Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Monika Jaskólska zainicjowała akcję "maluch dla Toma Hanksa". Sama popadła w długi

Ma trójkę dzieci, własną firmę i nie boi się żadnych wyzwań. Wkrótce leci za ocean, by poznać gwiazdę kina. Nie zawsze jednak jej życie wyglądało tak kolorowo...

Monika Jaskólska z Bielska-Białej w tym roku na urodziny dostała wyjątkowy prezent. W załączniku maila od menedżerki amerykańskiego aktora Toma Hanksa był nakręcony komórką film. Gwiazdor osobiście składał jej życzenia. Co więcej - na zakończenie zaśpiewał Monice: "Sto lat".

Reklama

Po obejrzeniu nagrania nie mogła zasnąć do rana. Z aktorem połączyła ją miłość do... Fiata 126p. Ten niewielki samochodzik jest dumą Bielska-Białej. Pierwsze "maluchy" zjechały z taśmy Fabryki Samochodów Małolitrażowych w 1973 roku, ale 27 lat później produkcję zakończono i coraz rzadziej można je zobaczyć na europejskich ulicach.

Śmieszne małe autko wzbudziło zainteresowanie Toma Hanksa. Wypatrzył je w Budapeszcie, przy okazji kręcenia zdjęć do filmu "Inferno". Uwiecznił się przy pojeździe, a potem wrzucił zdjęcie na swój profil na portalu społecznościowym. Zaczęło robić furorę.

Dostrzegła ją też Monika Jaskólska, wielka fanka amerykańskiego aktora i filmów z jego udziałem. − Przez moment byłam zła, nie wiedziałam czy auto mu się podoba, czy też kpi sobie z naszych samochodów − przyznaje. Ale szybko doszła do wniosku, że to dobra okazja, by o jej ukochanym mieście zrobiło się głośno.

− Wymyśliłam, że zbierzemy pieniądze, kupimy i wyremontujemy fiata 126p dla Toma Hanksa − śmieje się.

Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Ludzie chętnie wrzucali pieniądze do puszki. Sportowiec i przedsiębiorca Rafał Sonik pokrył koszt zakupu samochodu i jego ubezpieczenia. Okazało się też, że fiacik za darmo poleci za ocean samolotem LOT-u.

Monika postanowiła zatem, że każda ofiarowana na ten cel złotówka trafi w zamian na potrzeby bielskiego Szpitala Pediatrycznego im. Janusza Korczaka.

Razem dla dzieci

To jej kolejna zbiórka na rzecz placówki, jedynego dziecięcego szpitala w tym regionie. Co roku przewija się przez niego 5,5 tysiąca pacjentów. Bielszczanka jest mamą trójki dzieci. 6-letniej Basi i młodszych od niej o 2,5 roku bliźniaków: Jasia i Hani. Przyszli na świat zbyt wcześnie, trzeba było na nich chuchać i dmuchać. Dwa lata temu Hania złapała rotawirusa, strasznie wymiotowała. Taki szkrab może się w każdej chwili odwodnić, więc dziewczynka trafiła do szpitala. Mama czuwała przy niej non-stop.

− Brakowało łóżek dla rodziców przebywających ze swoimi dziećmi. Od razu to zauważyłam − wspomina Monika. Postanowiła działać i rozpoczęła zbiórkę na ich zakup. "Nie wypada nie pomagać", takie było hasło wymyślonej przez nią akcji. Zorganizowała wtedy wielki bal, na którym zagrał zespół Feel. Dzięki licytacji podarowanych rzeczy udało się zebrać 21 tysięcy złotych. Na konto fundacji "Razem dla Dzieci" wpłynęło w sumie ponad 47 tysięcy zł i to był ogromny sukces. Kupili nie tylko łóżka. Monika Jaskólska kontynuuje swój projekt.

Ufała mu jak bratu

Trzy miesiące temu w hotelu Klimczok w Szczyrku odbył się już trzeci bal na rzecz bielskiego szpitala. Tym razem kwestowano, by wyposażyć oddział psychiatryczny dla małych pacjentów. Wszyscy wierzą, że uda jej się zebrać potrzebne pieniądze. Jest bardzo operatywna i ma dobry kontakt z ludźmi. Nie wyobraża sobie pracy za biurkiem, choć jest ekonomistką. Wychowała się na bielskim blokowisku, osiedlu Wojska Polskiego. W dzieciństwie marzyła o szkole baletowej. Świetnie tańczyła, występowała w grupie tańca nowoczesnego "Hulanka". Z jej planów jednak nic nie wyszło.

Po szkole została przedstawicielem handlowym, a potem menedżerem regionu wielkiej odzieżowej marki. Wtedy pojawił się pomysł na własny biznes. Przyjaciel namówił ją na prowadzenie sieci z ekskluzywną odzieżą męską w centrach handlowych. Ufała mu jak bratu. Wzięła kredyt, w pracy dawała z siebie wszystko. Otworzyła pięć sklepów, ale okazało się, że wspólnik dbał głównie o swoje interesy. Towaru nie starczało, cały asortyment trafiał na jego półki. − Nie miałam czym handlować, a galerie chciały pieniędzy, pracownicy też, więc szybko wpadłam w długi − opowiada.

Była przerażona, czuła się oszukana. Na jednym ze spotkań spytano ją, co zamierza sprzedawać. Chcąc zyskać na czasie, powiedziała, że będzie miała... swoją markę. Gdy wracała z Warszawy zadzwonił do niej mąż. Spytał, jak poszło. Powiedziała mu, że znalazła rozwiązanie: będą szyć i sprzedawać własne ubrania.

Wzięła kolejne kredyty i zaczęła jeździć od szwalni do szwalni w całej Polsce. Całe dnie spędzała w drodze, ale dopięła swego. Tak powstała jej firma. − Od imion mojego syna. On jest Jan Fryderyk − wyjaśnia. Dziś na parterze jej domu w bielskim Lipniku szyte są modne garnitury, koszule i smokingi. Powstają z polskich tkanin najlepszej jakości.

− Cieszę się, że coraz więcej panów sięga po moje projekty − mówi z dumą Monika Jaskólska. Pracuje intensywnie, czasem po osiemnaście godzin dziennie. W tym czasie zajmuje się też dziećmi - nie zatrudnia niani. Od pięciu lat nie miała urlopu dłuższego niż trzy dni. Ostatnio stara się jednak wykroić w napiętym grafiku choć chwilę dla siebie. W tym czasie szlifuje angielski. Przygotowuje się bowiem do przygody życia - spotkania ze swoim idolem Tomem Hanksem.

Dziewiątego lipca w bielskiej galerii Gemini Park odsłonięty został odremontowany dla aktora maluch. Gwiazdor zaprosił też Monikę za ocean − Razem przekręcimy kluczyk w samochodzie − zaproponował. Gdy Tom dowiedział się o jej działalności na rzecz potrzebujących, też postanowił wesprzeć Szpital Pediatryczny w Bielsku-Białej. Monika jest podwójnie szczęśliwa. Udało się jej zrobić coś dobrego dla innych i promuje swoje miasto.

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:

Ewa Furtak

Dobry Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje