Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Marek Piekarczyk: Moja żona jest moją muzą!

Marek Piekarczyk (63 l.), kultowy wokalista TSA, przyznaje, że odkąd został jurorem "The Voice of Poland", na wszystko brakuje mu czasu.

Jak to się stało, że rockandrollowiec zgodził się na udział w popowym show "The Voice of Poland"?

Marek Piekarczyk: Dostałem propozycję. Początkowo nie byłem zainteresowany. Wszystko dlatego, że nie mam czasu na oglądanie telewizji. Po obejrzeniu odcinka zmieniłem zdanie. Myślę, że to była dobra decyzja. Przedsięwzięcie jest tworzone na wysokim poziomie, a oprócz tego mogę pomóc debiutującym wokalistom.

Muzyka jest bardzo ważna w pana życiu, ale nawet dla niej nie opuścił pan rodzinnej miejscowości. Możliwości w Warszawie są przecież większe...

Reklama

M.P.: - Uważam, że trzeba mieć swoje miejsce na ziemi. Moim jest rodzinna Bochnia. Tu mam nie tylko zespół, ale i kumpli z dawnych czasów. Poza tym z miastem tym wiąże się wiele dobrych wspomnień.

Dzieci się nie buntują, że taty często nie ma w domu?

M.P.: - Dwójka dzieci z pierwszego związku jest już starsza, więc tak bardzo mnie nie potrzebuje. Oboje mieszkają za granicą - Sonia w Nowym Jorku, Maciek w Irlandii. Oboje są wyjątkowi. Córka przez jakiś czas zajmowała się aktorstwem. Teraz chce zostać pielęgniarką. Z kolei syn jest niespokojnym duchem. Dużo podróżuje. Nie może zdecydować się, gdzie chce osiąść na stałe. Do niedawna zajmował się miksowaniem muzyki techno.

Często się pan z nimi widuje?

M.P: - Chciałbym częściej, ale dzieli nas duża odległość. Gdy ostatnio odwiedziłem Sonię w Nowym Jorku, wygłupialiśmy się jak dzieci.

Na szczęście blisko ma pan jeszcze jedną pociechę, synka Filipa. Jakim jest pan tatą?

M.P.: - Filipek ma 5,5 roku. Jest bardzo muzykalny. Śpiewa czysto wszystkie dźwięki i gamy. Niedawno kupiłem mu prawdziwą perkusję. Teraz marzy mu się nauka gry na fortepianie. Instrument już zamówiłem dla niego w Szwajcarii.

Jak jeszcze oprócz muzykowania lubi się pan z nim bawić?

M.P.: - Uwielbiam spędzać z synem wieczory. Filip wymyśla tematy bajek, a ja uruchamiam wyobraźnię i tworzę dla niego ciekawe historie. Każda jest inna, dlatego bajka o Jasiu i Małgosi miała już ze 12 wersji.

Taki mąż to prawdziwy skarb. A jaka jest pana żona?

M.P.: - Kasia jest moją muzą. Jest bardzo wrażliwa i muzykalna. Skończyła anglistykę, ale zajmuje się fotografiką. Robi piękne zdjęcia. Czasami bywam jej modelem.

Jakie relacje ma pan z teściami?

M.P.: - Znakomite. Moja teściowa jest wspaniałą, bardzo uczynną kobietą. Stale komuś pomaga. Poza tym ma świetny gust i słucha dobrej muzyki. Na teścia też nie mam prawa narzekać. To uczciwy, przyjacielski człowiek. Oboje mieszkają niedaleko Będzina i jak tylko mamy okazję to się odwiedzamy, bo lubimy być razem.

Niedawno ukazała się na rynku pana autobiografia "Zwierzenia kontestatora". Zdradził pan w niej jakieś sekrety?

M.P.: - Kilka na pewno. Są w niej tylko pozytywni bohaterowie i historie. Negatywne wolałem przemilczeć. 

Agnieszka Szmidt

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »