Przejdź na stronę główną Interia.pl

Małgorzata Rożniatowska: O uczuciach już nie marzę

Małgorzata Rożniatowska (68 l.), słynna Kleczkowska ze "Złotopolskich", odkąd trafiła piątkę w totka, stara się skreślać szczęśliwe liczby przy okazji każdego losowania. "Kiedyś dostałam urodzinowy prezent od losu: piątkę w totolotka! Ale była to najniżej płacona piątka w dziejach. Dostałam za nią około 3 tysięcy złotych. Chciałam wymienić okna, ale nie starczyło i pieniądze się rozeszły" - wyznała w wywiadzie. Aktorka liczy, że los się w końcu do niej uśmiechnie.

Praca jest jej największą pasją i ani myśli o emeryturze! I dobrze, bo barwne postacie grane przez Małgorzatę Rożniatowską cieszą się ogromną sympatią widzów. Choć przeżyła śmierć zięcia i męża, stara się podchodzić do życia z wrodzonym optymizmem. Czerpie radość z drobnych rzeczy i daje ją innym.

Reklama

Jak spędziła pani wakacje?

Małgorzata Rożniatowska: - Fantastycznie. Byłam z rodziną na Półwyspie Helskim. Pogoda dopisała. Całe dnie spędzałam z córką i wnuczką na plaży, a wieczorami chodziłyśmy do kina, nad morze albo na sympatyczną kolację. No i w końcu porządnie się wyspałam!

Czy w nowych odcinkach "M jak miłość" grana przez panią Kisielowa wreszcie będzie szczęśliwa?

Na pewno szykuje się sporo zamieszania z moją postacią i wiele atrakcyjnych wątków. Myślę, że w temacie miłości u Kisielowej też sporo się wydarzy. A jak to się skończy? Zobaczymy!

Nie ma pani czasem do siebie żalu, że gra pani głównie w epizodach?

Zawsze byłam aktorką charakterystyczną, a takie osoby tworzą wyraziste tło dla głównych postaci. Dobrze się czuję w swoim emploi i nie mam pretensji do nikogo, a tym bardziej do siebie.

Trudno jest grać takie charakterne postacie?

Każda rola wymaga wysiłku. Nic nie przychodzi łatwo, taki zawód. Najważniejsze, żeby efekt był zadowalający, szczególnie dla widzów.

Czy wnuczka ogląda panią na scenie?

Tak, chodzi do teatru, czasami też na moje sztuki, jeśli są dostosowane do jej wieku. Raz nawet dostałam od niej kwiatki. Mówi, że jej się podobało i... tyle.

Kiedyś poleciała pani na paralotni. Jakie inne szalone pomysły udało się pani zrealizować?

Wszyscy mnie pytają o tę paralotnię, jakbym poleciała na Księżyc i szczęśliwie z niego wróciła. Każdemu polecam taką przygodę, natomiast nie jest to żadne bohaterstwo. Na razie niczego nie planuję. Poza tym jestem w takim wieku, że żadne sporty ekstremalne nie wchodzą już w rachubę, bo trzeba bardzo na siebie uważać.

Ma pani zwierzęta?

Mam psa i kota i bardzo je kocham. Czekają na mnie z utęsknieniem, zwłaszcza wtedy, gdy wieczorem wracam do domu po spektaklu. Moja kotka często wychodzi na samotne spacery, ale wtedy, w środku nocy, nagle pojawia się pod drzwiami i miauczy. To miłe.

Myśli już pani o emeryturze?

W zawodzie aktora nie ma takiego określenia jak emerytura. Gdy ma się pracę, to się pracuje. Ja już mam swoje lata, ale nie jestem stworzona do tego, żeby siedzieć w domu w kapciach. Dopóki będę w dobrej formie, chciałabym grać, bo praca konserwuje pamięć, tężyznę fizyczną i oczywiście przynosi mnóstwo satysfakcji.

Praca jest dla pani ważna?

Byłabym nieszczęśliwą osobą, gdybym nie była aktorką. Ale, oczywiście, najważniejsza jest rodzina, zadowolenie z pracy, zdrowie i przyjaciele. Ważne jest mieć wokół siebie życzliwych ludzi.

Ma pani jakieś marzenia?

Jestem w takim wieku, w którym nie ma się specjalnych marzeń. Trzeba czekać na to, co los przyniesie.

Marzy pani o wielkim uczuciu, o miłości?

W moim przedziale wiekowym raczej już nie, bądźmy realistami! W pewnym wieku to, co było atrakcyjne w młodości, staje się nudne, zaręczam! Dlatego o żadnych uczuciach już nie marzę.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Rożniatowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje