Niewiele osób wiedziało, że życie Elżbiety Zającówny, słynącej z promiennego uśmiechu i talentu komediowego, płynęło w cieniu poważnej choroby. Nigdy nie wdawała się w szczegóły, bliskich też zobowiązała do dyskrecji. Dopiero po śmierci aktorki, jej mąż, Krzysztof Jaroszyński, ujawnił prawdę.
Elżbieta Zającówna: jej marzeniem był sport
Gwiazda, olśniewająca talentem komediowym w filmach "Vabank" i "Vabank II" Juliusza Machulskiego oraz w farsach wystawianych na deskach warszawskiego Teatru Komedia, refleksyjna w serialu "Matki, żony i kochanki", wcale nie planowała zostać aktorką.
Chciała iść w ślady mamy, siatkarki i związać swoje życie ze sportem: lekkoatletyką, piłką ręczną lub skokiem wzwyż. Problemy zdrowotne jej na to jednak nie pozwoliły. Zajęła się więc aktorstwem, choć w ostatnich latach niewiele i w tej dziedzinie działała.
Fani wciąż odwiedzają grób Elżbiety Zającówny
Elżbieta Zającówna zmarła we własnym domu 28 października 2024 roku. 6 listopada odbyła się msza żałobna w warszawskim kościele, a następnego dnia pochowano ją na krakowskim cmentarzu.
Jak wyjaśnili bliscy gwiazdy, chociaż większą część życia spędziła w Warszawie, chciała po śmierci wrócić do miasta, w którym się urodziła i wychowała.
Fani aktorki wciąż o niej pamiętają. Mimo siarczystych mrozów, dbają o to, by na jej grobie wciąż paliły się znicze, jedynie kwiaty zostały czasowo wymienione ze świeżych na sztuczne. Jednak największe wzruszenie wywołuje widok małych figurek zajączków, poustawianych w rządku przy samej tablicy nagrobnej…
Zobacz też:
Mija rok od śmierci Zającówny, a tu taki widok. Na cmentarzu uwagę zwraca jedno
Nie minął nawet rok od śmierci Zającówny, a już takie doniesienia. Nie do wiary
Córka Elżbiety Zającówny zdradziła, jak wyglądały ostatnie chwile aktorki. "Coraz mniej była sobą"








