Przejdź na stronę główną Interia.pl

Sharon Stone: Trudna droga na szczyt!

Sharon Stone w marcu skończyła 60 lat. Jak zapewnia, nigdy wcześniej nie czuła się tak szczęśliwa. Los rzeczywiście jej nie oszczędzał...

Miała czy nie miała? Brawurowe przesłuchanie w filmie „Nagi instynkt” nie przestaje przyprawiać kinomanów o wypieki. 

Reklama

"Będę musiała o bieliźnie opowiadać chyba i po osiemdziesiątce" – śmieje się Sharon Stone.

Chociaż na planie filmowym ćwierć wieku temu nie było jej do śmiechu. Bo odpowiedź brzmi: – Nie miała. 

Najsłynniejszą scenę lat 90. ubiegłego wieku nakręcono podstępem. Reżyser filmu Paul Verhoeven sam najwyraźniej był obdarzony zdolnościami aktorskimi. 

"Sharon, twoja biała bielizna odbija światło do kamery, czy mogłabyś ją zdjąć?" – westchnął dramatycznie.

I zapewnił, że strategiczne miejsce pozostanie ukryte w cieniu.

Latami była niewolnicą jednej roli

Dopiero podczas próbnego pokazu Stone zorientowała się, dlaczego rolę psychopatycznej pisarki odrzucił przed nią cały korowód fantastycznych aktorek: Kim Basinger, Julia Roberts, Meg Ryan, Michelle Pfeiffer…

Dała Verhoevenowi w twarz i wyszła. Co nie znaczy, że nie była zadowolona z efektu swojej pracy.

"W tej scenie byłam naprawdę świetna. I to nie dlatego, że ludzie zajrzeli mi pod sukienkę. Gdyby chodziło tylko o to, nie zapamiętaliby mojego imienia. A zapamiętali! Chciałoby się powiedzieć – nareszcie!" - podsumowuje.

„Nagi instynkt” był 23 produkcją w karierze 34-letniej wtedy aktorki. Jednocześnie trampoliną do kariery i powrozem, który latami trzymał ją w miejscu.

Po międzynarodowym sukcesie filmu, Stone stała się synonimem chłodnego, jak szpikulec do lodu, erotyzmu. 

"Po tym filmie wszyscy pomyśleli – aha!, oto kim ona jest! Tymczasem była to daleka wyprawa poza moje prawdziwe ja" - mówiła Stone.

Po filmie, który nawiasem mówiąc, okazał się kasowy, jej kariera przerodziła się w egzotyczny przekładaniec nominacji do Złotych Globów (trzy) i Złotych Malin (dziesięć, z czego trzy „wygrane”!). Z jedną nominacją do Oscara za „Kasyno” na osłodę.

Latami była niewolnicą jednej roli, a okupione coraz większą frustracją próby wyjścia poza zmysłowy wizerunek przykleiły jej tylko łatkę agresywnej i aroganckiej aktorki.

Gdy po raz pierwszy zgłosiła wytwórni chęć reżyserowania, producenci tylko parsknęli śmiechem.

Dopiero niedawno zaproponowali cztery, może pięć milionów na „jej” film. W Fabryce Snów to głodowy budżet. 

"Serio? Melowi Gibsonowi przed reżyserskim debiutem też zaproponowalibyście 4 miliony na 'Braveheart'?” – denerwowała się Stone. 

"Gdy jesteś kobietą, sugerują ci, byś zrobiła film bez pieniędzy. Gdy mężczyzną – rzucają się, by cię sfinansować" – gorzko konkluduje.

Jak sama mówi, nie ma takiego świństwa, którego by nie doświadczyła w Hollywood. Gdy na fali ostatnich skandali obyczajowych dziennikarka zapytała ją, czy „kiedykolwiek postawiono ją w niekomfortowej pozycji”, wybuchnęła śmiechem.

"Jestem w tym biznesie od 40 lat. Macie jakieś wyobrażenie, jak to było 40 lat temu? Z moją śliczną buzią, z moim prowincjonalnym rodowodem? Nie miałam żadnej protekcji. Zaznałam wszystkiego" – odpowiedziała.

Razem z mamą kończyła liceum 

Rodzice mogli jej udzielić wyłącznie duchowego wsparcia. Rodzina Sharon pochodziła z biednej, robotniczej Pensylwanii. Jej rodzice dorastali w czasach Wielkiego Kryzysu. Oboje zostali oddani do pracy jako kilkuletnie dzieci. Nie skończyli żadnych szkół. Byli nastolatkami, gdy już mieli własne dzieci.

