Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Patryk Vega: Jestem reżyserem pana Boga

Nowy film Patryka Vegi "Plagi Breslau" ma być jego najbardziej bezkompromisowym dziełem. Grająca główną rolę Małgorzata Kożuchowska pojawia się tam odmieniona. Jest wulgarna, przeklina i w niczym nie przypomina ułożonej Hanki Mostowiak. Sam reżyser przyznaje, że to jego najważniejszy film będący ukoronowaniem niebywałej metamorfozy duchowej.

Kiedy jego żona szła na mszę do kościoła, on czekał na nią w aucie przed świątynią, słuchając głośno muzyki. - Gdy chrzciliśmy dziecko, to się w zasadzie śmiałem z tego chrztu - wyznaje Patryk Vega (41 l.). Wydawało mu się, że o wszystko może zadbać sam.

Reklama

Od najmłodszych lat nauczony był, że może liczyć głównie na siebie. Wychowywała go tylko matka. Jego ojciec wyjechał do Stanów Zjednoczonych za chlebem, kiedy syn miał kilka miesięcy. Nigdy nie wrócił. Ta trauma zaważyła na całym jego życiu.

- Nie miałem męskiego wzorca w domu. Przez długi czas próbowałem udowodnić sobie, że jestem prawdziwym facetem - opowiadał.

Jako nastolatek wdawał się w bijatyki, zaczął obracać się w półświatku, sprzedawać narkotyki. Wpadł też w szpony nałogu.

- Od piętnastego roku życia przez piętnaście lat non stop piłem alkohol. Budziłem się i zaczynałem dzień od wypicia duszkiem 375 ml koniaku - wspomina.

Do tego doszło uzależnienie od narkotyków. Zażywał kokainę, palił jointy, brał psychotropy. Zaczął się kompulsywnie objadać.

- Ważyłem 132 kilogramy i zmierzałem prosto do zawału w wieku 32 lat - podsumowuje.

Mimo tego że dość wcześnie zaczął odnosić sukcesy jako reżyser, nie czuł się spełniony. Poszukując pomocy, wiele razy błądził. Odpowiedzi na dręczące pytania szukał w religiach Wschodu, odwiedzał bioenergoterapeutów i wróżki. W końcu się jednak opamiętał.

Powoli zaczął pozbywać się swoich nałogów. Początkowo uważał, że to dzięki własnej silnej woli uporał się z problemami. Dziś jednak wie, że była to ręka Opatrzności.

- Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć inaczej niż ingerencją Pana Boga. To wszystko wydarzyło się w ciągu ośmiu miesięcy, chociaż wcześniej nie byłem w stanie sobie z tym poradzić przez wiele lat - wyznaje Vega.

Kluczowym momentem w jego życiu był wypadek samochodowy, który przeżył kilka lat temu. Reżyser jechał na wigilię do Radomia z żoną i z córeczką. Na oblodzonej drodze wpadł w poślizg. Rozpędzony terenowy mercedes uderzył czołowo w pędzące z naprzeciwka infiniti.

Podwozie potężnego auta rozpadło się na pół. Choć wyglądało to groźnie, wszyscy wyszli z kraksy cało. Dzięki temu doświadczeniu na dobre wrócił na ścieżkę wiary.

- Uświadomiłem sobie, że nie jestem w stanie stworzyć sytuacji, w której się zabezpieczę. Nawet jeśli sobie ustawię kwestie materialne w życiu, to i tak w ciągu ułamka sekundy mogę stracić wszystko. Bezpieczeństwo to nie jest kasa, tylko polega ono na relacji z Bogiem - mówi.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje