Cały świat chwali Chwalińską. Polscy kibice wspierali ją nie tylko na korcie
Maja Chwalińska jest obecnie na ustach wszystkich. Tenisistka, która jeszcze do niedawna znajdowała się w tyle rankingu WTA, nieoczekiwanie awansowała na 21. miejsce i zyskała międzynarodową sławę.
Polka stała się największym zaskoczeniem tegorocznego French Open. Zawodniczka, która dostała się na turniej tylko dzięki pozytywnemu wynikowi w kwalifikacjach, wygrała dziewięć meczów z rzędu i wystąpiła w wielkim finale Rolanda Garrosa.
Ostatecznie 24-latka musiała uznać przewagę swojej przeciwniczki, ale to niczego nie zmieniło. Wszyscy eksperci i miłośnicy tej dziedziny sportu są pod wrażeniem jej talentu, odporności na stres i determinacji.
Nic dziwnego, że zawodniczka, za którą trzymał kciuki cały kraj, po powrocie była witana przez tłum na lotnisku. Nieoczekiwanie między nią a pewnym dziennikarzem doszło do niezręcznej wymiany zdań...
Na lotnisku Chwalińską przywitały tłumy. Od razu zasypano ją pytaniami
Chwalińska wrazem ze swoim zespołem wróciła do stolicy w poniedziałek, 8 czerwca rano. Z uwagi na wyjątkową pasażerkę na pokładzie polskie linie lotnicze zmieniły nawet nazwę połączenia na "LOTMAJA".
Na lotnisku czekały na nią dziesiątki kibiców i przedstawicieli prasy. W mediach szybko pojawiły się nagrania, jak - wydawałoby się - nieco onieśmielona tenisistka miesza się z tłumem, po czym odbiera kwiaty i gratulacje od poszczególnych osób.
Na konferencji prasowej dziennikarze też od razu zasypali ją pytaniami.
"Maju, czy Twój telefon (...) [ciągle dzwonił - przyp. aut.]? Jak patrzyłem, to przed startem turnieju miałaś kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy followersów [na Instagramie], a teraz już chyba pół miliona, więc to też szaleństwo w sieci" - zaczął od razu jeden z nich.
I rzeczywiście miał rację. W internecie już pojawiły się zestawienia, na których widać, jak zaledwie sześć postów relacjonujących French Open sprawiło, że liczba obserwujących Chwalińską zwiększyła się dziesięciokrotnie (z 50 do 500 tys.). Ale ją samą nieszczególnie to interesuje.
"No właśnie ja nie jestem za bardzo w tych mediach, szczerze mówiąc, bo myślę, że bym zwariowała..." - zaczęła, ale ktoś nieoczekiwanie jej przerwał.
Ledwo Chwalińska wróciła do Polski, a już doszło do mocnej wymiany zdań. Co za sceny
Okazuje się, że inny przedstawiciel prasy tak nie mógł się doczekać zadania Mai pytania, że aż wszedł jej w słowo.
"Maju, jak podchodzisz do tego..." - zapytał, jak relacjonuje Pudelek, dziennikarz RMF FM.
Zawodniczka od razu zwróciła mu na to uwagę.
"Jeszcze nie skończyłam, ale no ok…" - odpowiedziała, a gdy ten przeprosił, pozwoliła mu kontynuować.
"No dobra, już mnie pan… Może pan spokojnie. Nie, już ok..." - dodała po chwili.
Zobacz też:
Olejnik zabrała głos po przegranej Chwalińskiej. Oto co zobaczyła za kulisami zawodów
Tuż po finale nadeszły takie doniesienia ws. Chwalińskiej. Nie mogła w to uwierzyć