Dopiero gdy Sharon i trójka jej rodzeństwa podrosła, byli w stanie nadrobić braki w edukacji. Sharon kończyła liceum razem z mamą. Ojciec w tym czasie zdobywał umiejętności metalurga i odlewnika. 

"Tato wyglądał jak Schwarzenegger – jego przedramię było grubości uda normalnego człowieka" – wspomina z czułością.

Sama Sharon również wybrała pracę zamiast edukacji i dopiero 2 lata temu znalazła czas, by dokończyć studia. Chociaż wyróżniała się nieprzeciętną inteligencją jako 7-latka zdobyła niesamowite 154 punkty w teście IQ, a do college’u poszła jako 15-latka, po sukcesie w lokalnym konkursie piękności zdecydowała się na karierę modelki.

Prestiżowa agencja Ford wysłała ją jako nastolatkę do Mediolanu, później Paryża.

"Byłam zahukaną dziewczyną z Pensylwanii, której ktoś chwilę wcześniej powiedział, że nie nadaje się na wybieg, ale jest wystarczająco fotogeniczna, żeby – być może – robić dobre wrażenie na okładkach magazynów mody. Nie byłam seksbombą. Wyglądałam za to, jakbym była pewna siebie i to nadało sens mojej karierze" – mówi. 

Modeling rzuciła jednak na rzecz Hollywood i dopiero jako aktorka, grubo po trzydziestce zdobiła okładki. Kilka lat temu, po dłuższej przerwie, znów zaczęła się na nich pojawiać.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z przyczyny jej zniknięcia. 17 lat temu, Stone miała 43 lata, doznała rozległego wylewu, który cudem przeżyła. 

Krwawienie do mózgu mogło już trwać nawet 10 dni, gdy zorientowała się, że coś jest naprawdę nie tak.

Do tamtej pory czuła się przecież doskonale, odżywiała zdrowo i właśnie trenowała do charytatywnego maratonu.

Od 3 lat była żoną telewizyjnego producenta Phila Bronsteina. Od roku – matką adoptowanego syna, Roana. 

Gdy w końcu wylądowała na pogotowiu, lekarze powiedzieli tylko, by natychmiast skontaktowała się z najbliższymi, zaraz może stracić mowę. 

Nie wspomnieli, że jej szanse na przeżycie wynosiły około 5 procent. 

O tym Sharon dowiedziała się już po operacji wszczepienia 22 platynowych pierścieni wspierających tętnicę u podstawy jej czaszki.

Pierwszy etap rehabilitacji zajął jej 3 lata. Kolejne trwają do dziś. Stone musiała na nowo nauczyć się chodzić, mówić, czytać.

W tym czasie wspierała ją tylko rodzina. Pierwsze skreśliło ją Hollywood, zaraz potem mąż. Zanim jeszcze doszła do siebie, musiała podjąć walkę o opiekę nad synem. Sąd z początku wykluczył, by kiedykolwiek miała w wystarczającym stopniu odzyskać samodzielność.

Gdy wydawało się już, że wszystko będzie dobrze, a Sharon w 2004 i 2005 roku adoptowała kolejnych dwóch chłopców, gruchnęła kolejna wieść – u jej ojca wykryto raka z trzema procentami szans na przeżycie.

Zwycięska walka z chorobą trwała kilka lat, które Stone wykorzystała na wyprostowanie rodzinnych relacji. Mimo wszystko mówi, że dziś czuje się szczęśliwsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Starość? Nie boję się. Znam gorsze stany

"Kiedy przeszło się przez tyle, co ja, codzienne kłopoty stają się dziecinną igraszką" – uśmiecha się.

"Większość rzeczy przyjmuję z obojętnym spokojem. Czy jeszcze kiedyś zagram? Co za różnica! I właśnie to nastawienie sprawia, że mogę się ekscytować każdą kolejną rolą" – wyznaje.

To samo ze starzenie.

"Nie boję się go, bo wiem już, jak wygląda alternatywa" – mówi. 

Kilka tygodni temu świętowała 60. urodziny, co nie przeszkadza jej widywać się z dużo młodszym mężczyzną i pozować „Vanity Fair” w czarnej, koronkowej bieliźnie. Krytycy zachwycają się jej pierwszoplanową kreacją w serialu HBO „Mozaika”. 

Wróciła!

Dowiedz się więcej na temat: Sharon Stone

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje