Początki kariery Ewy Bem sięgają 1969 roku, gdy związała się z Grupą Bluesową Stodoła. Jednak, jak sama przyznaje, nie od razu była pewna, że pójdzie w kierunku muzyki.
Ewa Bem miała własne plany na przyszłość
Chociaż Bem wychowała się w artystycznej rodzinie: jej tata był pianistą, jeden z braci został perkusistą i kompozytorem, a drugi realizatorem dźwięku, mama wciąż miała nadzieję, że zainteresuje jedyną córkę studiami prawniczymi.
Ewa Bem nigdy nie ukrywała, że mama wymarzyła dla niej karierę adwokacką, zaś ona sama planowała zostać aktorką. I prawie jej się udało. Jak wspomina w wywiadzie dla Radia Pogoda:
"Bardzo chciałam być aktorką i zdawałam do Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, przeszłam przez dwa pierwsze sita. Wykruszyłam się, ponieważ padło podejrzenie, że ja jestem tam w jakimś sensie przez kogoś protegowana. A moja 17-letnia dusza była tak czysta i w ogóle tak radykalna, że nie mogłam dopuścić do siebie czegoś podobnego. I powiedziałam: a, jak to tak jest, to ja to zostawiam. Żałować nie żałuję, ale bardzo cenię sobie aktorstwo, zwłaszcza dobre, ogromnie cenię tych ludzi".
Ewa Bem nie dostała się do PWST, ale i tak zagrała
Po tym, gdy Ewa Bem obraziła się na warszawską PWST do tego stopnia, że nie chciała mieć już z nią nic wspólnego, wybór muzyki jako ścieżki kariery stał się całkowicie oczywisty.
Jednak wokalistka, nazywana pierwszą damą polskiego jazzu i porównywana do Elli Fitzgerald, nie zapomniała o swoich młodzieńczych marzeniach. Gdy tylko pojawiła się szansa, by wystąpić na teatralnych deskach, nie zastanawiała się długo. Jak wspomina w wywiadzie:
"Za dyrektora Hanuszkiewicza w teatrze poznałam mnóstwo przyjaznych mi osób: Bożenkę Dykiel, Zborowskiego Wiktorka, Emiliana Kamińskiego. W garderobie siedziałam z Grażką Łobaszewską, Agnieszką Fatygą i chyba jeszcze Sławką Łozińską, to wszystko kumpele były moje".
Ewa Bem: tak znalazła się, cała w błocie, na planie "Misia"
Niezapomnianą rolę w kultowym "Misiu" Stanisława Barei Ewa Bem dostała w zasadzie przez przypadek. Początkowo miała tylko nagrać piosenkę, która wybrzmiewa w finałowej scenie. Jak wspomina artystka w Radiu Pogoda:
"Zostałam poproszona, żeby nagrać prześliczną pastorałkę do tekstu Stasia Tyma. No, ja nagrałam, a oni potem się zgłosili, że skoro nagrałam, to czy bym ewentualnie pod kamerę nie zagrała tej matki, co śpiewa tę pastorałkę".
Bem, jak sama przyznaje, nie miała pojęcia, o czym jest film i na czym polega jego nietypowość, więc współscenarzysta i odtwórca głównej roli, Stanisław Tym próbował jej wszystko wytłumaczyć podczas drogi nas plan. Jak ujawniła wokalistka, słabo mu to wyszło:
"Staś siedział w kufajce i kaloszach i tłumaczył mi, o co chodzi w tym "Misiu", nic kompletnie nie zrozumiałam. I jest taka sytuacja, że tu będzie leciał ten miś na linie, urwie się i runie w jezioro przed tobą właśnie i trzeba ci chlusnąć spod kamery wiadrem z błotem i tą słomą, czy się zgadzasz? W ten sposób weszłam do filmu, o którym nic nie wiedziałam, nie rozumiałam tego w ogóle. Dopiero dwa, trzy lata później dowiedziałam się, że zagrałam w filmie kultowym, nawet rodzina zaczęła na mnie inaczej patrzeć".
Zobacz też:
Ewa Bem znienacka zażartowała z koleżanki po fachu. "Gdzie byście to pomieścili?"
Chwila wzruszenia w Opolu. Ewa Bem zwróciła się do fanów, emocje wzięły górę
Mann nagle ujawnił prawdę o Ewie Bem. Ich pierwsze spotkanie nie było miłe








