Reklama
Reklama

Waldemar Obłoza z "Na Wspólnej" o swoim alkoholizmie: Skrzywdziłem wiele osób

Znany z serialu "Na Wspólnej" Waldemar Obłoza (55 l.) wyznał, że przedwczesna śmierć rodziców sprawiła, że wpadł w szpony alkoholizmu.

Aktor wychował się w domu dziecka, do którego trafił w wieku 6 lat po śmierci matki. Tam przeszedł przez piekło, co miało wpływ na całe jego dorosłe życie.

W serialu TVN Waldemar Obłoza gra byłego alkoholika - w życiu prywatnym 55-latek także zmaga się z chorobą. Czy żałuje, że przyznał się publicznie do swojego problemu?

"Zapewne byłoby trudniej, gdyby kamera towarzyszyła mi w okresie, w którym piłem. Dzisiaj dużo lżej jest opowiadać mi o tym, chociaż to trudny temat. Nie piję już siedemnasty rok i mogę podawać siebie jako przykład zwycięstwa nad nałogiem. Jeśli pomogę choćby jednemu człowiekowi z problemem alkoholowym, będzie to dla mnie świetny wynik. Może chociaż ta jedna osoba zrobi porządek ze swoim życiem, odzyska rodzinę, kontakt z dziećmi i poczuje szczęście" - opowiada Obłoza "Twojemu Imperium".

Reklama

Dodaje, że po tym, jak przyznał się do swojej choroby, jest mu dużo lżej. Wprawdzie już kiedyś "puścił farbę" na ten temat, jednak nigdy nie mówił o tym tak otwarcie, głównie ze względu na dzieci, które chodziły jeszcze do szkoły.

"Nie chciałem, aby natykały się na niewygodne pytania. W tej chwili jestem już wyluzowany, bo dzieci są dorosłe i żyją własnym życiem. To była pewnego rodzaju spowiedź chuligana, bo aniołem nie byłem nigdy" - podkreśla.

"Dom dziecka i zbyt wczesne odejście moich rodziców to były doświadczenia, które dały podłoże chorobie alkoholowej, by rozpanoszyła się we mnie. Nikt mnie nie pilnował, nie miałem żadnych ograniczeń. Gdy zorientowałem się, że alkohol zawładnął mną i przestałem nad tym panować, z wielką pomocą przyszedł mi Piotr Cieplak, ówczesny dyrektor artystyczny Teatru Rozmaitości w Warszawie. Z Bogdanem Słońskim, dyrektorem naczelnym, zaprosili mnie do siebie i oświadczyli mi, że to jest choroba, którą trzeba leczyć". 

Obłoza został wysłany na zwolnienie lekarskie, podczas którego z lekarzami i terapeutami "dobierał się do istoty swojego problemu". Dziś jest wdzięczny swoim dyrektorom, że nie pozbyli się go, a zaoferowali pomoc.

Ubolewa jednak nad tym, że w Polsce alkoholizm nadal traktowany jest po macoszemu, inaczej niż np. za oceanem czy w krajach skandynawskich.

"W Polsce, niestety, nadal panuje ogólnospołeczne przyzwolenie na alkoholizm, bardzo dużo ludzi pije. Ale gdy pozna się życie bez alkoholu, nie chce się już wieść innego. Nie ma co rozpamiętywać przeszłości, ale... trzeba po sobie posprzątać.

Jeśli skrzywdziło się kogoś, należy przeprosić. Ja wielokrotnie przeprosiłem byłą żonę, matkę Igora i Ingi. Dzisiaj mamy świetne relacje. Gdybym za tamtą krzywdę nie przeprosił, czułbym się niespełniony. Moje trzeźwe życie jest piękne i obfituje w profity. Mam fantastyczną żonę, koty i przede wszystkim dzieci, które - mimo usilnego psucia ich życia z mojej strony - nie dały się popsuć, są silnymi osobowościami i moimi przyjaciółmi. Ja naprawdę mam za co dziękować" - kończy.

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Waldemar Obłoza | Na Wspólnej
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Polecamy