Richardson nie daje sobie w kaszę dmuchać. Tego nie mogła przemilczeć
Monika Richardson wielokrotnie pojawiała się w polskich sądach i to zarówno zarówno w charakterze pozywającej, jak i oskarżonej.
Kilka lat temu wygrała ze swoim bankiem, ale i przegrała z byłą żoną swojego ówczesnego męża, Aleksandrą Justą. We wrześniu ubiegłego roku media huczały z kolei o pozwie, który wnieśli przeciwko gwieździe... weterynarze. Wszystko to z uwagi na jej zarzuty wobec przedstawicieli tego zawodu.
Od dłuższego czasu prezenterka walczyła też o swoje z Super Expressem, który opublikował kiedyś w sieci i przedrukował prześmiewczy artykuł na temat Richardson i jej wspomnianego byłego partnera, Zbigniewa Zamachowskiego.
Dopiero teraz, po sześciu latach od zdarzenia, sprawa znalazła swój finał. Dziennikarka ma powody do zadowolenia.
Monika Richardson w końcu się doczekała. Właśnie z dumą ogłosiła: "Wygrałam"
W niedzielny wieczór Richardson podzieliła się w mediach społecznościowych radosną informacją. Teraz wreszcie może spać spokojnie.
"Dzisiaj dobra wiadomość. Wygrałam sprawę przeciw Super Expressowi. Sześć lat temu podpisany pod zdjęciem pan wlazł na rympał do uzdrowiskowego hotelu (...) i zrobił z ukrycia relację foto i wideo, którą następnie sprzedał do Super Expressu. Gazeta dopisała do tych zdjęć bzdurny, poniżający dla mojego byłego męża i dla mnie tekst i opublikowała w formie papierowej i na swojej stronie. Dzisiaj, po wyroku sądu apelacyjnego, na moje konto wpłynęło 15 tys. złotych (...)" - napisała 53-latka, jednocześnie dziękując swoim przedstawicielom prawnym za ich pracę.
Dla gwiazdy to jednak nie ta kwota jest najważniejsza, a sam fakt postawienia mediom granicy i udowodnienia, że nie można bezkarnie pisać o znanych osobach wszystkiego, co tylko przyjdzie komuś do głowy.
"Kasy niedużo, powiecie. Być może, ale tu nie tylko o pieniądze chodzi. Raczej o (...) [pokazanie - przyp. aut.] tabloidowej polityki ośmieszania osób publicznych, które o swoje celebryctwo nie zabiegały i dla których ta źle pojęta sława jest wyłącznie wynikiem wykonywanego zawodu" - dodała.
Monika Richardson triumfuje w sądzie. Na jej konto wpłynęła niezła sumka
Richardson zauważyła, że decyzja sądu zapadła już w zupełnie innych czasach, choć od początku procesu minęło - ledwie i aż - sześć lat. Nie da się ukryć, że obecnie media są zdecydowanie bardziej ostrożne.
"Dzisiaj krajobraz medialny jest już zupełnie inny. Rozstałam się z mężem (...), a i tabloidy przestały z takim zacięciem niszczyć ludzi, bo im się to po prostu nie opłaca" - skomentowała.
Co ciekawe, sprawa ta stała się dla niej przyczynkiem do refleksji na temat blasków i cieni sławy jako takiej. Jej własne doświadczenie to dobra lekcja dla pragnących popularności.
"Publikuję tę informację bardziej ku przestrodze dla wszystkich moich młodszych kolegów i koleżanek, którzy marzą o sławie. Nie warto. Na pewno zaś warto odnaleźć w życiu to, co się kocha. Wtedy nawet duża popularność nie przeszkodzi nam w samorealizacji. Powodzenia!" - podsumowała.
Zobacz też:
Najpierw wiele gorzkich słów, a teraz to. Monika Richardson ma radę na Nowy Rok
Monika Richardson bez ogródek o powrocie lubianego show. To rozwiewa wszelkie wątpliwości








