Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Trudny czas Beaty Tadli. "Jej bliscy przyjechali podnieść ją na duchu"

Tegoroczną Wielkanoc Beata Tadla (42 l.) i Jarosław Kret (54 l.) mieli spędzić u jej rodziców. Rozstanie pokrzyżowało te plany. Bliscy Beaty przybyli więc do stolicy.

Gdy mijają się na korytarzach Nova TV, on odwraca głowę i udaje, że jej nie zna... Kiedy spotykają się podczas nagrania programu "24 godziny", starają się ukryć targające nimi emocje, ale to oczywiste, że z miłości łączącej Beatę Tadlę i Jarosława Kreta pozostały tylko zgliszcza. 

Reklama

Jak podał jeden z tabloidów, pogodynek, który nazywał dziennikarkę miłością swego życia, nie pokwapił się nawet, by zabrać z jej domu swoje rzeczy. Zażądał, by nim po nie przyjedzie, spakowała wszystko i... zwróciła mu też pierścionek zaręczynowy. 

Jeszcze kilka tygodni temu Beata nie przypuszczała, że w takiej atmosferze przyjdzie jej spędzić Wielkanoc. Jak udało się dowiedzieć "Na Żywo", planowała, że w święta wraz z ukochanym odwiedzi swoich rodziców w Legnicy. 

- W sytuacji, gdy rozstała się z partnerem, to jej bliscy przyjechali podnieść ją na duchu - twierdzi jej znajoma. 

Rodzice Tadli są ogromnie przejęci kłopotami córki. Ona sama nie ukrywa, jak blisko jest z nimi związana. - Bardzo kocham moich rodziców, są dla mnie najważniejsi na świecie, a ja jestem ich jedynaczką. Teraz szczególnie mnie wspierają i po raz kolejny przekonałam się, że mogę na nich liczyć - powiedziała w rozmowie z "Na Żywo" Tadla. 

Święta w podwarszawskim domu gwiazdy będą więc rodzinne i z pewnością wpłyną na poprawę nastroju dziennikarki. Z odwiedzin dziadków ucieszy się też jej 17-letni syn - Janek. Jak pisano w tygodniku, nastolatek nie miał zbyt dobrych relacji z Kretem i nie rozpacza, że zniknął on z życia jego mamy. 

Biorąca udział w programie "Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami" dziennikarka nie jest zadowolona, że rozpad jej związku odbywa się na forum publicznym. W niedawnej audycji radiowej, co prawda, podziękowała telewidzom za wsparcie, ale dodała: "Nie potrzebuję żadnej litości. Nie litujmy się, oceniajmy tylko moją pracę". 

W ostatnim odcinku tanecznego show widzowie rzeczywiście przestali na nią głosować i była o krok od tego, by odpaść. Czy po Wielkanocy w gronie bliskich znajdzie w sobie więcej motywacji do tańca?

*** 

Zobacz więcej materiałów:


Dowiedz się więcej na temat: Beata Tadla i Jarek Kret

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje