Fitkau-Perepeczko narzeka na swoją karierę. "Szkoda, że tego nie zauważono"
Agnieszka Fitkau-Perepeczko nie daje o sobie zapomnieć. 82-latka z wielkim zaangażowaniem udziela się w mediach społecznościowych, gdzie wypowiada się na różne tematy. Tym razem znowu nie mogła ukryć żalu w związku z tym, jak potoczyło się jej życie zawodowe. Gwiazda wspominała o tym już kilka dni wcześniej.
"To jest, kurczę, niesamowite, że w latach popołudniowych dowiaduję się, że moja energia jest przydatna i pomaga ludziom... Szkoda, że w serialu tego nie zauważono przez całe pięć lat, nie mówiąc o innych produkcjach naszej kochanej rodzimej kinematografii" - wyznała gorzko na Facebooku.
Przypomnijmy, że kobieta ukończyła warszawską szkołę teatralną w 1966 roku. W latach 1970-1980 gościnnie występowała w stołecznych teatrach: Dramatycznym i Rozmaitości. W tym samym okresie dorabiała jako konferansjerka zapowiadająca występy artystów oraz jako piosenkarka. Odbyła m.in. zagraniczną trasę koncertową z Anną German czy krajową z mężem, Markiem Perepeczką, otwiera się w nowym oknie.
Jeśli chodzi o rodzime kino, to faktycznie wydaje się, że filmowcy nie potrafili zaproponować aktorce niczego ciekawego. W polskich filmach, m.in. "Za ścianą" Krzysztofa Zanussiego czy "Nie lubię poniedziałku" Tadeusza Chmielewskiego, Fitkau-Perepeczko grała tylko role epizodyczne. Nieco lepiej na tej płaszczyźnie szło jej w latach 80. i 90. za granicą.
Ale widać, że to szczególnie jedna produkcja wciąż leży jej na sercu...
Minęło 18 lat, a Fitkau-Perepeczko wciąż nie może tego znieść. Znowu wylała swoje żale
W latach 2003-2007 kobieta wcielała się w Simonę, żywiołową matkę Stefana (Steffen Möller, otwiera się w nowym oknie) w "M jak miłość". Kreacja ta przyniosła jej ogromną popularność i sympatię widzów, którzy do dzisiaj zresztą wspominają bohaterkę. Fitkau-Perepeczko sama o tym wspomina.
"Wczoraj widziałam podcast ze Steffenem, moim serialowym synem. Mówił, że byłam (...) [motorem napędowym - przyp. aut.] tego serialu, a ja myślę, że byłam raczej fajnym momentem (...), sądząc po reakcjach ludzi na TikToku. Na każdym livie pytają o (...) [tę postać], o Simonę. Osiemnaście lat po jej zniknięciu z serialu! Ciągle tęsknią za nią..." - wyjawiła na Facebooku.
I chociaż od zakończenia współpracy z TVP minęło tak dużo czasu, aktorka wciąż to mocno przeżywa.
"Marek kiedyś powiedział: 'Ja to już wiecznie będę Janosikiem, a ty Simoną'. Popatrzcie, jaki paradoks, a tak (...) [bezpardonowo] mnie wyrzucili... Za co? Dlaczego? Nie wiadomo właściwie. I teraz mogę swobodnie o tym mówić, wyjaśniać ludziom, że nie (...) [gwiazdorzyłam], że to wymyśliła kolorowa prasa, robiąc mi wielką krzywdę. Nikogo nie obrażałam - najwyżej obrażano mnie... Byłam raczej spokojną aktorką, która czeka na swoją scenę cierpliwie, na bardzo niewygodnej ławce na planie" - napisała rozżalona.
Fitkau-Perepeczko nie zamierza dłużej milczeć. "Jakie to cudowne uczucie"
Widać, że Fitkau-Perepeczko cieszy swoboda, z jaką wreszcie może dzielić się swoją perspektywą. A wszystko to dzięki mediom społecznościowym.
"Jakie to cudowne uczucie móc o tym mówić - nie przez wywiady, nie przez spotkania autorskie, tylko walić prosto z mostu, odpowiadając na pytania ludzi. I to na różne tematy: co ciekawego wydarzało się w moim życiu, w serialu, na scenie. Mówię o przyjaźniach, które mnie zawiodły, mówię o ludziach, których podziwiam i szanuję, kto jest (...) [złym], a kto fajnym człowiekiem. Dlaczego czasem budzę (...) [sprzeciw] i ile pomyj (...) [wylało się] na moją głowę tak po prostu" - zdradziła.
Zwłaszcza że gwiazda faktycznie ma swoje grono wiernych słuchaczy.
"Kurczę, to wspaniałe uczucie, mówię Wam. I mam już swoją publiczność. 47 tysięcy obserwujących zaledwie po miesiącu bycia na TikToku. Mam publiczność w różnym wieku: młodą, dojrzałą, dociekliwą. Dziękuję" - zwróciła się do fanów.
Dlaczego zwolniono Fitkau-Perepeczko z "M jak miłość"? Łepkowska wyznała prawdę
Sprawa zwolnienia aktorki powróciła jeszcze w 2020 roku. Wówczas odniosła się do niej Ilona Łepkowska, otwiera się w nowym oknie. Główna scenarzystka serialu stwierdziła, że wątek Simony "był za bardzo rozbudowany", co okazało się przerastać "możliwości aktorskie pani Agnieszki". Nie to jednak zdecydowało o wypowiedzeniu jej umowy. Kłopot w tym, że Fitkau-Perepeczko we wszystko się wtrącała i stroiła fochy.
"(...) Miała przekonanie, że może wpływać na swój wątek, że (...) będzie on rozbudowywany, sugerować rozwiązania. To było bardzo złe. Dlatego z niej zrezygnowano" - mówiła twórczyni serialu w rozmowie z Faktem.
Najwidoczniej sama zainteresowana ma na ten temat jednak inne zdanie.
Zobacz też:








