Miała 19 lat, gdy zaczęła grać w słynnym serialu. Na zawsze została z łatką
Monika Mrozowska zyskała ogólnokrajową rozpoznawalność za sprawą "Rodziny zastępczej". Aktorka amatorka miała 19 lat, gdy weszła na plan uwielbianej przez widzów produkcji i podobnie jak jej bohaterka wkraczała w dorosłość.
Prace nad tytułem zbiegły się w czasie z jej przygotowaniami do matury. W jednym z najnowszych wywiadów kobieta przyznała, że gdyby nie godziny spędzone przy powstawaniu serialu czy spektaklu Teatru Telewizji, jej wyniki z pewnością byłyby lepsze.
Choć później Mrozowska poszła w zupełnie innym kierunku (ukończyła studia pedagogiczne i studium ceramiki), to co jakiś czas pojawiała się na ekranie czy w programach rozrywkowych. Na niewiele się to jednak zdało.
Dzisiaj 46-latka świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że w pamięci rodaków już na zawsze pozostanie Majką Kwiatkowską.
Ludzie kojarzą ją tylko z jedną rolą. Oto jak Mrozowska się na to zapatruje
Sama zainteresowana nie ma jednak nic przeciwko temu, a wręcz uważa to za duże szczęście. Nie każdy aktor jest bowiem kojarzony z postacią, która jest tak lubiana.
"Bardzo, bardzo mi to odpowiada, bardzo mi jest to na rękę" - przyznała Mrozowska w podcaście Kozaczka.
Do tej pory ludzie na ulicy zagajają ją właśnie o tę produkcję, zapominając o wszystkim tym, co zrobiła później.
"Mimo to, że ja zagrałam później jeszcze parę innych ról, to w ogóle przeszło kompletnie bez echa i wielu osobom się wydaje, że grałam tylko w tym serialu" - dodała ze śmiechem.
Na szczęście kobieta ma z nim przede wszystkim miłe wspomnienia.
Monika Mrozowska po latach wyznała o słynnym serialu. "Muszę być szczera"
Od lat o atmosferze na planie słynnej produkcji krążą legendy. Wszystkie osoby z nią związane przekonują, że rzeczywiście czuli się na planie jak rodzina. Jej najmłodsi przedstawiciele do dziś utrzymują zresztą ze sobą kontakt.
W tej kwestii Mrozowska niczym nie odróżnia się od grupy.
"Bardzo się dobrze tam czułam, bardzo. Były osoby, które może mniej lubiłam, które mnie drażniły, których unikałam, ale myślę, że nawet w rodzinie mamy takie osoby i czasami nie możemy ich unikać. A tutaj to muszę być szczera: 98 proc. osób - no super. Od pionu technicznego, przez panie, które przywoziły nam catering, przez (...) transport, oświetlenie, na reżyserach skończywszy. No i to jest oczywista oczywistość pod kątem obsady" - mówiła.
Dopiero następne doświadczenia zawodowe uzmysłowiły Mrozowskiej, że plany zdjęciowe niekoniecznie zawsze muszą tak wyglądać.
"To była naprawdę bardzo przyjemna praca. Tym bardziej, że miałam później okazję pojawić się na innych planach i wtedy miałam możliwość skonfrontowania się z tym, że może to wyglądać inaczej, że wcale nie musi być tak miło" - wyjawiła.
Zobacz też:
Monika Mrozowska znów się z kimś spotyka. Tym ją od razu ujął
Mrozowska odsłania tajemnice "Rodziny zastępczej". Oto co działo się 27 lat temu








