Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Sylwester Maciejewski popadł w ogromne długi i brakowało mu pieniędzy na życie. Stracił nadzieję

Sylwester Maciejewski (61 l.) przeżył wiele. W najtrudniejszych momentach, a w jego życiu było takich sporo, powtarzał sobie – jak w piosence Jerzego Stuhra – że nie ma takiej rury, której nie można odetkać. W końcu podziałało!

Zanim poznał smak sukcesu, wiedział dobrze, co znaczy gorycz porażki. Przez wiele lat Sylwester Maciejewski grał tylko na scenach teatru, role za marne grosze, marząc skrycie, by jakiś producent docenił go wreszcie i nagrodził dobrą rolą w serialu.  

Reklama

Nie miał pieniędzy, by zapłacić czynsz, rachunki za gaz i prąd. To były dla niego ciężkie czasy, z trudem wiązał wtedy koniec z końcem. Zdarzało się, że bieda zaglądała mu w oczy. Zastanawiał się nawet, czy dalsze trwanie w zawodzie ma sens. 

Dla aktora nie ma chyba nic gorszego niż bycie anonimowym i nierozpoznawalnym. Stracił już nadzieję, że zły los się odwróci. A gdy zaczął popadać w długi i brakowało mu pieniędzy na zapłacenie czynszu i rachunków, zaczął szukać nowego pomysłu na życie. Bardziej konkretnego niż sztuka, która jest niezwykle kapryśną materią. 

W Polsce zaczynał się kapitalizm, pomyślał więc, że może warto zainteresować się biznesem. Spróbował. Zatrudnił się jako akwizytor zabawek, potem wina, w końcu odkurzaczy.  

- Po tym wszystkim przekonałem się, że do żadnego biznesu się nie nadaję - opowiada Maciejewski. 

Wrócił do aktorstwa i postanowił, że będzie próbował tak długo, aż się uda! Determinacji nie można było mu odmówić, wiele razy i często bez powodzenia podchodził do castingów, zanim doczekał się roli Macieja Solejuka, jednej z najbardziej charakterystycznych w serialu "Ranczo". To był przełom w życiu.

- Od tamtego momentu moja kariera ruszyła z kopyta. Mam coraz więcej ciekawych propozycji pracy i coraz bardziej mnie ta praca bawi - zapewnia aktor.  

Z graną przez siebie postacią aktor ma niewiele wspólnego. Solejuk woli pić Mamrota z kolegami niż zająć się rodziną, co dla mężczyzny jest niepojęte. Dom i najbliżsi zawsze będą na pierwszym miejscu, a picia alkoholu odmawia, nawet jeśli częstują go wierni fani serialu. Jego dumą jest jedyna córka Milena, która wybrała studia w dziedzinie zarządzania.  

- Moje uzależnienie? Od pracy, ale jednak przede wszystkim od rodziny - przyznaje Maciejewski.  

Z pomocą bliskich ukochana żona stawiła czoło chorobie. Jako głowa rodziny aktor sprawdził się w najtrudniejszym momencie, gdy u jego żony wykryto chorobę nowotworową. Dla Barbary, tancerki, niegdyś pierwszej solistki zespołu baletowego Teatru Wielkiego, miłość i wsparcie męża było dodatkową motywacją, dzięki której odważnie stawiła czoła chorobie.  

Walka szczęśliwie okazała się zwycięska, w rodzinnym życiu pana Sylwestra znowu zapanował spokój i harmonia. Mieszkają w mieszkaniu na warszawskiej Chomiczówce, ale marzy o tym, by kupić ziemię, gdzieś na prowincji stworzyć siedlisko Maciejewskich.  

- Muszę jeszcze trochę pieniędzy uskładać, żeby zrobić sobie tam mój prywatny dom starców. Marzy mi się stara góralska chałupa - rozmarza się. Dotychczasowe marzenia się spełniały. I z tym pewnie nie będzie inaczej...

***
Zobacz więcej materiałów

Dowiedz się więcej na temat: Sylwester Maciejewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje