Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Wiśniewska o poronieniu

"Ten wpis jest dla mnie pewnym, jak ja to nazywam, total opening" - pisze żona lidera Ich Troje. "Straciłam dziecko... Prawie sześciotygodniowego maluszka... Nie ma większego bólu na tym świecie. Organizm był jeszcze za słaby..."

"Mój mąż powiedział, że ono tylko zmieniło datę przybycia... Powinniśmy czekać i uszanować jego decyzję. Dziś maluszek kończy czwarty tydzień, a ja jestem bez wątpienia najszczęśliwszą mamą na świecie :-)"

"Czy się boję?? Jeszcze jak. Gdyby to było możliwe, najchętniej ominęłabym cały drugi miesiąc ciąży i od razu przeszła do trzeciego..."

Ania wspomina także o "cichych dniach", jakie nastąpiły niedawno między nią i Michałem. Sprawa chyba była naprawdę poważna:

"W Biblii jest napisane, że Bóg nigdy nie daje nam więcej, niż zdołalibyśmy unieść. To dało mi pewność, że przejdziemy przez to... oboje."

Reklama

"Mimo że w zeszłym tygodniu nawaliliśmy... oboje. W naszym małżeństwie wyznaczanie sobie wzajemnie granic, w różnych dziedzinach, staje się poważnym przedsięwzięciem militarnym."

"Może to kwestia wieku, że kompromisy dotyczące tego, jacy jesteśmy, przychodzą nam z coraz większym trudem :-)"

Michał czytuje od czasu do czasu komentarze czytelników, jakie pojawiają się pod wpisami. Dziś w nocy nie spodobała mu się wymowa większości z nich i, już po raz drugi, wyłączył możliwość komentowania.

"W związku z tym, że uważacie, że nasze przyszłe dziecko jest fikcją... Blokuję wpisy nieszczerych i nic niewiedzących ludzi. Szkoda. Dajcie tej matce urodzić. W większości na forum szakale" - napisał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »