Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Villas była bita

Zbigniew Rabiński, organizator koncertów oraz wielbiciel talentu Violetty Villas, wspomina jedno ze spotkań, podczas którego diwa zwierzyła mu się, że jest bita przez swoją opiekunkę Elżbietę Budzyńską.

Mężczyzna w 1991 roku założył studio integracji dla osób niepełnosprawnych. 29 października 2008 r. zorganizował koncert w Toruniu, na który zaprosił Villas.

Reklama

Piosenkarka zjawiła się w kiepskiej formie - miała problemy z chodzeniem, oddychaniem, była także posiniaczona. Kiedy Rabiński został z nią sam na sam (Budzyńska załatwiała w tym czasie sprawy finansowe), diwa wyznała mu, że jest bita.

"Powiedziała, że Ela ją kopnęła. Zdziwiłem się, a ona pokazała mi siniak na nodze. Kulała na lewą nogę. Oficjalnie powiedziała, że upadła" - relacjonuje "SE", dodając, że Violetta miała także siniaki na czole.

Jak mówi, nie pomógł jej, gdyż nie przypuszczał, iż jest aż tak źle. Po jej śmierci jednak skojarzył fakty. Przypomnijmy, że sekcja zwłok artystki wykazała, iż w chwili śmierci miała ona złamaną nogę (świeże złamanie szyjki udowej, które mogło doprowadzić do zatoru tłuszczowego) i nieleczone zapalenie płuc.

Budzyńska twierdziła, że nie zauważyła złamania, gdyż "nie jest cudotwórcą, aby widzieć przez spodnie od dresu".

Reporterzy "Uwagi" ustalili, że w chwili pojawienia się policji w domu Villas, jej opiekunka była pod wpływem alkoholu. Ciało artystki, tylko częściowo ubrane, leżało na kanapie. Jej włosy były krótko ścięte. Wygląd zwłok wskazywał na zaniedbania sanitarne i medyczne.

Co się działo w domu Villas?

Tymczasem fani Violetty, w związku z toczącym się postępowaniem mającym na celu wyjaśnienie okoliczności jej śmierci, zwrócili się z prośbą do Prokuratury Rejonowej w Kłodzku o zabezpieczenie masy spadkowej oraz wyjaśnienie wszelkich okoliczności śmierci piosenkarki i postawienia ewentualnych zarzutów winnym.

Niepokojące informacje, ukazujące się w środkach masowego przekazu o ostatnich chwilach życia artystki, rodzą bowiem podejrzenia o rażących zaniechaniach w opiece nad nią ze strony opiekunki.

"W ostatnich latach byliśmy świadkami niepomyślnych informacji płynących z mediów o grupie osób przebywających w Lewinie Kłodzkim, która wykorzystywała stan psychiczny piosenkarki. Ostatnie publiczne występy Violetty Villas sugerują, że zupełnie nie liczono się z jej stanem zdrowia.

Okoliczności utraty życia budzą wiele niejasności i stawiają wiele pytań, jak wyglądały ostatnie chwile życia artystki.

Istnieje duże ryzyko utraty pamiątek zgromadzonych przez 50 lat pracy artystycznej, przez które wyrażała się osoba i twórczość Violetty Villas. Wierzymy w możliwość ich ocalenia od zagubienia i wyprzedania. Mamy nadzieję na poznanie prawdy i poniesienie odpowiedzialności przez winnych.

Nie możemy pozostawać obojętni wobec legendarnej piosenkarki, której działalność artystyczna na stałe wpisała się w dorobek polskiej kultury" - piszą jej fani na blogu.

Dowiedz się więcej na temat: Violetta Villas

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje