Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

"Maria Kaczyńska była naszym stałym gościem"

Maria Kaczyńska znana była z zamiłowania do muzyki. Pracownicy Filharmonii Narodowej potwierdzają, że była ich częstym gościem, zaś dyrektor Antoni Wit wspomina ją jako osobę "serdeczną, ciepłą i bardzo miłą", która zawsze znalazła czas, by spotkać się po koncercie z artystami, a "przebywanie w świecie muzyki i wśród muzyków sprawiało jej prawdziwą przyjemność".

"Pani Maria Kaczyńska od początku sprawowania funkcji Pierwszej Damy była bardzo częstym gościem na naszych koncertach. Ostatni raz zaszczyciła nas 24 marca. (Koncert w ramach XIV Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena - przyp. PAP Life). Brała potem także udział w spotkaniu po koncercie. Myśmy już bardzo dobrze znali nie tylko ją, ale także panie, które jej towarzyszyły. Jej obecność zawsze uświetniała atmosferę. Kilka razy - w tym na inauguracji Roku Chopinowskiego - pojawiła się w Filharmonii razem z małżonkiem" - wspomina dyrygent i dyrektor Filharmonii Antoni Wit, który koncertuje obecnie w Niemczech.

Reklama

Pierwsza Dama nie tylko chętnie słuchała koncertów, ale też dzieliła się swoimi wrażenia z ich wykonawcami.

"Czuło się, że przebywanie w świecie muzyki i wśród muzyków sprawia jej prawdziwą przyjemność. Jeśli była na koncercie, to zawsze potem przychodziła do artystów, co było dla nich dowodem uznania, sympatii i pamięci.

Gdy osoba zajmująca tak wyeksponowaną pozycję zadaje sobie po koncercie ten trud, jest to dla artysty radość. Pani Kaczyńska zawsze się w taki sposób zachowywała. W jej obecności graliśmy bardzo różną muzykę: i Chopina, i Schumana, i Beethovena. Trudno mi jednoznacznie wskazać jej gust, ale myślę, że ci kompozytorzy byli jej bliscy" - dodaje Antoni Wit.

"Zwykle ważne i dystyngowane osoby sadzamy w pierwszym rzędzie na balkonie lub pośrodku sali, ponieważ są to najbardziej honorowe miejsca i tam też siadywała Pierwsza Dama. W czasie przerwy nasi goście zawsze gromadzą się w specjalnym saloniku, który mieści się na górze po stronie skrzypiec i niejednokrotnie składałem tam wizytę pani prezydentowej" - wspomina dyrygent.

Chociaż zdarzało się, że towarzyszyły jej osoby związane z polityką, jak żona prezydenta Gruzji, jej wizerunek w Filharmonii pozostawał apolityczny.

"Dla nas była zupełnie apolityczna. Wspominam ją jako osobę serdeczną, ciepłą i bardzo miłą. Pozostawiła bardzo miłe, głębokie wspomnienia" - mówi dyrektor.

Na razie nieznane są dalsze plany Filharmonii Narodowej dotyczącej upamiętnienia Marii Kaczyńskiej, ale instytucja czynnie bierze ona udział w uroczystościach żałobnych.

"To wszystko jest na razie bardzo świeże. Filharmonia jest zaangażowana we wszystkie obchody, które mają miejsce w tych dniach. Nasz chór śpiewał na mszy, która odbywała się na Woli w niedzielę. (?) Trudno powiedzieć o dalszych szczegółach, ale muzyka z uwagi na swój charakter zawsze towarzyszy takim uroczystościom, więc jeszcze niejeden raz na pewno będziemy mogli się przyczynić do uhonorowania ofiar" - mówi PAP Life dyrektor.

Wiadomość o tragicznych wydarzeniach w Smoleńsku zastała Antoniego Wita już po jego przylocie do Niemiec, gdzie grać ma muzykę polską. Choć o odwołaniu planowanych koncertów nie było mowy, dyrygent jest pozytywnie zaskoczony sposobem relacjonowania tragedii przez niemieckie media:

"Codziennie oglądam gazety i na pierwszych stronach znajduje obszerne i bardzo dokładne relacje na temat wypadku, historii i osób, które były na pokładzie. Jest to relacjonowane znacznie szerzej niż sobie wyobrażałem. Jestem pod wrażeniem autentycznego współczucia i sympatii tych relacji" - powiedział Antoni Wit.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »