Przejdź na stronę główną Interia.pl

Robert Korzeniowski układa sobie życie na nowo. Ale czeka go jeszcze rozwód...

Kiedy kilka tygodni temu Robert Korzeniowski (50 l.) wyprowadził się z domu, Magdalena (44 l.) była zdruzgotana. Zwłaszcza że mąż wyznał jej, że odchodzi do młodszej kobiety.

Upalny sierpniowy dzień. Na jednej z warszawskich ulic parkują dwa samochody. Z jednego wysiada Magdalena Kłys. Z drugiego Robert Korzeniowski i ich synek Franciszek (7 l.). Mama szybko prowadzi chłopca do swojego auta. Sportowiec wyjmuje z bagażnika rzeczy synka, po czym wkłada je do tego należącego do jego żony.

Reklama

Małżonkowie wykonują czynności w kompletnej ciszy. Nawet nie patrzą na siebie. W końcu chodziarz wsiada do auta i odjeżdża. Aż trudno uwierzyć, że tak zachowują się ludzie, którzy jeszcze kilka miesięcy temu tworzyli rodzinę.

Poznali się osiem lat temu na safari w Kenii, które zorganizowała prawniczka. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie zamierzali walczyć z uczuciami, choć zdawali sobie sprawę z tego, iż stworzenie przez nich rodziny nie będzie możliwe bez krzywdzenia bliskich chodziarza.

Robert wtedy od 20 lat był mężem Agnieszki Korzeniowskiej (48 l.). Para wychowywała też dwie córki - Angelikę (26 l.) i Rozalię (14 l.). Jednak sportowiec nie wyobrażał sobie, żeby Boże Narodzenie w 2010 r. mógł spędzić bez Magdy. Zwłaszcza że tuż po Nowym Roku na świat miał przyjść owoc ich miłości - Franciszek.

- Wiem, że i tak jesteśmy ze sobą złączeni do końca życia, bo mamy dzieci, ale wybaczyć drugiej osobie ból, jaki zadała, to jest bardzo trudne - stwierdziła wtedy Agnieszka w jednym z wywiadów.

Kolejne lata dla Roberta i Magdy miały być początkiem reszty szczęśliwego życia. Pięć lat temu zostali mężem i żoną. Ich dni toczyły się swoim rytmem aż do dramatycznego momentu, kiedy półtora roku temu wybuchł pożar w mieszkaniu pary.Wtedy sportowiec nie szczędził czułych słów pod adresem żony, która najpierw uratowała ich syna z płomieni, a następnie rzuciła się gasić ogień, ulegając poważnemu poparzeniu dróg oddechowych.

- Dzięki bohaterskiej postawie mojej żony Magdy nie doszło do tragedii. Dzisiaj najważniejsze dla mnie jest to, że nic już nie zagraża moim najbliższym, a sytuacja jest opanowana - pisał chodziarz w internecie.

Niestety, już kilka miesięcy później zaczął znikać z domu. Atmosfera wzajemnych oskarżeń narastała między małżonkami. W końcu, na początku roku, Robert wyprowadził się. - To nie jest tak, że coś się dzieje przypadkowo - komentował ten fakt.

Co stało za decyzją sportowca? Okazało się, że już kilka miesięcy wcześniej stracił głowę dla swojej menadżerki 34-letniej Justyny. W tej sytuacji Magdalena zamierza jak najszybciej przeprowadzić rozwód.

- On nie będzie miał łatwo na sali sądowej. Zwłaszcza że zostawił rodzinę i odszedł do innej. Magda będzie żądała orzeczenia o wyłącznej winie męża - zdradza "Na Żywo" znajomy pary.

To z kolei może oznaczać kłopoty sportowca, który zobowiązany jest płacić alimenty na młodszą córkę z pierwszego małżeństwa. Kolejne zostaną mu przyznane na Franciszka. Wsparcia finansowego ma prawo domagać się również sama Magdalena.

Jednak bez względu na wszelkie konsekwencje Robert wydaje się szczęśliwy, że ma szansę od nowa ułożyć sobie życie. Czy trzeci związek okaże się trwały?

*** 
Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Robert Korzeniowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje