Janusz Józefowicz zdobył się na wyznanie ws. przeszłości. Ludzie nie wiedzieli
Dziś nazwisko Janusza Józefowicza nieodłącznie kojarzone jest ze słynnym musicalem "Metro". Reżyser po latach przyznał, że zrealizowanie widowiska było ogromnym przedsięwzięciem i nie lada wyzwaniem. Praca przy musicalu wymagała dużego wysiłku od wszystkich.
"Myślę, że nikt w historii polskiego teatru nigdy tak ciężko nie pracował, jak my wtedy. Miałem jednak świadomość, że tak musi być, bo inaczej nie przeskoczymy przepaści, która nas dzieliła od naszych rówieśników na West Endzie czy na Broadwayu, którzy mieli szkoły i tradycje, a my nie mieliśmy niczego" - mówił 66-latek w rozmowie z Polskim Radiu RDC.
Teraz reżyser ponownie wrócił wspomnieniami do początków "Metra". Janusz Józefowicz znienacka potwierdził gorzkie doniesienia.
Nikt nie wiedział, jak powstawało "Metro". Józefowicz mówi wprost
W rozmowie z Marzeną Rogalską w ramach emitowanego w Radiu Złote Przeboje cyklu "Weekend jak marzenie", reżyser wyznał:
"'Metro' wypełnia widocznie jakąś niszę w ofercie teatralno-koncertowej. Jest zjawiskiem już właściwie legendarnym, można powiedzieć. (…) To wszystko było w Polsce po raz pierwszy wtedy. Nikt czegoś takiego wcześniej nie robił".
Reżyser przyznał także, że praca kosztowała go wiele emocji, a na planie trzeba było spędzać długie godziny. Aktorom trudno było przyzwyczaić się do takiego trybu. Niektórym przeszkadzał nawet wiek osób występujących w musicali. Problemem miał być ich brak doświadczenia i wyrobionego nazwiska w branży.
"Pamiętam, że te garderobiany w Teatrze Dramatycznym nie mogły się z tym zgodzić, że tu, na tym fotelu, siedział pan mistrz Łomnicki, a tu nagle jakiś chłopiec. Skandal, koniec świata. Nikt wcześniej na scenę nie wpuścił tak młodych ludzi. Trzeba było skończyć szkołę, mieć dyplom, odsiedzieć swojej w garderobie, poczekać, aż starsza koleżanka zachoruje i ewentualnie wtedy wejść w zastępstwo" - mówił mąż Nataszy Urbańskiej.
Janusz Józefowicz zaskoczył mocnym wyzwaniem. "Nie mogę na to patrzeć"
Sam także miał trudne momenty. Najgorszy był dla niego powrót do kraju. Janusz Józefowicz nie mógł przewidzieć, co zastanie na miejscu. Tego było już za wiele:
"Kiedyś wyjechałem na dłużej z Polski, bo robiłem coś za granicą i wróciłem po chyba dwóch czy trzech miesiącach, to myślałem, że zamknę teatr, jak zobaczyłem to, co oni wyprawiają na tej scenie. Niestety. (…) Każdy człowiek jest z natury leniwy. Jak nie musi czegoś rzeczywiście zrobić na stówę, to zrobi na 90 procent. A jak 30 osób zrobi coś na 90 procent, to już się czuje. (…) Jest wiele teatrów, gdzie ja wchodzę i wychodzę po pół godzinie, bo nie mogę na to patrzeć" - podsumował gorzko.
ZOBACZ TAKŻE:
Janusz Józefowicz po latach potwierdził gorzkie doniesienia. "Przegapiłem moment"
Syn Józefowicza potwierdził ponure doniesienia. "To dla mnie wstydliwe"








