza redakcja otrzymała od właściciela poznańskiego lokalu, porusza on właśnie ten drugi temat.
W odcinku właściciele restauracji nie zostali przedstawieni w zbyt dobrym świetle - z kilku powodów. Chodziło między innymi o ich zachowanie oraz niewłaściwe nawyki zdrowotne, które miały wyjść na jaw podczas rozmowy nagranej na zapleczu.
Bartosz Ratajczak w przesłanym nam komunikacie podkreśla na początku, że jest wdzięczny Magdzie Gessler za odwiedziny. Otrzymane uwagi "skłoniły Tomka do wyciągnięcia ważnych wniosków dotyczących funkcjonowania restauracji, w tym uproszczenia karty i dostosowania jej do bardziej przystępnej formy".
Właściciel nie zgadza się jednak z tym, jak został przedstawiony w programie. "Część przedstawionych sytuacji nie oddaje w pełni ich rzeczywistego przebiegu ani pełnego kontekstu" - zaczyna.
Koniec restauracji po "Kuchennych rewolucjach" w Poznaniu
Wśród sytuacji, które zostały pokazane bez szerszego kontekstu, w oświadczeniu wymienione zostały takie fragmenty, jak ten dotyczący pupila Bartosza oraz stanu jego zdrowia i aktywności. Jak zaznacza, w wyniku wypadku komunikacyjnego doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu, który jednak nie definiuje jego codziennego funkcjonowania.
"W programie nie pokazano również pełnego przebiegu wydarzeń związanych z finałową kolacją. Zmontowano wrażenie, jakby całe przygotowanie spadło na jedną kelnerkę, podczas gdy obecna była także druga pracownica, której udział nie został uwzględniony w emisji. W tym czasie pojechałem po brakujące produkty, a następnie trafiłem na SOR z powodu pogorszenia stanu zdrowia. Informacje te nie pojawiły się w programie" - opisuje.
Dodatkowo informuje, że fragment z wydmuchiwaniem nosa był nagrany krótko po jego operacji zatok, a "tańczenie" było sposobem na poradzenie sobie z dolegliwościami pleców.
"Celowo nie pojawiłem się również na nagraniach realizowanych kilka tygodni po zakończeniu zdjęć do programu. Wcześniej dotarły do mnie informacje i sygnały, które wpłynęły na moją decyzję o rezygnacji z dalszego udziału w nagraniach" - zaznacza.
"Lokal został zamknięty, a działalność będzie kontynuowana w nowej formie i nowej lokalizacji. Przed nami nowy etap - bardziej dopasowany do naszej obecnej wizji oraz charakteru kuchni" - dodaje.
Na koniec pan Bartosz podkreśla, że oświadczeniem nie chce wywołać sporu z produkcją i jest świadomy rozrywkowego charakteru "Kuchennych rewolucji". Jest też pełen szacunku wobec Gessler. Niestety - dla jego restauracji to już koniec.
Zobacz też:
Koniec kolejnego lokalu po "Kuchennych rewolucjach". Klienci już nie gryzą się w język ws. Gessler
Oto co dzieje się za kulisami "Kuchennych rewolucji". Gessler przemówiła
Burza po odcinku "Kuchennych rewolucji". Ludzie podzieleni ws. Gessler








