Reklama

Reklama

Reklama

Wiśnia tęskni za żoną. Ania usuwa tatuaż

Michał Wiśniewski na popularnym "fejsie" publikuje wpisy, sugerujące tęsknotę za żoną Anią, z którą jest w trakcie rozstania. Ta rozważa usunięcie tatuażu z wizerunkiem męża.

"Ania była niesamowitą i nie powtarzalną kobietą, urodzajem raczej była, każdy ją kochał i podziwiał. I teraz jak siedzę i co myślę to wyznam: żałuję, że jej nie ma ale jest tyle pięknych duchowo kobiet na świecie ... WELCOME TO THE LIFE !" (pisownia oryginalna - red.).

Tak Michał na portalu społecznościowym Facebook pisze o swojej żonie, która - jak dowiedział się "Fakt" - postanowiła pozbyć się wszystkich rzeczy związanych z mężem, w tym tatuażu na nodze z jego podobizną, zrobionego dwa lata temu.

"Tatuaż całe życie przypominałby Ani o Michale" - mówi informator tabloidu.

Reklama

Czy Wiśniewska, podobnie jak Radek Majdan - który tatuaż z Dodą na ramieniu po rozwodzie "zakrył" podobizną starego Indianina - zdecyduje się usunąć Michała?

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Anna Świątczak | Michał Wiśniewski | rozstanie

Reklama

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »